• facebook
  • twitter
  • YouTube
  • Newsletter
  • rss
  • Pijani sukcesem

    Tomasz Rożek

    |

    GN 23/2009

    dodane 08.06.2009 16:54

    Spada eksport, spadają dochody, rosną wydatki. Ekonomiści twierdzą, że w budżecie mamy ogromną dziurę.

    W roku 2008 deficyt budżetowy wyniósł prawie 4 proc. PKB, choć miał wynieść 2,7 proc. Zabrakło od 15 do 20 mld złotych. Komisja Europejska (KE) przewiduje, że w bieżącym roku zabraknie kwoty równej aż 6,6 proc. PKB, czyli około 40 mld złotych. Za rok, czyli w 2010 roku, wydatki przekroczą dochody o jeszcze więcej, o 7,3 proc. PKB.

    Czarna przyszłość
    W pierwszym kwartale tego roku deficyt budżetowy wyniósł ponad 15 mld złotych. Na cały 2009 rok zaplanowano dziurę nieco większą niż 18 mld złotych. – To stanowczo zbyt optymistyczne prognozy – twierdzą ekonomiści. Tylko z powodu niższych wpływów do budżetu dodatkowo może zabraknąć nawet 40 mld złotych. Gdyby tak właśnie się stało, może się okazać, że wyrwa w polskim budżecie wynosi aż 80 mld złotych. To niebezpiecznie dużo. W tej sytuacji nikt już nawet nie mówi o wprowadzeniu euro.

    Rząd nowelizację budżetu przewidział na lipiec. Opozycja grzmi, że to stanowczo za późno, bo już dzisiaj wiadomo, że budżet nie ma nic wspólnego z rzeczywistością. Dlaczego więc czekać? Odpowiedzi są dwie. Ministerstwo Finansów może czeka, aż pod koniec czerwca spłyną pierwsze dane o wysokości podatków, jakie zapłacili Polacy. Ale i bez tych informacji wiadomo, że dochody państwa w 2009 roku (te podatkowe i niepodatkowe) będą o kilkadziesiąt miliardów złotych niższe niż założył minister finansów. Jest też druga odpowiedź: wybory do europarlamentu. Ruchy, jakie Donald Tusk będzie musiał wykonać, by domknąć wydatki państwa, mogą się okazać bardzo bolesne. Niewielu stać na to, by robić to przed wyborami.

    Statek i kotwica
    Polsce zabraknie pieniędzy. Wyjścia są dwa. Jedno gorsze od drugiego. Rząd może się zdecydować na powiększenie deficytu budżetowego, czyli na zadłużenie kraju. Tak chciałaby opozycja. Ale na taki rozwój wypadków – dotychczas – nie zgadzał się rząd. Jeżeli jednak nie pożyczymy pieniędzy, musimy ograniczyć wydatki. I tu jest kłopot, bo nie bardzo jest co ograniczać. 75 proc. całego naszego budżetu to wydatki sztywne, czyli np. świadczenia emerytalne, dotacje, zasiłki czy spłata już zaciągniętych kredytów. Ale także nasza składka do unijnego budżetu czy kwoty, jakie musimy wydać na współfinansowanie projektów strukturalnych. Najbardziej obciążające są jednak subwencje dla samorządu terytorialnego.

    «« | « | 1 | 2 | 3 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    Reklama

    Zachowane na później

    Pobieranie listy

    Reklama

    przewiń w dół