• facebook
  • twitter
  • YouTube
  • Newsletter
  • rss
  • Marsz ocalonych

    Wiesława Dąbrowska-Macura

    |

    GN 32/2008

    dodane 11.08.2008 10:29

    Stany Zjednoczone. Są w drodze od ponad dwóch miesięcy. Trzema trasami, na trzech szerokościach geograficznych, przemierzają wszerz USA, modląc się o ocalenie życia nienarodzonych dzieci. Kilkudziesięciu młodych Amerykanów uczestniczy w dorocznym Marszu dla Życia wokół Stanów Zjednoczonych.

    Czternasty już Marsz dla Życia rozpoczął się pod koniec maja br. Uczestnicy wyruszyli z trzech miast na zachodzie Stanów Zjednoczonych: z Seattle, San Francisco i Los Angeles. Do połowy sierpnia, kiedy dotrą do Waszyngtonu, pokonają ponad 23 tys. kilometrów. Przejdą przez 38 stanów USA, tysiące miast i miasteczek. Idą ubrani w białe koszulki z napisem: „Pro Life”. W mijanych miejscowościach i parafiach spotykają się z rówieśnikami, z którymi rozmawiają o idei ruchów pro life i własnym zaangażowaniu w ich działalność. Ich świadectwo jest wyjątkowe, ponieważ większość uczestników to osoby ocalone przed zabiciem w łonach swych matek. „Jesteśmy szczęściarzami, którym udało się ujść przed aborcją” – mówią o sobie. Trudy pielgrzymowania ofiarowują w intencji dzieci zagrożonych aborcją. Przed klinikami aborcyjnymi modlą się za lekarzy aborterów oraz za wszystkich, którzy walczą o prawo do zabijania nienarodzonych dzieci. 16 sierpnia wszyscy uczestnicy Marszu dla Życia spotkają się w Waszyngtonie przed Kapitolem.

    – Dwa lata temu Marsz dla Życia przechodził przez moją rodzinną miejscowość w stanie Montana. Wtedy postanowiłam, że kiedyś i ja wezmę w nim udział. 24 maja tego roku wraz z ośmioma innymi studentami z różnych uczelni, działającymi w organizacjach pro life, wyruszyłam z Seattle – mówi Nicole Hendershot, studentka z Billings w Montanie. – Uczestnicząc w tym marszu, chcemy świadczyć o godności i świętości ludzkiego życia od samego poczęcia. Wierzymy, że w ten sposób możemy ocalić nie-jedno zagrożone nienarodzone dziecko – dodaje.

    Marsz dla życia wymyślił czternaście lat temu Steven Sanborn, wówczas student franciszkańskiego uniwersytetu w Steubenville, w stanie Ohio. Była to odpowiedź na wezwanie do promowania kultury życia i zaangażowania się w obronę życia nienarodzonych dzieci, skierowane przez Jana Pawła II do uczestników Światowych Dni Młodzieży, które w 1993 roku odbyły się w amerykańskim Denver. Trasa zorganizowanego przez niego marszu wiodła z San Francisco do Waszyngtonu (dziś szlak ten nosi nazwę Centralny). Kończyła się przed Kapitolem – siedzibą amerykańskiego parlamentu. W następnych latach opracowano jeszcze dwie inne trasy: Północną – rozpoczynającą się w Seattle oraz Południową – wyruszającą z Los Angeles. Każda kończy się w stolicy Stanów Zjednoczonych przed Kapitolem.

    W tym roku do młodych Amerykanów dołączyli Kanadyjczycy. Wyznaczyli własną trasę i 5 sierpnia wyruszyli z Toronto. Po dziesięciu dniach dotrą do Ottawy, przed budynek kanadyjskiego parlamentu. Ich szlak jest znacznie krótszy niż trasy amerykańskie, ale idea marszu jest ta sama. Uczestnicy przekonują do ochrony każdego poczętego życia oraz modlą się przed klinikami aborcyjnymi o nawrócenie dla lekarzy zabijających nienarodzone dzieci oraz działaczy organizacji walczących o prawo do aborcji.

    «« | « | 1 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    Reklama

    Zachowane na później

    Pobieranie listy

    Reklama

    przewiń w dół