• facebook
  • twitter
  • YouTube
  • Newsletter
  • rss
  • Co minister ma w koszyku?

    Joanna Jureczko-Wilk

    |

    GN 31/2009

    dodane 04.08.2009 08:30

    Jeśli ustawa koszykowa – jak zapewnia minister zdrowia Ewa Kopacz – nie jest krokiem w kierunku współpłacenia pacjentów za leczenie, to po co było ją wprowadzać?

    W Ministerstwie Zdrowia trwają gorączkowe prace, bo do końca sierpnia minister Ewa Kopacz ma wydać 13 rozporządzeń, tworzących katalog świadczeń medycznych, które pacjent płacący składkę zdrowotną otrzyma za darmo, i tych, do których będzie musiał częściowo dopłacić. Mimo że ustawa koszykowa budziła wątpliwości parlamentarzystów i prezydenta, Lech Kaczyński ją podpisał, dając zielone światło do tworzenia koszyka. Teraz wszystko będzie zależało od tego, czym minister Kopacz go wypełni.

    Wreszcie konkrety!
    – Bez określenia, co pacjentowi należy się za płaconą składkę zdrowotną, nie uda się żadna reforma służby zdrowia. Pokazały to ostatnie lata… – podkreśla dr Tomasz Teluk, dyrektor Instytutu Globalizacji. O stworzeniu koszyka świadczeń gwarantowanych przez państwo mówiła minister Franciszka Cegielska, wprowadzająca w 1999 r. reformę służby zdrowia w rządzie Jerzego Buzka. Ale ówczesnej ekipie i kolejnym rządom zabrakło politycznej odwagi, by powiedzieć Polakom, że za pieniądze ze składki nie ma szans na całkowicie bezpłatną służbę zdrowia. Sytuacji nie uzdrowiła reforma Buzka i jej poprawki, dokonywane przez następców. Szpitale nadal borykały się z długami, lekarze i pielęgniarki strajkowali albo emigrowali, a pacjenci czekali w kolejkach do specjalistów.

    W 2004 r. Trybunał Konstytucyjny zawyrokował, że ustawa o ubezpieczeniu zdrowotnym w NFZ jest niezgodna z konstytucją, a pacjent powinien wiedzieć, jakie usługi medyczne należą mu się w ramach płaconej składki. Kiedy 2 lata temu ówczesny minister zdrowia Zbigniew Religa przedstawił w sejmie księgę kilkunastu tysięcy gwarantowanych świadczeń medycznych, wiadomo było, że zabraknie na nie co najmniej 9 mld zł. Religa chciał wprowadzić koszyk od stycznia 2008 r., ale domagał się też stopniowego podwyższania składki zdrowotnej. Zmian wprowadzić nie zdążył, bo zmienił się rząd. Minister Kopacz początkowo przejęła plany przygotowane przez Religę i dopracowała księgę świadczeń, za które pacjenci musieliby zapłacić. Zapowiadane „reformy otwarcia” okazały się zupełnie niedopracowane i nie spodobały się premierowi Tuskowi, który nie chciał zaczynać rządzenia od podniesienia składki zdrowotnej i wprowadzenia odpłatności za niektóre usługi medyczne. Prace na koszykiem musiały jednak być kontynuowane.

    Wilk syty i owca cała
    Teraz minister Kopacz uspokaja, że po wejściu w życie ustawy koszykowej „pacjenci mogą spać spokojnie”. Nie będą płacili za wizyty u lekarzy ani za zabiegi, które do tej pory mieli za darmo. Dopłaty mogą być tam, gdzie już były – do leków, materiałów stomatologicznych i ortopedycznych, sanatoriów… Jeszcze w czasie prac nad ustawą minister zapowiedziała, że poza koszykiem znajdzie się ok. 300 procedur, wśród nich szczepienia przeciwko grypie, okresowe badania kierowców, operacje plastyczne, zmiany płci. – Grzechem głównym tzw. ustawy koszykowej jest nieprecyzyjność – zaznacza Maria Ochman, przewodnicząca Krajowego Sekretariatu Ochrony Zdrowia „Solidarności”. – Zapis o współfinansowaniu świadczeń medycznych ze środków publicznych daje pole do nadużyć. To, w jakim stopniu będą one finansowane z NFZ, a w jakim z kieszeni pacjenta, mają regulować rozporządzenia ministra zdrowia. Mamy ponure doświadczenia z listą leków refundowanych i firmami farmaceutycznymi, które robią wiele, żeby ich produkty na niej się znalazły.

    «« | « | 1 | 2 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    Reklama

    Zachowane na później

    Pobieranie listy

    Reklama

    przewiń w dół