Nowy numer 16/2018 Archiwum

Tajemnica niebieskiej gliny

50 milionów lat temu kwitło tu życie. Dziś krajobraz jest księżycowy, ale spod ziemi wydobywa się „bałtyckie złoto”. Z kaliningradzkiego Kombinatu Bursztynu w Jantarnym pochodzi 90 procent światowego jantaru.

Tu kobiety nie mogą nosić bursztynowych korali i kolczyków. – Gdybym włożyła bursztynowe korale, ochrona musiałaby mi je zarekwirować przy wejściu – tłumaczy pani Zoja, od 35 lat pracująca w tutejszym muzeum bursztynu. Dziś przyszła w srebrnej biżuterii. Na co dzień musi wyglądać elegancko, bo pokazuje turystom gromadzone od lat zbiory ekskluzywnych wyrobów z bursztynu. A można tu zobaczyć unikatowe dzieła mistrzów. W jednym z eksponowanych naszyjników ten „słoneczny kamień”, przez specjalne oszlifowanie, przypomina diamentową grań. Najmniejszy koralik ma 68 szlifowanych ścianek. Z okna muzeum na czwartym piętrze widać migocący w słońcu Bałtyk. Można sobie wyobrazić, że potężne fale niosą ze sobą kawałki bursztynu. Pewnie tak, ale ten, który wyrzuca morze, stanowi tylko 1 proc. zasobów do wykorzystania. Resztę trzeba wydobyć z ziemi. W fabryce wyrobów bursztynowych w Jantarnym pracują same kobiety. – Według tradycji, bursztyn wydobywają mężczyźni, a kobiety robią z niego cuda – opowiada Tatiana Juriewna Martyniuk, menedżer kombinatu. To z nią, po uzyskaniu odpowiednich przepustek, jedziemy przez chaszcze, aż na skraj niespodziewanie otwierającego się przed nami wielkiego kanionu. Przez chwilę wydaje się, że znaleźliśmy się gdzieś na księżycu. W dole widać olbrzymie biało-popielate uskoki i zapadliska. Na ich tle pracujące tam koparki i dźwigi przypominają pudełka zapałek.

Szubienica nad kanionem
50 milionów lat temu kwitło tu życie. Dziś na głębokości 40–50 metrów pod ziemią, w pokładach błękitnej gliny o grubości od 5 do 7 metrów, leżą kawałki bursztynu. – Z jednego metra kwadratowego gliny można uzyskać do półtora kilograma bursztynu – informuje pani Tatiana. – W ciągu roku wydobywa się go około 300 ton. Raz, dwa razy do roku pracownicy trafiają na kawałki ważące powyżej kilograma. W muzeum w Kaliningradzie można obejrzeć pochodzący stąd okaz o wadze 4,3 kg. Te największe i nieobrobione są najcenniejsze. 99 proc. słynnego litewskiego jantaru pochodzi właśnie z Jantarnego. Tutejszy bursztyn kupuje aż 2 tys. firm z Polski, a także na dużą skalę producenci z Włoch, Danii, Japonii. Zajmujący kiedyś te ziemie Krzyżacy, żeby zapewnić sobie monopol na „bałtyckie złoto”, wszystkich wydobywających je bez ich zezwolenia karali śmiercią. Do dziś nad kanionem wydobywczym stoi szubienica, przypominająca, jaką cenę trzeba było płacić za tę skamieniałą żywicę.

Bursztynowy Lenin
Do wyrobisk z odkrytą błękitną gliną doprowadzone są dwie rury z morską wodą. W jednej pod ciśnieniem zostaje wymyta glina, druga wysysa jantar i na powierzchni wody przenosi go do fabryki. Tu pracownicy wyławiają większe kawałki, żeby się nie pokruszyły. Mniejsze kierowane są do sortowania. Większe, bez domieszek i zanieczyszczeń, idą do obróbki. Brzydsze, drobniutkie przetwarza się w procesie specyficznej, tylko tu stosowanej „suchej destylacji”. Powstają z nich olej bursztynowy, kalafonia i dobra na wszelkie schorzenia „kisłata”, czyli kwas przerabiany na tabletki dostępne w tutejszym sklepiku. Część przetapia się na bursztynowe laski przeznaczone do wyrobu biżuterii. Wykonana z nich błyszczy bardziej niż ta z bursztynu naturalnego. – Nie ma dwóch jednakowych kawałków jantaru – pani Zoja z muzeum i pokazuje różnorodność okazów wykorzystanych do naszyjników. Na ścianie wisi bursztynowy gobelin – portret wodza rewolucji. Przy stole można zrobić sobie wisiorek z przygotowanych kawałków bursztynu. I dostać za to jedyny na świecie dyplom mistrza wyrobów bursztynowych.

« 1 2 »
oceń artykuł

Zobacz także

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama