• facebook
  • twitter
  • YouTube
  • Newsletter
  • rss
  • Katolicy z internatu

    Przemysław Kucharczak

    |

    GN 13/2009

    dodane 01.04.2009 23:09

    Szkoła z duszą W tej szkole nie pracuje nawet pół sprzątaczki. Sprzątają sami uczniowie, zmywają po sobie naczynia, a nawet robią drobne naprawy. Przecież w tej szkole mieszkają.

    To Liceum Ogólnokształcące przy Niższym Seminarium Duchownym w Miejscu Piastowym. Tę męską szkołę w Beskidzie Niskim pod Krosnem prowadzą księża michalici. Słowo „seminarium” w nazwie nie oznacza jednak, że wszyscy uczniowie chcą zostać księżmi. – To normalni chłopcy. Szkoła pomaga im stać się świadomymi katolikami – mówi ks. Leszek Przybylski, dyrektor. – Kapłaństwo wybiera około połowa z nich. Inni idą choćby na prawo na UJ, UMCS czy KUL, kilku absolwentów mamy w szkole policyjnej, wielu zakłada własne firmy. Jak ktoś u nas wytrwa, zwykle staje się przedsiębiorczym człowiekiem – uważa.

    Krzyż i hantle
    Wytrwanie w szkole z internatem w dzisiejszym, rozmiękczonym świecie pewnie nie jest dla każdego. Jednak wysoki pierwszoklasista Szczepan Kurcz z Dębicy uważa, że jemu ta szkoła pasuje idealnie. Świetne wspomnienia stąd miał jego starszy brat. Szczepanowi spodobało się też na dniach otwartych. – Ta szkoła uczy życia, usamodzielnia mnie. Ale przyznaję, że pierwszy tydzień tu był dla mnie bardzo ciężki – mówi. Dlaczego? – Budzisz się o szóstej nie u siebie w domu. Nie ma rodziców, a ty jesteś zdany na siebie. To nie jest łatwe dla osoby takiej jak ja, która od urodzenia mieszkała przy rodzicach – wspomina wrzesień zeszłego roku. – Ale te pierwsze wrażenia zupełnie znikają, jak już zaprzyjaźnisz się z chłopakami. Tu jest gromada chłopaków, dobrze ze sobą współpracujących. W takiej grupie musi być wesoło – opowiada. Na środku podłogi w jego pokoju stoją hantle, na ścianie wisi krzyż. – U mnie rodzice nie byli przekonani do tej szkoły. Uważali, że to za daleko. Ale ja sam chciałem – śmieje się Piotrek Czerwonka spod Leżajska, jasnowłosy pierwszoklasista. Zaskoczyliśmy go przy sprzątaniu ze stołu po obiedzie. – Pomyślałem: przyda mi się takie coś, bo to szkoła życia. Teraz, jak wracam do domu na dłuższe, świąteczne przerwy, to mi już nawet trochę brakuje tej wspólnoty i wspólnej modlitwy – tłumaczy Piotrek, zbierając talerze.

    Wiedzą o mnie wszystko
    Niektórzy z chłopaków przyznają w rozmowie, że myślą o kapłaństwie. Inni chcą po prostu skończyć dobrą katolicką szkołę. Szczepan: – Ja cenię to, że nasza szkoła kształci w duchu katolickim i zwraca uwagę na patriotyzm. Zyskuję tu więcej, niż bym zyskał w zwykłym liceum. Widział pan w innych szkołach, żeby dyrektor miał tak indywidualne podejście do każdego ucznia, jak u nas? – mówi. Szkoła i internat mieszczą się w tym samym budynku. Wraz z kilkudziesięcioma chłopcami mieszka tu czterech księży – wychowawców. Na każdym piętrze jest pokój jednego z nich. – Efekt jest taki, że my, księża, mamy prywatności zero. Chłopcy wiedzą o nas wszystko – przyznaje ks. dyrektor Leszek Przybylski. – Ale z drugiej strony my też o chłopakach sporo wiemy... Więcej niż wychowawcy w zwykłych szkołach – uśmiecha się tryumfalnie. Księża michalici kierują się wychowawczą zasadą „stałej asystencji”. Przejęli ją od zgromadzenia salezjanów, z którego wyszedł ich założyciel, bł. ksiądz Markiewicz. – Chodzi o stałą obecność przy młodzieży kogoś z wychowawców. Nie czekamy, aż uczeń się poparzy, nie czekamy na naukę na błędach, bo lepiej jest wcześniej zapobiegać. Przy stałej asystencji wychowawcy uczniom znacznie spada chęć do wybryków – mówi.

    «« | « | 1 | 2 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    Reklama

    Reklama

    Zachowane na później

    Pobieranie listy

    Reklama

    przewiń w dół