• facebook
  • twitter
  • YouTube
  • Newsletter
  • rss
  • Łzy wsiąkają w sutannę

    Przemysław Kucharczak, zdjęcia Henryk Przondziono

    |

    GN 40/2009

    dodane 06.10.2009 00:01

    Można ich spotkać w większości szpitali. Służą chorym i bardzo pomagają lekarzom. Co robią szpitalni kapelani?

    Ksiądz Jacek, kapelan Centrum Zdrowia Dziecka, był już o godz. 19.00 zmęczony. Schował Pana Jezusa do tabernakulum w szpitalnej kaplicy i odwrócił się, żeby wyjść. Na drodze stał mu jednak młody mężczyzna. Ja muszę się wyspowiadać – rzucił mężczyzna. – Nie dzisiaj, jestem bardzo zmęczony, proszę przyjść jutro – odpowiedział kapelan. Jednak mężczyzna przerwał mu zdecydowanie: – Ale ja muszę. Ja księdza przedtem nie wypuszczę.

    Bóg działa w szpitalu
    – Zapytałem tego pana o motyw, dlaczego mnie o tej porze trzyma w szpitalnej kaplicy – wspomina dziś ks. Jacek Bazarnik. – Opowiedział mi o śnie jego córki Ewelinki, która leżała w naszym szpitalu. Córka powiedziała mu, że przyszła do niej Matka Boża i powiedziała: „jak twój tatuś się nawróci, to ja ci przywrócę zdrowie”. Mężczyzna po raz pierwszy od kilkunastu lat przyjął Komunię św. – No i się rozstaliśmy. Trzy dni później ten mężczyzna przyszedł do kaplicy z kwiatami, ze łzami. Rezonans magnetyczny wykazał, że po nowotworze Ewelinki nie ma śladu. To się zdarzyło rok temu. Nie wrócili już do nas, więc myślę, że to uzdrowienie było trwałe – mówi ks. Jacek Bazarnik. Długoletni kapelani szpitalni, którzy podchodzą do swojej pracy poważnie i dają się w niej prowadzić Panu Bogu, opowiadają o wielu sytuacjach, w których zobaczyli, z jaką olbrzymią mocą działa Pan Bóg. Widzieli, jak przez sakrament chorych, którego udzielają, Pan Bóg daje łaski nie tylko duchowe, ale też, jeśli taka jest Jego wola, jak najbardziej fizyczne. Ks. Krzysztof Tabath, kapelan kliniki w Katowicach-Ochojcu, spotkał kiedyś pacjenta w ciężkim stanie, który na propozycję przyjęcia Komunii warknął: „I tak zdechnę”. Na szczęście ksiądz po chwili wrócił do niego i zaproponował sakrament chorych. Pacjent ostatkiem sił kiwnął głową i stracił przytomność. Ksiądz Tabath udzielił mu namaszczenia i poszedł. Następnego dnia spotkał tego samego pacjenta stojącego przy oknie. Mężczyzna prawie podbiegł do księdza i rzucił: – Co ksiądz ze mną zrobił? Ksiądz mnie uzdrowił! – Ja? Nie. Pan Jezus – odpowiedział ks. Tabath. – To niemożliwe, bo ja w Niego nie wierzę. – A wierzy pan w tego, co pana uzdrowił? – Tak. – No to to jest Pan Jezus. Zakończyło się to spowiedzią tego człowieka i jego uzdrowieniem wewnętrznym.

    Kapelan trzyma kciuki
    Praca kapelana szpitalnego jest bardzo trudna. Nie każdy ksiądz ma do niej zdolności. – Moi znajomi klerycy z Opola tylko udzielali w szpitalu Komunii św. i po godzinie mnie pytają: „Jak to ksiądz wytrzymuje?”. A to po prostu trzeba lubić, mieć łaskę i trzeba być do tego powołanym – tłumaczy ks. Marian Wróblewski z diecezji gliwickiej, kapelan od ośmiu lat. Pracuje w szpitalu psychiatrycznym w Toszku. Wielu z nas, zwykłych wiernych, spotykało w szpitalach zarówno kapłanów, po których widać, że do pracy w szpitalu zawołał ich Pan Jezus, jak i kapłanów, którzy nie sprawiali takiego wrażenia. Kiedy przed kilku laty ojciec autora tego artykułu poprosił o sakrament chorych przed poważną operacją, usłyszał od kapelana szpitalnego: „Teraz nie mam czasu, ale ja będę za pana trzymał kciuki”. Na szczęście zdecydowana większość polskich kapelanów ponad trzymanie kciuków przedkłada modlitwę. Ks. Jacek Bazarnik z Centrum Zdrowia Dziecka jest oceniany jako świetny kapelan, choć sam się do tej pracy nie rwał.

    «« | « | 1 | 2 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    Reklama

    Reklama

    Zachowane na później

    Pobieranie listy

    Reklama

    przewiń w dół