• facebook
  • twitter
  • YouTube
  • Newsletter
  • rss
  • Padnij – powstań!

    Przemysław Kucharczak

    |

    GN 18/2009

    dodane 05.05.2009 18:14

    Był więziony aż w sześciu niemieckich obozach. A dziś, mimo swoich 86 lat, wciąż jeździ po Europie i mówi młodzieży: nauczcie się przebaczać. Będzie wam łatwiej żyć.

    To Tadeusz Sobolewicz. W kwietniu w Krakowie 300 młodych z Wiednia słuchało go w przejmującej ciszy. A potem dziękowali, klaszcząc przez cztery minuty. Tadeusz jest emerytowanym aktorem. Zdarzyło się nawet, że jako aktor wrócił do Auschwitz, w którym w czasie wojny spędził jako więzień straszne półtora roku. W amerykańskim filmie o Auschwitz „Triumph of the spirit” zagrał... oficera SS.

    Tata z Legionów
    Przed wojną Tadeusz był harcerzem. Szczycił się, że jego ojciec, major Stanisław Sowiźrał, walczył w legionach Piłsudskiego. Kiedy wybuchła wojna, jego tata został komendantem Związku Walki Zbrojnej w Tarnowie. A 16-letniego Tadka zrobił swoim łącznikiem. Chłopak śmigał więc rowerem po Tarnowie z torbą pełną nielegalnych gazet i plikami sfałszowanych dokumentów. Raz tata wręczył mu nawet pakunek z dwoma rewolwerami. Zachwycony tym ryzykownym zadaniem Tadeusz wskoczył na rower i zawiózł broń do leśniczówki Jodłówka pod Tuchowem, 20 kilometrów od Tarnowa. Wkrótce jednak przyszło mu za to zapłacić. Gestapo aresztowało mu mamę, a Tadek ledwie zdążył uciec w nocy przez okno. Strzelali za nim, ale uciekł. Na nowo został łącznikiem taty w Częstochowie. Przybrał fałszywe nazwisko Sobolewicz. Pozostał przy nim też po wojnie. Niemcy złapali go w 1941 r. w Częstochowie. Miał wtedy już 17 lat, ale wyglądał znacznie młodziej. – To nawet dzieci już aresztują... – rzucił na jego widok starszy współwięzień. Niemcy zesłali chłopaka do Auschwitz.

    Wejście do piekła
    Pierwsze chwile w obozie były straszne. Esesmani z więźniami piastującymi funkcję kapo, najczęściej niemieckimi kryminalistami, tłukli, kogo popadło, pałkami. – Podczas apelu źle zdejmowaliście czapki! – poinformował następnego dnia nowicjuszy blokowy. – Padnij! Powstań! Skakać żabką! – ryczał. A pozostali Niemcy bili ćwiczących więźniów, zwłaszcza tych, którzy nie nadążali. Znieruchomiałe ciała odciągali na pryzmę pod schodami. – Żydzi i księża wystąp! – wrzasnął nagle blokowy. Wystąpiło ok. 15 osób. „Kazano im stanąć pod murem i na nowo zaczęto ich bić po głowach. Esesmani robili to w rękawiczkach, blokowy gołą pięścią. Po chwili następnych trzech nieszczęśników odciągnęli funkcyjni pod schody bloku” – napisał Tadeusz w książce „Wytrzymałem, więc jestem”. Na początku Tadek biegał z workami z cementem. Dosłownie biegał, bo esesmani po drodze tłukli go kijami z rykiem: „co tak wolno się ruszasz pętaku!”. Kto nie wytrzymywał szalonego tempa, tego Niemcy bili na śmierć.

    „Gdy wróciłem do wagonu po worek, kapo August walił głową jednego z więźniów o żelazne, kanciaste obicia wagonu, aż trysnęła krew. Gdy tamten zawisł mu na ręce – odrzucił go pod wagon jak niepotrzebną rzecz” – wspominał Tadeusz. Pracował też przy wybieraniu żwiru z rzeki Soły. Widział, jak esesman ściągnął starszemu więźniowi czapkę, wyrzucił ją poza linię wartowników i kazał przynieść z powrotem. A potem strzelił temu więźniowi w plecy. – Esesmani za zabicie uciekającego więźnia, bo tak to się nazywało, dostawali dwa dni urlopu – wyjaśnia Tadeusz Sobolewicz. Do Auschwitz trafił później też ojciec Tadka, jednak szybko zachorował i trafił, jako nieużyteczny, do komory gazowej. – Czuł pan wtedy nienawiść do Niemców? – pytamy. Tadeusz Sobolewicz w swoim krakowskim mieszkaniu zamyśla się. – Raczej rezygnację. Chciałem się zabić. Dookoła była śmierć. Widziałem stosy trupów, musiałem zasypywać ślady krwi na obozowych alejkach. Ginęli moi przyjaciele, wspaniali harcerze, moi nauczyciele, a los mojej mamy był nieznany... Myślałem, że moje życie jest bez sensu – mówi.

    «« | « | 1 | 2 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    Reklama

    Zachowane na później

    Pobieranie listy

    Reklama

    przewiń w dół