• facebook
  • twitter
  • YouTube
  • Newsletter
  • rss
  • Rosja uczy pokory

    Barbara Gruszka-Zych, zdjęcia Henryk Przondziono

    |

    GN 13/2010

    dodane 02.04.2010 21:03

    Po dwóch dniach spędzonych w Rosji oddycham z ulgą, przekraczając granicę z Białorusią. Tu dziennikarza mogą co najwyżej zamknąć. W ogromnej Rosji może przepaść jak igła w stogu siana.

    A kto będzie szukał igły, która próbowała porysować wspaniały obraz wielkiego, coraz bardziej demokratycznego mocarstwa? I kogo to będzie obchodziło, skoro ci, w których interesie ten obraz się psuje, są zmęczeni zwyczajną troską o przetrwanie. Tak jak 65-letnia Anna Siergiejewna, która za conocne czuwanie na portierni domu kultury dostaje miesięcznie 50 euro. – Ludzie cieszą się, jeśli nie muszą martwić się o pieniądze na jutro – mówi jedna ze smoleńskich dziennikarek. Prosi o niepodawanie nazwiska. Nie chce, żeby się nią bardziej „zaopiekowali”, dlatego że opowiada prawdę o rosyjskiej duszy i życiu w zniewoleniu. – Ostatnio częściej niż przedtem wzywają mnie, żebym relacjonowała, z kim i o czym rozmawiałam – mówi.

    Po dwóch dniach spędzonych w Rosji, tak jak jej obywatele, zaczynamy się bać, że nas podsłuchują, obserwują, a kiedy rano zastajemy otwarty bagażnik redakcyjnego samochodu, niepokoimy się, czego w nim szukano, albo czy coś podrzucono. Dziennikarz tropiący prawdę, bo o to przecież chodzi w każdym reportażu, czuje się tu bezradny i skołowany. Nie wie, komu wierzyć. Jak z puzzli niepasujących do siebie faktów ułożyć obraz? Ma się wrażenie, że komuś zależy, aby został nieposkładany.

    Ojciec dyrektora

    Pojechaliśmy do Katynia, żeby sprawdzić informację z internetu. Znajomy byłego pracownika Memoriału Katyń (kompleksu cmentarnego z grobami polskich oficerów i rosyjskiej ludności cywilnej mordowanej w latach 30.) podał wiadomość, że Michaił Porfiriewicz Grigoriew – enkawudzista, który w 1940 roku strzelał do polskich oficerów, jest ojcem obecnego dyrektora Memoriału Igora Grigoriewa. (Nie możemy sprawdzić jego otcziestwa, bo nie funkcjonuje strona internetowa Memoriału). Po długim milczeniu odpisuje na e-maila, w którym pytałam, skąd ta informacja. Podaje telefon do „Wiarygodnego Źródła” w Smoleńsku, byłego pracownika Memoriału. Ale sam prosi o niezdradzanie personaliów jego i kolegi. – Bo chciałbym go jeszcze w Smoleńsku odwiedzić, jemu też może się coś przytrafić – uzasadnia.

    Dzwonię do „Wiarygodnego Źródła” i wyłuszczam sprawę. Rozmówca potwierdza, że zwolnił się z Memoriału, kiedy nastał dyr. Grigoriew, bo jego ojciec strzelał do polskich oficerów. Obiecuje, że więcej opowie na miejscu. No to jedziemy, choć coś się tu nie zgadza. Otcziestwo obecnego dyrektora powinno brzmieć Michajłowicz, a jak sie okazuje, to Wiktorowicz. – Ale to powinien wyjaśnić dziennikarz, nie tacy jak my urzędnicy państwowi – słyszę w Radzie Ochrony Pamięci Walk i Męczeństwa w Warszawie, gdzie o fakcie nie słyszeli. Nie zamierzam piętnować syna za czyny ojca. Kiedy rozmawiałam z synem Hansa Franka, Niclasem, mogłam się przekonać, jakim ciężarem są dla niego zbrodnie ojca, z którymi nie miał nic wspólnego, bo był dzieckiem. Mimo to odczuwał ogromną potrzebę ekspiacji, którą wyraził w książkach. Może w Katyniu usłyszę coś podobnego?

    Tu patrzy się inaczej
    Po przejechaniu ponad 1400 km, na początek – jak to dziennikarze z pisma katolickiego – zaglądamy do tutejszego proboszcza. O. Ptolemeusz, franciszkanin z Katowic-Panewnik, od 18 lat duszpasterzuje w pierwszej po wojnie i jedynej katolickiej parafii w Smoleńsku. Gdy zagaduję go o Memoriał katyński, przerywa: – Trzeba zapytać moich parafian, którzy mają tam bliskich, nie polskich oficerów, ale ofiary represji stalinowskich. Wielu szuka ich wśród – jak się szacuje – 60–70 tys. pochowanych w lesie katyńskim. – Ja tu nie jestem w celach politycznych, ale żeby głosić Boże miłosierdzie – podkreśla. Kiedy chcę się upewnić, czy po rosyjsku „ludobójstwo” to „masowoje ubijstwo”, zastanawia się, a potem mówi, że nie wie, jak to się mówi. Mimo że od lat posługuje się rosyjskim. Nic też nie wie o naszym „Wiarygodnym Źródle”. Później okazuje się, że „nie wiem”, „nie rozumiem” to zwroty często używane, kiedy nie chce się czegoś powiedzieć. – Inaczej się patrzy na świat przez pryzmat Rosji – na chwilę otwiera się o. Ptolemeusz. – Tu człowiek nigdy nie odczuwał szacunku, był wielką masą. W nazizmie więzień to był numer, tu nie miał nawet numeru. – Czego się ksiądz tu nauczył? – pytam. – Pokory – odpowiada.

    «« | « | 1 | 2 | 3 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    Reklama

    Zachowane na później

    Pobieranie listy

    Reklama

    przewiń w dół