• facebook
  • twitter
  • YouTube
  • Newsletter
  • rss
  • Namieszają?

    Andrzej Grajewski

    |

    GN 31/2009

    dodane 01.08.2009 06:57

    Czy Piskorskiemu uda się reanimacja Stronnictwa Demokratycznego? Sądzę, że tak, ale pożytku wielkiego z tego nie będzie.

    Pomysł, aby zamiast w mozole budować struktury nowej partii, tchnąć życie w starą, nie jest pozbawiony szansy na sukces. Politycznie SD się nie liczy, ale ma terenowe struktury oraz majątek wyceniany nawet na 100 mln zł. Jeszcze zarządza nim fundacja „Samorządność i Demokracja”, ale Piskorski już ją kontroluje i trwają przygotowania do wielkiej wyprzedaży. W przyszłym roku, kiedy zacznie się kampania przed wyborami samorządowymi, SD będzie dysponowało wystarczającymi środkami finansowymi, aby konkurować z wielką czwórką (PO, PiS, SLD, PSL), systematycznie karmioną dotacjami z budżetu państwa. Akcja Piskorskiego może więc być hitem sezonu politycznego. A jeszcze niedawno nic nie wskazywało, że pała on tajnym afektem do ugrupowania, o którym wszyscy już zapomnieli.

    Zawsze na cztery łapy
    Piskorskiego do wielkiej polityki wciągnął Tusk pod koniec lat 80. Był wtedy szczupłym studentem historii, aktywistą nielegalnego NZS Uniwersytetu Warszawskiego o dość radykalnych poglądach antykomunistycznych. Z Tuskiem tworzył Kongres Liberalno-Demokratyczny, później poszedł z nim do Unii Wolności, wreszcie do PO. Został sekretarzem generalnym PO i jednym z najbardziej wpływowych polityków tej formacji. Sukcesom politycznym towarzyszyły finansowe, choć one także stały się przyczyną upadku Piskorskiego. W latach 1999–2002 był prezydentem Warszawy. Władzę przejmował w trudnych warunkach. Brakowało środków, a rząd SLD obciął dotację na budowę metra. Stolica podzielona była na szereg gmin i urzędów z krzyżującymi się kompetencjami. Na tym śliskim gruncie Piskorski radził sobie nieźle, przeprowadzając kilka ważnych inwestycji drogowych.

    Cieniem na te sukcesy kładły się skandale korupcyjne i prokuratorskie postępowania w tzw. aferze mostowej i w sprawie tzw. układu warszawskiego. Piskorski odpierał zarzuty, mówiąc, że nigdy nie miał prokuratorskich zarzutów. Tuskowi to jednak wystarczyło, aby pod pretekstem oczyszczania życia publicznego usunąć Piskorskiego oraz całą jego grupę z Platformy. Jego problemy zaczęły się jednak wcześniej. Gdy w 1997 r. został posłem Unii Wolności, okazało się, że dysponuje wśród parlamentarzystów jednym z większych majątków. Gdy przyszło do wyjaśnienia źródeł bogactwa, wskazał na szczęśliwy los, który pozwolił mu w 1992 r. wygrać w kasynie kwotę, wartą obecnie ok. pół miliona złotych.

    «« | « | 1 | 2 | 3 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    Reklama

    Zachowane na później

    Pobieranie listy

    Reklama

    przewiń w dół