Nowy numer 16/2018 Archiwum

Liczy się jakość

O reformowaniu polskiej armii z gen. Stanisławem Koziejem rozmawia Jacek Dziedzina

Jacek Dziedzina: Czy 100-tysięczna armia zawodowa wystarczy Polsce?
Gen. Stanisław Koziej: – Liczebność sił zbrojnych musi wynikać z możliwości ekonomicznych państwa, jeśli chcemy mieć armię na odpowiednim poziomie. W dzisiejszych czasach ważniejsza jest jakość sił zbrojnych niż jej liczebność. Trzeba zatem rekrutować jak najlepszych kandydatów, dokonywać selekcji, a nie brać wszystkich chętnych. Trzeba ich dobrze uzbroić, wyposażyć oraz szkolić intensywnie i codziennie. Jeśli więc chcemy mieć dobrą armię zawodową, a nie tylko ludzi ubranych w mundury, to potrzebne są duże pieniądze. Uważam, że 100-tysięczna armia zawodowa jest maksymalna przy środkach finansowych, jakie polskie władze są gotowe przekazywać na obronę.

Rok temu w rozmowie z „Gościem” sceptycznie odnosił się Pan do planów rządu tak szybkiego wprowadzenia w pełni zawodowej armii.
– Podtrzymuję tę opinię. Zwracałem uwagę ministrowi obrony narodowej, gdy byłem jego doradcą na początku 2008 r., że ta koncepcja profesjonalizacji jest oparta na zbyt napiętych wskaźnikach. Chodzi m.in. o nierealne terminy – nie jest możliwe, by do 2010 r. przestawić armię na w pełni zawodową. Te napięte wskaźniki w sytuacji kryzysu natychmiast się załamały. Gdyby zakładane wcześniej parametry nie były takie hurraoptymistyczne, łatwiej by nam było realizować ten projekt.

Czy jest zatem zagrożenie, że uzawodowienie armii w Polsce skończy się fiaskiem?
– Tak, wciąż istnieje zagrożenie, że w 2010 r. nie będziemy mieli porządnej armii zawodowej. Zatem wskazana byłaby jak najpilniejsza korekta. Wiem, że MON pracuje nad nią. Ale ona musi być radykalna, a nie wycinkowa.

« 1 »
oceń artykuł

Zobacz także

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama