• facebook
  • twitter
  • YouTube
  • Newsletter
  • rss
  • Sądny tydzień Rosji

    Justyna Prus, korespondentka "Rzeczpospolitej" w Moskwie

    |

    GN 14/2010

    dodane 07.04.2010 09:01

    Do Moskwy wrócił terror. Po czterech latach spokoju w rosyjskiej stolicy znowu wybuchły bomby.

    Terroryści zaatakowali w dwóch miejscach. O 7.56 w drugim wagonie pociągu metra, stojącego na stacji Łubianka, nastąpił wybuch. Drugi zagrzmiał ok. 50 minut później na stacji park Kultury – na tej samej linii metra. – Wyjeżdżałem właśnie na górę, kiedy zorientowałem się, że coś jest nie tak. Schody jadące w dół zatrzymały się i zaczęli nadawać komunikat, żeby opuścić metro – opowiadał Asied, student pierwszego roku Akademii Medycznej. – Nikt nie wiedział, co się dzieje. Dopiero po chwili zobaczyłem pierwszych rannych. Mieli krew na twarzach, poparzenia. Jacyś ludzie wynosili ciało – wspomina. – Tą linią mieli przyjechać moi znajomi, akurat nieco wcześniej zdzwanialiśmy się. Na szczęście nic im się nie stało.

    Dmitrij jechał w pierwszym wagonie feralnego pociągu. W trzecim była bomba. „Widziałem wypadające szyby, nie wiedziałem, co się dzieje. Jakaś kobieta upadła, tłum dosłownie szedł po niej. Podniosłem ją i pobiegliśmy do wyjścia” – opowiadał „Echu Moskwy”. Ekipy ratunkowe pojawiły się bardzo szybko i, jak przekonują ludzie, którzy wydostali się spod ziemi, akcje ratunkowe przebiegały sprawnie. Karetki, helikoptery szybko odtransportowały rannych. Ale to i tak nie powstrzymało pytań do rosyjskich władz. „Dlaczego po pierwszym zamachu metro dalej jeździło?”, „Dlaczego nie było alarmu, dlaczego nikt nie poinformował ludności?”.

    W telewizji śniadanie
    Najszybciej zareagowała sieć internetowa i radio. Główne stacje telewizyjne milczały. „Co by szkodziło Miedwiediewowi czy Bortnikowowi (szef FSB) wystąpić na żywo w telewizji na dowolnym z państwowych kanałów i porozmawiać z ludźmi. Tak porozmawiać, żeby do metra nie wsiadali, i żeby nie było paniki? A jeśliby wybuchów było nie dwa, a pięć? Zamiast tego na głównych państwowych kanałach od momentu pierwszego wybuchu aż do 9 rano śpiewali, tańczyli, przygotowywali śniadania, usuwali ból ruchem rąk” – pisał następnego dnia „Moskowskij Komsomolec”.

    Wprawdzie i Kanał Pierwyj, i Rossija dały krótką informację o wybuchu o 8.30, ale potem wróciły do beztroskich porannych programów. Pozostała poczta pantoflowa. – Zadzwonił do mnie przyjaciel i powiedział: „nie wychodź z domu”. Wybuchy w metrze – opowiadała Irina (nie chce podać nazwiska). – Byłam przerażona. Zadzwoniłam do pracy i powiedziałam, że nigdzie nie idę – dodaje. – Włączyłam radio. Za chwilę była druga bomba – na parku Kultury. Myślałam, że mi serce stanie. Zadzwoniłam do rodziców – na szczęście działały stacjonarne, bo komórki padły – wspomina.

    «« | « | 1 | 2 | 3 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    Reklama

    Zachowane na później

    Pobieranie listy

    Reklama

    przewiń w dół