• facebook
  • twitter
  • YouTube
  • Newsletter
  • rss
  • Pontyfikat odnalezionej nadziei

    Abp Józef Życiński

    |

    GN 15/2005

    dodane 06.04.2005 08:56

    Próg szokującej nadziei przekroczyliśmy 27 lat temu w październikowy wieczór, gdy zaskoczony prezes Radiokomitetu polecił dziennikarzom telewizyjnym, aby podawali „na uśmiechu” wiadomość o wyborze kard. Wojtyly na papieża.

    Próg przytłaczającego smutku, trzeba nam konsekwentnie przekraczać obecnie, gdy w poczuciu jednej wielkiej rodziny serc zarówno przedstawiciele mediów, jak i ich odbiorcy nie potrafią powstrzymać łez na wiadomość o odejściu Osoby, która uczyła nas trudnej sztuki odbudowywania nadziei. Z perspektywy rozłąki lepiej pojmujemy sens papieskich słów „być Bożym darem dla innych”. Był dla nas wielkim darem od Boga. Radykalnie przemienił wiele spraw pod polskim niebem. Wlał nową nadzieję w serca nasycone goryczą i w kulturę znaczoną kryzysami. Ostatecznie powrócił do Ojca, który dał Go naszemu pokoleniu jako Swój wielki dar. Nam zaś nie wolno pogrążać się w smutku ani trwać w przygnębieniu, gdyż byłoby to za łatwe. Trzeba ciągle rozważać wielkość darów Bożych otrzymanych przez posługę Jana Pawła II i nimi konsekwentnie żyć.

    Przekroczyć próg rozczarowań
    Pokolenie polskich trzydziestolatków można nazwać pokoleniem Jana Pawła II, gdyż praktycznie nie zna ono Kościoła, który kierowałby się innymi zasadami niż te ukazywane w ostatnim pontyfikacie. To w Jego nauczaniu odnajdywaliśmy siłę do przetrwania, kiedy prognozy polityków były jednoznacznie posępne. Przełamywanie łatwego pesymizmu wymagało dużego samozaparcia. Jan Nowak-Jeziorański wspomina, jak w latach pięćdziesiątych wielu zachodnich ekspertów oceniało sceptycznie możliwość ocalenia polskiej tradycji narodowej w systemie narzuconej ideologii. Słyszał wtedy od nich: „Sądząc z przykładu Ukrainy, za dwadzieścia pięć lat Polska pozostanie już tylko nazwą i miejscem na mapie. Młode pokolenie, ukształtowane przez propagandę i szkołę komunistyczną, będzie mówiło po polsku, a myślało po sowiecku”. W dzień papieskiej śmierci można było jednoznacznie stwierdzić, iż prognozy te okazały się rażąco niesłuszne zarówno wobec Polski, jak i Ukrainy.

    W swej ostatniej książce „Pamięć i tożsamość”, gdy Jan Paweł II usiłuje ukazywać rodakom najpiękniejsze wzorce z polskiej historii, przywołuje „jagielloński” model polskości, podkreślając, że „polskość to ... wielość i pluralizm, a nie ciasnota i zamknięcie” (s. 92). Ucząc konsekwentnie postawy otwarcia na nowe problemy doświadczane już w nowej europejskiej ojczyźnie, pisze z miłością ojca zatroskanego o powierzoną jego pieczy rodzinę nowej Europy: „Kościele w Europie! Radości i nadzieje, smutki i niepokoje dzisiejszych Europejczyków, przede wszystkim ubogich i cierpiących, niech będą również twoimi radościami i nadziejami, smutkami i niepokojami, i niech nic z tego, co jest autentycznie ludzkie, nie pozostaje bez echa w twoim sercu. ... I bądź Kościołem błogosławieństw, stale upodobniającym się do Chrystusa” (Ecclesia in Europa, p. 104n).
    Do słów tych trzeba nam powracać, gdy w polskich dyskusjach zabrzmi zniechęcenie i niepokój zaś „to, co autentycznie ludzkie” zostanie zagłuszone krzykiem politycznych haseł. Trzeba wtedy niezmiennie przekraczać próg zniechęcenia, okazując tę „pamięć i tożsamość”, którą On kształtował w nas przez lata w utrudzeniu Swej apostolskiej posługi.

    Zmienił oblicze ziemi
    Gdy Jan Paweł II rozpoczynał swój pontyfikat słowami: „Otwórzcie drzwi Chrystusowi!”, znaczna część świata opanowana była przez ateistyczne reżimy, które uniemożliwiły nawet wysłuchanie tego orędzia milionom chrześcijan. Wszystkim ówczesnym liderom politycznym wydawało się rzeczą oczywistą, że podział jałtański jest trwałym elementem światowego ładu. Ale nie dla niego. Kiedy umierał, świat był już inny, nieco lepszy. Niewielu ludzi w dziejach świata swym życiem i pracą przyczyniło się do tak wielkich zmian.

    Sprawiedliwość i pokój
    Od pierwszych chwil urzędowania w Watykanie Jan Paweł II wierzył, że odwołując się do Ewangelii i dobra, które jest w ludziach, można ich skłonić do zmiany niesprawiedliwego porządku świata. Już w czasie swej pierwszej pielgrzymki do Meksyku (1979 r.) stanął oko w oko z całą złożonością konfliktów i podziałów oraz bezradnością milionów ludzi, żyjących w poczuciu osamotnienia i beznadziejności. Na spotkaniu w Oaxaca wypowiedział słowa, które stały się jednym z motywów przewodnich jego pielgrzymowania i obecności w świecie: „Papież pragnie być waszym głosem, głosem tych, co nie mogą przemówić, lub tych, których ucisza się przemocą, obrońcą uciśnionych, którzy mają prawo do skutecznej pomocy, a nie tylko okruchów sprawiedliwości”. Niósł to przesłanie do różnych krajów, gdyż – choć różne były przyczyny zniewolenia – aktualne było zarówno w warunkach Ameryki Łacińskiej, jak i Afryki, Azji czy państw komunistycznych.

    «« | « | 1 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    Reklama

    Reklama

    Zachowane na później

    Pobieranie listy

    Reklama

    przewiń w dół