• facebook
  • twitter
  • YouTube
  • Newsletter
  • rss
  • Dyktator w prezydenckim pałacu

    Fakty i opinie - Bogumił Łoziński

    |

    GN 48/2010

    dodane 05.12.2010 21:16

    Warszawa. Zaproszenie Wojciecha Jaruzelskiego na posiedzenie Rady Bezpieczeństwa Narodowego przez prezydenta Bronisława Komorowskiego to bardzo poważny błąd, a podawane powody tej decyzji są absolutnie nieprzekonujące.

    Prezydent tłumaczył obecność gen. Jaruzelskiego przyjętą przez siebie zasadą, że na posiedzenie Rady poświęconej stosunkom z Rosją zaprosił wszystkich prezydentów i premierów wybranych w demokratycznej Polsce. Dodał, że polska racja stanu wymaga, aby skorzystać z „zasobów mądrości i doświadczenia byłych prezydentów”.

    Gen. Jaruzelski nie powinien uczestniczyć w spotkaniu RBN ani w ogóle w życiu publicznym demokratycznej Polski, ponieważ był dyktatorem, który niezgodnie z obowiązującym prawem wprowadził stan wojenny. Konsekwencją jego decyzji była śmierć wielu niewinnych ludzi. Gen. Jaruzelski ma krew Polaków na rękach. Z tych powodów po odzyskaniu wolności został odsunięty od życia publicznego, a stan taki akceptowali nawet postkomuniści.

    Prezydent Komorowski przerwał tę niepisaną umowę. Co więcej, próbuje tłumaczyć, że generał jest takim samym prezydentem jak inni wybrani po 1989 r. To nieprawda. Jaruzelski nie został wybrany w demokratycznych wyborach, lecz przez kontraktowy Sejm, w którym większość mieli posłowie wyłonieni w niedemokratycznej procedurze.

    Decyzja prezydenta Komorowskiego to próba rehabilitacji Jaruzelskiego, legitymizacji komunistycznej przeszłości. Próba spojrzenia na historię, w której nie ma różnicy między tymi, którzy walczyli o wolność i tymi, którzy ich prześladowali. Granica przyzwoitości została przekroczona.

    «« | « | 1 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    Reklama

    Zachowane na później

    Pobieranie listy

    Reklama

    przewiń w dół