• facebook
  • twitter
  • YouTube
  • Newsletter
  • rss
  • I jak tu się nie radować?

    Z dominikaninem, ojcem Jackiem Salijem rozmawia Marcin Jakimowicz

    |

    GN 15/2005

    dodane 06.04.2005 08:59

    „Radujcie się” – wzywała liturgia dnia, w którym odszedł Papież. On sam też przecież wzywał do radości. A jak tu się radować przez łzy?

    Ooo, to wielka tajemnica naszej wiary. Przecież każdy z nas idzie do życia wiecznego, a te kilkadziesiąt lat, które są nam dane, to jedynie czas naszej podróży. A w przypadku Jana Pawła II wielkiego chrześcijanina, gdy serce nie pozwala nam mieć odrobiny wątpliwości, że poszedł prosto w ramiona Boga, to jak można się nie radować? A że człowiek sobie przy tym zapłacze, to jest normalne. To zupełnie inny wymiar, bo to sytuacja podobna do śmierci rodzonego ojca. Przecież to naturalne, że czujemy pustkę i wiemy, że gdy pojedziemy sobie do Rzymu to już nie spotkamy się tam z Papieżem. To boli. Ale za naszymi łzami jest przecież prawdziwa radość: Papież wpadł w ramiona Ojca

    Pan Jezus również płakał na grobem Łazarza, a chwilkę później go wskrzesił…

    Tradycja teologiczna bardzo mocno akcentuje ten płacz Jezusa, jako lament nad ludzką śmiercią. To płacz nad tym, że ludzie umierają, a Pan Bóg nie miał takiego zamiaru, by ludzie musieli przechodzić przez śmierć. Bo cała gorycz śmierci jest jednak owocem grzechu…

    Czy można już modlić się do Papieża? Czy można prosić Boga za Jego wstawiennictwem?

    To delikatna materia, ale raczej odradzałbym. Poczekajmy, posłuchajmy Kościoła. Trzeba zachować miarę i w naszym całym podziwie i wdzięczności zobaczyć jedno: przecież przez Jana Pawła II działał sam Bóg! Strasznie dużo się stało za tego pontyfikatu, ale to przecież działał sam Pan. A wielkość Papieża polegała na tym, że się temu działaniu całkowicie poddawał. On w swym życiu natrudził się w sposób niewyobrażalny. Naprawdę. Zatracał się w tym, nie szanował, był cały dla Boga i ludzi…

    Na śmierć papieża ludzie nie zareagowali histerią tylko modlitwą. Przed konfesjonałami ustawiały się potężne kolejki. Zdarzało się wiele nawróceń, powrotów...

    Ja to widziałem od samego początku Jego pontyfikatu. Działy się ogromne cuda. Jakie? Na przykład takie, że różne narody i społeczeństwa pod wpływem Jego pielgrzymek uświadamiały sobie swoją głęboką chrześcijańskość, o którą ich pierwotnie nikt nie podejrzewał…

    «« | « | 1 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    Reklama

    Reklama

    Zachowane na później

    Pobieranie listy

    Reklama

    przewiń w dół