• facebook
  • twitter
  • YouTube
  • Newsletter
  • rss
  • Bronię nowej matury

    Antoni Buchała, nauczyciel języka polskiego w liceum w Libiążu

    |

    GN 23/2009

    dodane 09.06.2009 13:21

    Słychać głosy oburzenia na rzekomo skandaliczny poziom wymagań na tegorocznym egzaminie maturalnym z języka polskiego. Czy zarzuty są uzasadnione?

    Pragnę zapewnić, że nie jest tak źle, jak by się wydawało. Odwołajmy się do tegorocznych przykładów. Po dokładnym przyjrzeniu się tematom widać wyraźnie, że z fragmentów „Pana Tadeusza” wyłaniają się dwie koncepcje miłości, małżeństwa i relacji damsko-męskich: pierwsza, tradycyjna, reprezentowana przez poglądy i postawy Zosi, i druga, którą można nazwać nowoczesną, wyznawana przez Telimenę. Każda z tych koncepcji ma swoje wady i zalety, każda też jest – po uwzględnieniu „znaków czasu” – aktualna.

    Fragment „Chłopów” eksponuje problem stosunku dorosłych dzieci do ich rodziców i każe omówić miejsce ludzi starych w społeczeństwie wiejskim opisanym w utworze. Chodzi o to, że bezproduktywni starcy byli obciążeniem dla ludzi na dorobku i gromada „wynalazła” niemal zinstytucjonalizowane, okrutne formy eliminacji przedstawicieli odchodzącego pokolenia ze swojego grona. W czasach powracającej co jakiś czas dyskusji o eutanazji nikogo nie trzeba przekonywać o ponadczasowości tego zagadnienia.

    Stara nie lepsza
    Pozostałe nieporozumienia wynikają z chybionych założeń, czynionych przez krytyków nowej matury wobec aktualnego egzaminu dojrzałości. Założenia te sprowadzają się do tego, że maturzysta ma się wykazać gruntowną znajomością kanonu lektur, wrażliwością humanistyczną i stylistyczną finezją. Takie przekonanie bierze się z osobistych doświadczeń z maturą z polskiego w dawnej formule, według której zdający miał napisać historycznoliteracki esej na patetycznie sformułowany temat. Zjawisko samo w sobie podszyte jest gombrowiczowskim chichotem, ponieważ im bardziej nadęty stylistycznie temat, tym większy był rozdźwięk między nim i żenującymi, na ogół, wypowiedziami uczniów, którzy nieporadnie próbowali się dopasować do sformułowanych wobec nich górnolotnych oczekiwań.

    Owszem, zdarzały się wypracowania na zupełnie przyzwoitym poziomie, a nawet publicystyczne perełki, ale obecnie też się zdarzają, i to z taką samą częstotliwością. Natomiast totalność ówczesnej fikcji podkreślał jeszcze fakt powszechnego ściągania oraz to, że nauczyciele oceniali prace swoich uczniów. Nie należy się zatem dziwić, że uzyskane takimi metodami świadectwo maturalne nie było respektowane przez uczelnie wyższe, które prowadziły rekrutację w formie „egzaminów wstępnych”, czyli osobliwego widowiska nierespektującego już żadnych standardów obiektywizmu ani pedagogicznej rzetelności.

    «« | « | 1 | 2 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    Reklama

    Zachowane na później

    Pobieranie listy

    Reklama

    przewiń w dół