• facebook
  • twitter
  • YouTube
  • Newsletter
  • rss
  • Cztery "grzechy" IPN

    Andrzej Grajewski

    |

    GN 04/2010

    dodane 01.02.2010 10:41

    Czarne chmury zebrały się nad Instytutem Pamięci Narodowej. Przy okazji nowelizacji ustawy o IPN próbuje się nawet zanegować sens istnienia tej instytucji.

    Spośród mnogości kłamstw, półprawd i nieprawdziwych zarzutów wobec Instytutu i jego obecnego kierownictwa wybrałem cztery, moim zdaniem najbardziej typowe, które w istocie są propagandowymi mitami, upowszechnianymi po to, aby godzić w dobre imię Instytutu, jego kadry oraz postponować dorobek.

    Mit I – Miecz PiS-u
    Instytut w oczach jego przeciwników stale jest przedstawiany jako oręż PiS-owskiej propagandy, wykorzystywany przez tę partię w bieżących rozgrywkach politycznych. Nie brak i takich, którzy twierdzą, że IPN jest sztandarowym dziełem IV Rzeczypospolitej i realizuje podstawowe założenia tego projektu ideologicznego. Dodam, że również politycy PiS dyskretnie w tej sprawie milczą, jak gdyby rzeczywiście funkcjonowanie Instytutu chcieli wpisać w poczet własnych zasług. Prawda jest jednak inna, o czym już kiedyś w „Gościu” pisałem, ale nie szkodzi przypomnieć, aby kłamstwo, z uporem powtarzane, nie zakorzeniło się w naszych głowach jako źdźbło prawdy.

    Idea powstania instytucji, która przejęłaby archiwa organów bezpieczeństwa PRL, udostępniła je oraz opracowała naukowo, powstała w kręgu działaczy „Solidarności”. Ten postulat znalazł się w programie wyborczym AWS, gdy w 1997 r. odsuwała ona lewicę od władzy. Udało się dla jego realizacji pozyskać także Unię Wolności oraz PSL. Ta koalicja zdołała odrzucić w 1998 r. weto prezydenta Kwaśniewskiego. Zręby ustawy, z inicjatywy min. Janusza Pałubickiego, napisali profesorowie Andrzej Rzepiński i Witold Kulesza, a ważnym jej recenzentem był prof. Andrzej Paczkowski. Przy powołaniu Instytutu zasadnicze znaczenie miała aktywność lidera AWS Mariana Krzaklewskiego, który zbudował w Sejmie szeroką koalicję na rzecz wyboru pierwszego prezesa Instytutu, oraz premiera Jerzego Buzka, który zapewnił odpowiednie środki w budżecie dla jego finansowania.

    Fundamentalna była także rola prof. Leona Kieresa, który w bardzo trudnych okolicznościach, przy stale obcinanym przez SLD budżecie, zdołał stworzyć warunki dla normalnego funkcjonowania wszystkich trzech pionów IPN: archiwalnego, naukowego i śledczego. Żadna z tych osób nie jest dzisiaj kojarzona z PiS. Żaden z prominentnych polityków PiS przy tworzeniu Instytutu nie odegrał żadnej roli. Dziełem PiS natomiast było dorzucenie w 2006 r. obowiązku prowadzenia przez IPN lustracji. W ten sposób powstał czwarty pion – lustracyjny, co zawsze uważałem za pomysł chybiony. Gdy pojawiała się kandydatura Janusza Kurtyki na szefa IPN, początkowo zdecydowanie przeciwko niej występowali bracia Kaczyńscy. Bo Kurtyka był kojarzony towarzysko z Janem Marią Rokitą, wówczas prominentnym politykiem PO. IPN jest wielkim dziełem „Solidarności” i nie powinni o tym zapominać także czołowi politycy PO, zbyt łatwo, a często i bezmyślnie, odzywający się w chórze głosów potępiających Instytut i jego obecne kierownictwo.

    «« | « | 1 | 2 | 3 | 4 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    Reklama

    Zachowane na później

    Pobieranie listy

    Reklama

    przewiń w dół