• facebook
  • twitter
  • YouTube
  • Newsletter
  • rss
  • Podziemni ogrodnicy

    Szymon Babuchowski, zdjęcia Henryk Przondziono

    |

    GN 48/2010

    dodane 02.12.2010 10:41

    Po szychcie uprawiają ogródki, ale to pod ziemią poznają świat od podszewki. W huku, wilgoci, zmiennej temperaturze, w strefach zagrożonych wybuchem i tąpnięciami zbierają czarny plon swojej pracy.

    Sygnalista dzwonkiem daje znak, że zaczyna się zjazd. Ruszamy stłoczeni w ciemnej klatce kopalnianej windy, rozświetlanej jedynie lampkami, przewieszonymi przez ramię. Na drugim ramieniu ciąży aparat tlenowo-ucieczkowy, na wypadek, gdyby na dole zabrakło nam tlenu. Na głowach mamy hełmy. – Górnik pod ziemią nigdy nie zdejmuje hełmu – podkreśla nadsztygar Roman Antonik. – Takie rzeczy to tylko w filmach pokazują.

    Wszyscy mówią: szczęść, Boże

    Winda, pokonująca 6 metrów w ciągu sekundy, trzęsie tak, że trudno utrzymać w niej równowagę. Jeszcze chwila i jesteśmy ponad pół kilometra pod ziemią, na poziomie 550. Przenikliwy chłód wita nas, gdy wychodzimy z klatki. Krzysztof Węcel i Paweł Warmuz, inżynierowie BHP z katowickiej kopalni „Wieczorek”, prowadzą nas w miejsce nazywane, trochę na wyrost, „dworcem osobowym”. Przypomina ono raczej zminiaturyzowaną stację metra. Z trudem wciskamy się do maleńkich wagoników, mieszczących zaledwie dwanaście osób. Zasuwamy drzwi i już kołyszemy się ciemnym korytarzem do miejsca, gdzie zaczyna się nasz chodnik. Ruszamy w głąb. Obok nas terkocze taśmociąg z węglem. Pod stopami chlupocze woda, nad sobą widzimy półki z pyłem kamiennym. To zapory przeciw wybuchowi. – Jeśli nastąpiłaby eksplozja pyłu węglowego, obłok spadającego z półek pyłu kamiennego zneutralizuje go – tłumaczy Krzysztof Węcel. Wchodzimy w strefę szczególnego zagrożenia tąpaniami. – Proszę zobaczyć, jak wzmocniona jest obudowa chodnika – pokazuje Paweł Warmuz. W trakcie wydobycia w strefie może przebywać maksymalnie osiem osób. – Muszę wycofać część ludzi, żebyście mogli wejść – mówi Roman Antonik. Mijają nas kolejni górnicy. „Szczęść, Boże” – słyszymy co chwilę. Tak się tu wszyscy pozdrawiają.

    «« | « | 1 | 2 | 3 | 4 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    Reklama

    Reklama

    Zachowane na później

    Pobieranie listy

    Reklama

    przewiń w dół