• facebook
  • twitter
  • YouTube
  • Newsletter
  • rss
  • Nikomu nie można całkowicie ufać

    Ks. A. Stopka rozmawia z Krystyną Mokrosińską*

    |

    GN 23/2005

    dodane 07.06.2005 12:20

    23 maja „Gazeta Wyborcza” wydrukowała tekst o gangu w Komendzie Głównej Policji. Policja i MSWiA zapewniły, że artykuł jest nieprawdziwy. Po pięciu dniach GW przyznała, że napisała nieprawdę. „Padliśmy ofiarą prowokacji” stwierdziła.

    Ks. Artur Stopka: Jaki błąd popełnili dziennikarze „Gazety Wyborczej”?
    Krystyna Mokrosińska: – Nie wiem, czy w ogóle popełnili. Stało się coś bardzo niedobrego, ale z czyjej winy – nie potrafię rozstrzygnąć. Za mało wiem. Zgłosiłam sprawę do Rady Etyki Mediów.

    Czy, Pani zdaniem, kierownictwo „Gazety” i autorzy nieprawdziwego tekstu powinni się podać do dymisji?
    – Trzeba ustalić, kto podjął decyzję, że dziennikarska rzetelność i dociekliwość byławystarczająca. Jeśli ktoś podjął ją, opierając się tylko na jednym policyjnym źródle – popełnił błąd. Wydaje mi się, że odpowiedzialność redakcji jest porównywalna z odpowiedzialnością bezpośrednich autorów tekstu. A może nawet większa.

    W jaki sposób media mogą się bronić przed wykorzystywaniem ich przez różne środowiska do własnych rozgrywek?
    – Niesłychanie ważną rzecz dla polskiego dziennikarstwa powiedział Sąd Najwyższy w sprawie Kwaśniewski kontra „Życie”, stwierdzając, że nie należy oczekiwać od dziennikarza, że zawsze to, co powie, będzie w stu procentach prawdą. Dziennikarski materiał musi spełniać warunek pełnej rzetelności. Wydaje mi się, że w obecnej sytuacji poprzeczka w dziennikarstwie śledczym poszła bardzo w górę. Nikomu nie można całkowicie ufać i każdą informację trzeba sprawdzać, dopóki się da.

    Czy, Pani zdaniem, po tej wpadce „Gazety Wyborczej” zaufanie do mediów w Polsce spadnie?
    – Myślę, że nie. Być może spadnie zaufanie do GW. To, co się stało, uderza w dziennikarstwo śledcze. Już wcześniej mówiono o niektórych dziennikarzach śledczych, że są sterowani. Są to głosy ludzi, którym przeszkadza dziennikarska dociekliwość. Nie można wykluczyć, że sprawa ma podwójne dno, że chodzi o skompromitowanie dziennikarstwa śledczego, bo jacyś inni dziennikarze dotknęli czegoś bardzo śmierdzącego...

    * Prezes Stowarzyszenia Dziennikarzy Polskich

    «« | « | 1 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    Reklama

    Zachowane na później

    Pobieranie listy

    Reklama

    przewiń w dół