• facebook
  • twitter
  • YouTube
  • Newsletter
  • rss
  • Jeżeli boli, to dobrze

    rozmowa z abp. Damianem Zimoniem

    |

    GN 19/2005

    dodane 04.05.2005 17:01

    KS. MAREK GANCARCZYK: – Jak ks. Arcybiskup przyjął wiadomość o sprawie o. Konrada Hejmo?

    Abp Damian Zimoń: – Jeśli docierają do mnie informacje podobne do tych, które dotyczą o. Konrada Hejmo, staram się nie wypowiadać sądu od razu. Mam na uwadze słowa Chrystusa: „Nie sądźcie z zewnętrznych pozorów, ale wydajcie wyrok sprawiedliwy” (J 7, 24). Nigdy nie wolno pochopnie wydawać wyroku. Dzisiaj w sprawie o. Konrada Hejmo nie znamy jeszcze wielu istotnych faktów. Warto też pamiętać o okolicznościach, o tym jakie to były czasy: kim byli prześladowcy Kościoła, komu zależało na jego zniszczeniu. Jestem zaskoczony sposobem i czasem podania do publicznej wiadomości nazwiska o. Hejmo, jak też kategorycznym sądem IPN-u i niektórych dziennikarzy.

    – A jeżeli się okaże, że przedstawione informacje są prawdziwe? Co wtedy?
    – To wtedy będziemy dyskutować. Najpierw jednak poznajmy fakty i wszystkie okoliczności sprawy. Kto żył w tamtym systemie, ten wie, jak łatwo było złamać nawet prawego człowieka. Dlatego jest charakterystyczne, że starsi ludzie mówią o tym z większym spokojem niż młodzi. Tak się składa, że dokładnie dzisiaj (29 kwietnia – przyp. red.) obchodzony jest Dzień Męczeństwa Duchowieństwa Polskiego na pamiątkę śmierci setek kapłanów za Kościół i prawdę. To był prawdziwy dramat. Nie można skupiać uwagi tylko na rodzącej podejrzenia działalności jednego duchownego. Zawsze należy zachować właściwe proporcje. I jeszcze jedno. Nawet jeżeli przyjmiemy, że o. Hejmo dopuścił się zła, to czy nie wyrządzono mu krzywdy bez sądu podając jego osobę pod pręgierz opinii publicznej?

    Wielu ludzi jest przygnębionych docierającymi informacjami. Co robić z tym bólem?
    – Na pewno nie wolno uciekać od prawdy. Nawet jeżeli ta prawda jest bardzo bolesna. Jeżeli ktoś odczuwa ból na wieść, że coś niedobrego stało się w Kościele, to znaczy, że prawdziwie kocha Kościół.

    Ale na tym cierpieniu nie należy chyba poprzestać?
    – Oczywiście, że nie. Trzeba też krytycznie popatrzeć na siebie. To chroni przed wydawaniem zbyt łatwych sądów. Nikt nie jest przecież bez winy. Człowiek kochający Kościół zawsze powinien kierować się zasadą: nawet jeśli mój brat zgrzeszył, ja muszę być lepszy. Muszę swoim życiem wynagrodzić zło czynów mojego brata. To powód, by samemu więcej się modlić, mocniej uchwycić się Jezusa miłosiernego.

    * Metropolita katowicki, przewodniczący Komisji Duszpasterstwa Ogólnego Konferencji Episkopatu Polski

    «« | « | 1 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    Reklama

    Zachowane na później

    Pobieranie listy

    Reklama

    przewiń w dół