• facebook
  • twitter
  • YouTube
  • Newsletter
  • rss
  • Skąd się biorą dzieci?

    Szymon Babuchowski

    |

    GN 40/2008

    dodane 06.10.2008 12:32

    Liczbę dzieci urodzonych w Polsce w ciągu ostatnich 40 lat można wyliczyć na podstawie liczby wybudowanych mieszkań.

    Dzieci biorą się z mieszkań. Tak przynajmniej twierdzi deweloper i architekt Jacek Koziński, który poprosił znajomych matematyków o przeanalizowanie danych Głównego Urzędu Statystycznego. Wykresy opracowane przez matematyka Szczepana Hummela wykazują bardzo silną zależność między liczba wybudowanych mieszkań i dzieci urodzonych w ostatnich 40 latach. Oczywiście istnienie związku między tymi zjawiskami nie jest żadnym odkryciem – w końcu ten, kto ma mieszkanie, łatwiej decyduje się na dziecko – zaskoczenie jednak stanowi fakt, że te dwie krzywe wyglądają niemal identycznie!

    Pozorna zależność?
    Okazuje się, że liczbę dzieci urodzonych w Polsce w ciągu ostatnich 40 lat można wyliczyć na podstawie liczby wybudowanych mieszkań ze średnim błędem 4,36 proc. Z obliczeń wynika ponadto, że jedno wybudowane mieszkanie owocuje urodzeniem średnio ponad 1,5 dziecka. To dane szokujące, bo pokazują, że przemiany kulturowe mogą mieć mniejszy wpływ na liczbę urodzeń, niż zwykło się przypuszczać. Ważniejsze za to wydają się czynniki ekonomiczne. Czy tak jest w istocie? Demografowie z GUS ze sceptycyzmem odnieśli się do przedstawianej analizy. – Fachowcy są tak zaskoczeni, że nie wiedzą, co z tym zrobić – uśmiecha się Jacek Koziński. – Mówią, że to pozorna zależność, przypadkowa korelacja. Ja jednak uważam, że coś w tym musi być. Na pewno nie jest tak, że została tu pomylona przyczyna ze skutkiem, to znaczy, że to urodzone dzieci napędzają budowę mieszkań. Przeczy temu kolejność zjawisk w czasie – 5-letni okres oczekiwania na demograficzny efekt wybudowanych mieszkań. Widać to na wykresie: linia górna jest przesunięta w prawo względem dolnej. Koziński zastrzega, że on i jego znajomi matematycy nie są znawcami spraw demograficznych. – Wnioski są jedynie skutkiem formalnych operacji matematycznych i bezstronną próbą szukania ich logicznych konsekwencji – dodaje.

    Sprawa wydaje się jednak bardziej złożona: – Gdyby pożądane warunki mieszkaniowe były istotnym czynnikiem decydującym o liczbie dzieci, potencjalni rodzice długo zwlekaliby z podjęciem decyzji o rodzicielstwie – twierdzi dr Irena Kowalska z Instytutu Statystyki i Demografii SGH, specjalista w Biurze Rzecznika Praw Dziecka. – Ci, którzy chcą mieć dzieci, decydują się na nie, nie bacząc na to, ile izb jest w ich mieszkaniu i ile chcieliby mieć. A osoby uznające za priorytet osiągnięcie pożądanego statusu materialnego i warunków mieszkaniowych kalkulują, kiedy stać ich będzie na dziecko: czy po wybudowaniu domu, czy też dopiero po jego wyposażeniu według najnowszych wzorców. W krajach zachodnich nie było większego problemu z mieszkaniami, a jeszcze do niedawna dzietność była tam niska. Dzisiaj wzrasta m.in. dlatego, że ludzie nasyceni dobrami przemijającymi zauważają, że dzieci powiększają zasoby wartości nieprzemijających.

    «« | « | 1 | 2 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    Reklama

    Zachowane na później

    Pobieranie listy

    Reklama

    przewiń w dół