• facebook
  • twitter
  • YouTube
  • Newsletter
  • rss
  • Zdaliśmy ten egzamin

    Z ojcem Maciejem Ziębą, dominikaninem rozmawia Marcin Jakimowicz

    |

    GN 23/2006

    dodane 05.06.2006 12:21

    I Pielgrzymka Benedykta XVI w Polsce : Warszawa, Częstochowa, Kraków, Wadowice, Kalwaria Zebrzydowska, Łagiewniki, Oświęcim - 25 - 28 maja 2006 r., Spotkanie z młodzieżą to była lekcja dla Benedykta. Dostrzegł w nim piękno, przestał się bać

    Marcin Jakimowicz: Polaków nie trzeba już chyba przekonywać, że „wszyscy papieże są nasi”?
    O. Maciej Zięba: – Chyba nie. Wyczuwałem dobrą temperaturę tego spotkania. I choć przyjechał ktoś kompletnie różny od Jana Pawła, nie było żadnej imitacji. Myślę, że spotkanie z młodzieżą to była lekcja dla Benedykta. Profesor z gabinetu, nie mający doświadczenia masowych imprez, był nastawiony do nich z pewnym dystansem. Wyczuwało się to wcześniej. A teraz? Wszedł w tę radosną wspólnotę. To nie był już tłum, przypadkowa gromada pewnych siebie, rozkrzyczanych ludzi. To był żywy Kościół.
    Myślę, że Benedykt sporo się nauczył – mówił przecież o obopólnym doświadczeniu. Dostrzegł piękno tych spotkań, przestał się ich bać. Jako człowiek wiary otrzymał nową misję w Kościele i musiał się przełamać.

    Młodzież zdała egzamin? Wyciszała się, słuchała trudnych słów w ogromnym skupieniu…
    – A potem reagowała absolutnie teologicznie. Burza braw towarzyszyła przecież słowom o Piotrze, o skale, o Kościele. Myślę, że końcowe okrzyki: „Kochamy ciebie”, „Zostań z nami” pokazały, że młodzież się tam bardzo dobrze czuła. Ważne były słowa Benedykta o osobistym doświadczeniu Jezusa Chrystusa. Papież dodał jednak, że nie może ono opierać się na sentymencie, tylko na prawdzie, intelekcie i praktyce życia. To bardzo ważna sprawa: wiara nie może być jedynie odziedziczona, czy przeżywana bezrefleksyjnie. Musi być zakorzeniona w Kościele – Papież mówił o tym kilkakrotnie bardzo mocno. Zresztą, co ciekawe, młodzież te właśnie słowa przyjęła najbardziej entuzjastycznie. Skandowała potem „Tu es Petrus”, potwierdzając, że to on jest Piotrem, na którym Bóg chce budować swój Kościół.

    A słowa do kapłanów? Nie musi już być Ojciec specjalistą od życia politycznego i liberalizmu…
    – Nie muszę. Ale jestem. Co robić? (śmiech). Zresztą sam Benedykt uprawia przecież od lat nauczanie społeczne Kościoła. I to dobrze uprawia… Myślę, że Papieżowi chodziło o wyraźne postawienie akcentów: my, kapłani, nie mamy zajmować się działalnością gospodarczą, polityczną, ani nawet budowaniem kościołów. Mamy być „ekspertami w dziedzinie życia duchowego”. Warszawska homilia do kapłanów bardzo konkretnie pokazała nam nasze słabostki. Było to powiedziane delikatnie, ale wyraźnie….

    Najbardziej dramatyczny akcent pielgrzymki to modlitwa w Oświęcimiu…
    – Tak. Pełen bólu, przejmujący Psalm 22. Boże, mój Boże, czemuś mnie opuścił. Zresztą cała wizyta w Auschwitz była niesłychanie przejmująca. Gdy przyjechał Benedykt, niebo zachmurzyło się, gdy modlił się w ciszy, lunął deszcz, a podczas głośnej wspólnej modlitwy wyszło słońce i na niebie pojawiła się tęcza. Przyroda też grała w tej inscenizacji. Tak jakby Pan Bóg włączył się w ten dialog. Bardzo poruszająca była modlitwa wiernych: w języku Romów, po hebrajsku, rosyjsku, angielsku. Niesamowicie ważne były też słowa rabina Michaela Schudricha, który wobec całego świata powiedział o męczeństwie Polaków, podziękował „sprawiedliwym wśród narodów świata”, wśród których najwięcej było naszych rodaków. To bardzo ważne zdanie. I ten zamykający modlitwę głos Papieża, mówiącego po niemiecku. Polacy kilkakrotnie wołali do Ojca Świętego po niemiecku, tak jakby chcieli go sprowokować do odpowiedzi w ojczystym języku, ale on konsekwentnie odpowiadał po łacinie. A w Brzezince modlił się po raz pierwszy po niemiecku. Niesamowicie ważny gest.

    Jan XXIII, Paweł VI, Jan Paweł II, Benedykt XVI. Chyba nie zdarzył się w historii taki ciąg świętych, mądrych papieży. Wierzący człowiek nie musi już przebijać się przez zgorszenie papiestwem, które przecież często było udziałem Kościoła
    – Tak. Ja myślę, że to dotyczy wszystkich papieży XX wieku. To rzeczywiście niezwykłe umocnienie doktryny papiestwa. I widoczna radość bycia w Kościele. Od czasu, gdy straciliśmy Państwo Watykańskie, trwa seria wybitnych, mądrych papieży. Widać, że nie państwem to ma stać, tylko osobą, następcą Piotra. Dzięki temu ten urząd stał się bardziej teologiczny. W ogóle ta pielgrzymka była bardzo teologiczna. Nie było przecież już osoby nam bliskiej, „naszego” księdza z Wadowic. Było spotkanie z biskupem Rzymu. Myślę, że bardzo dobrze zdaliśmy ten egzamin. Cała pielgrzymka była pewną paralelą do pierwszej pielgrzymki Jana Pawła. I plac Zwycięstwa, i Błonia, i Oświęcim. Słyszeliśmy wyraźne odniesienia do tamtych homilii. Sytuacja w Polsce i na świecie radykalnie się zmieniła, ale wezwanie pozostało aktualne: trwajcie mocni w wierze. Tak jakby Papież mówił: macie prężny Kościół, powinniście bardziej się dzielić wiarą, więcej dawać.

    «« | « | 1 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    Reklama

    Zachowane na później

    Pobieranie listy

    Reklama

    przewiń w dół