• facebook
  • twitter
  • YouTube
  • Newsletter
  • rss
  • Szczęśliwa czternastka

    Szymon Babuchowski, zdjęcia Henryk Przondziono

    |

    GN 14/2010

    dodane 06.04.2010 19:25

    Nasze życie jest eksperymentem: jeśli Pan Bóg jest, to nas nie zostawi, bez względu na to, ile mamy dzieci – mówią Katarzyna i Sebastian Kubisowie, rodzice siedmiu dziewczyn i pięciu chłopaków.

    W dziecinnym, „niebieskim” pokoju wielki harmider, bo Jurek „niechcący” rozsypał zawartość pudła z zabawkami. Teraz z Antkiem i dwuletnim Jankiem rzucają w naszego fotoreportera kolorowymi piłeczkami. – Wujku, chodź się bawić z nami w katapulty! – słyszę. I w tym momencie dostaję w głowę piłeczką. – A co Pan tam zapisuje w tym zeszycie: plusy i minusy? – pyta Antek. Kręcę głową, ale w ferworze zabawy nikt nie słucha moich wyjaśnień. Dyskretnie wycofuję się do kuchni, gdzie 17-letnia Zuza pomaga mamie w przygotowywaniu kolacji.

    – Duże dziewczyny umieją gotować, wyszkoliłam personel – uśmiecha się mama. Niespecjalnie przejmuje się bałaganem w sąsiednim pokoju. Przy dwunastce dzieci to normalka. Kiedyś dowcipni znajomi podarowali jej magnes na lodówkę z napisem: „Nudne kobiety mają nieskazitelnie czyste domy”.

    O domu Kubisów można powiedzieć wiele rzeczy, ale na pewno nie to, że jest w nim nudno. Zresztą, na jedno polecenie mamy cała trójka maluchów zaczyna energiczne sprzątanie. Już za chwilę wszystkie rozrzucone zabawki z powrotem lądują w pudle. – Mamo, zamknij oczy! – Jurek prowadzi Kasię za rękę do pokoju. – O, jaki piękny porządek! – A dostaniemy krówkę? – pada chóralne pytanie. I jak tu odmówić takim grzecznym dzieciakom?

    Szkoła zaufania
    – Dzieci mają tu raj, bo nie mamy sąsiadów – śmieje się Kasia Kubis, mama uroczej dwunastki. Dom, w którym mieszkają w krakowskiej dzielnicy Zakrzówek, uważa za jeden z wielu cudownych prezentów, jakie otrzymali od Pana Boga. Przedwojenną siedzibę wójta Zakrzówka przekazał Kubisom, zupełnie za darmo, znany archeolog prof. Kazimierz Bielenin. Sam przeprowadził się do mniejszego mieszkania.

    Profesor miał tylko jedno życzenie: prosił, żeby go nie sprzedawali, tylko zamieszkali w nim sami. – Oczywiście spełniliśmy tę prośbę, choć potencjalni kupcy obiecywali, że za pieniądze ze sprzedaży moglibyśmy kupić pod Krakowem dwa takie domy – mówi Sebastian Kubis, mąż Kasi.

    Dom otrzymali akurat w tym momencie, w którym był najbardziej potrzebny. Mieszkali wtedy w wynajętym mieszkaniu w kamienicy. – Gdy urodziła się Magda, nasze ósme dziecko, nie mieliśmy nawet gdzie wstawić kolejnego łóżeczka – opowiada Sebastian. – Takie momenty niepewności też pojawiają się w naszym życiu. Nie jest tak, że ślepo ufamy. Zawsze gdzieś czai się wątpliwość, czy uda nam się przekroczyć kolejną barierę. Ale codziennie przekonuję się, że każde dziecko rodzi się z bochenkiem chleba pod pachą.

    Żyją z dnia na dzień, starają się zbyt wiele nie planować. Jeśli czegoś naprawdę potrzebują, to na tę rzecz wydają zarobione pieniądze. – Nie mamy żadnego zabezpieczenia finansowego na koncie – mówią. – Ale pieniędzy jest zawsze tyle, ile trzeba.

    «« | « | 1 | 2 | 3 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    Reklama

    Reklama

    Zachowane na później

    Pobieranie listy

    Reklama

    przewiń w dół