• facebook
  • twitter
  • YouTube
  • Newsletter
  • rss
  • Zaszczuć solidarnych

    Przemysław Kucharczak

    |

    GN 22/2010

    dodane 07.06.2010 23:44

    O szykanach, jakie spadły na twórców filmu "Solidarni 2010" oraz odbiorze filmu, mówi Jan Pospieszalski.

    Przemysław Kucharczak: Witam czarną owcę polskiego dziennikarstwa. Jak się Pan czuje w tej roli?
    Jan Pospieszalski: – Ta rola jest dużo szersza. Jeżeli sam premier Tusk insynuuje mi zaangażowanie partyjne, choć jednocześnie przyznaje się, że nie oglądał filmu...

    ...filmu „Solidarni 2010”, o który wybuchła cała awantura.
    – Tak. Ta wypowiedź premiera znaczy, że zdarzyło się coś ważnego. Jeśli marszałek Komorowski opowiada o naszym filmie, że mu się nie podoba, bo nie lubi, gdy ktoś zawłaszcza tradycję AK, to przecieram oczy ze zdumienia. Nie wiem, co było bardziej żałosne: czy dowcipy ze mnie w wykonaniu Szymona Majewskiego, czy to, co mówił marszałek. Może chciał powiedzieć coś rezolutnego, ale wyszło jak zawsze. „Gazeta Wyborcza” przeprowadziła dziką lustrację bohaterów, którzy wypowiadają się w tym filmie, rozpoznając aktora, rolnika, który ponoć ma niepopłacone jakieś zaległości, radnego PiS-u, kolejną aktorkę...

    Uznali, że aktor nie ma prawa się wypowiadać.
    – Temu młodemu człowiekowi odmawia się prawa do jego emocji, insynuuje mu się, że za swoje słowa bierze pieniądze. To jest niegodziwe i haniebne. Mało tego, okazuje się, że większość krytyków tego filmu albo w ogóle go nie widziała, jak historyk Andrzej Kunert, porównujący obraz do zbrodni stanu, albo też nie była w tłumie przed Pałacem Prezydenckim. Starają się nie wiedzieć o tej rzeczywistości, którą film próbował uchwycić.

    Być może niektórzy podejrzewają, że celowo wybieraliście z tłumu ludzi, którzy krytykowali przeciwników Lecha Kaczyńskiego.
    – Ale głosy potępiające przeciwników prezydenta Kaczyńskiego są cytatami z tych przywoływanych postaci! Przecież ludzie pamiętają słowa Bronisława Komorowskiego, że będzie „strzelał jak do kaczek”. Ludzie pamiętają, co mówili Donald Tusk, Stefan Niesiołowski i Janusz Palikot, i to cytują. Nagle okazuje się, że zacytowanie na ulicy tego, co politycy mówią w mediach, „dzieli Polaków”. Przecież to politycy mówili to najpierw, to oni są autorami tych słów. Nagle okazuje się, że cytaty z polskich polityków były w tym filmie najbardziej obraźliwe.

    A słowa człowieka stojącego przed Pałacem Prezydenckim, że Donald Tusk ma krew na rękach? Reżyser Ewa Stankiewicz nie musiała brać tej wypowiedzi do filmu.
    – Więc przypomnijmy, kto pierwszy to określenie wprowadził do debaty publicznej. Po samobójczej śmierci Barbary Blidy właśnie w ten sposób określano program „Misja specjalna” w telewizji publicznej, który mówił o mafii węglowej. Wtedy pojawiły się oskarżenia, że telewizja publiczna ma krew na rękach, że dziennikarka Anita Gargas ma krew na rękach, skoro ten program zrobiła.

    «« | « | 1 | 2 | 3 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    Reklama

    Zachowane na później

    Pobieranie listy

    Reklama

    przewiń w dół