• facebook
  • twitter
  • YouTube
  • Newsletter
  • rss
  • Ziemia świętych

    Leszek Śliwa, zdjęcia Roman Koszowski

    |

    GN 27/2009

    dodane 02.07.2009 11:17

    Gorące źródła Europy Pojechałem do Barbastro szukać śladów świętych, którzy byli związani z tym miasteczkiem. Szukałem przeszłości, a znalazłem przyszłość: autentyczną, żywą wiarę i rozwijającą się pobożność.

    W Barbastro – niewielkim, nieco sennym miasteczku w Aragonii, liczącym obecnie zaledwie 16 tys. mieszkańców, żyło aż… 57 świętych. Zostało po nich niewiele śladów materialnych, za to bardzo wiele duchowych.– Pobożność w Barbastro jest zbudowana na dwóch kręgach, jakby fundamentach: pierwszy tworzą dzieła stworzone przez świętych, zwłaszcza założyciela Opus Dei Escrivę Balaguera, ale także założyciela pijarów Józefa Kalasancjusza. Drugi krąg to przelana tu krew męczenników – wyjaśnia ks. José María Garanto Prades, proboszcz parafii św. Franciszka z Asyżu.

    Dzieło Boże w Torreciudad
    Torreciudad, sanktuarium Nuestra Señora de los Ángeles (Matki Bożej od Aniołów), położone w górach koło Barbastro, to miejsce niezwykłe. Kilkadziesiąt lat temu była tu tylko mała średniowieczna pustelnia, w której przechowywano figurkę Maryi z Dzieciątkiem, czczoną od XI wieku w najbliższych okolicach. Nie było tam ani drogi, ani prądu, ani wody bieżącej. W latach 1970–1975 Opus Dei, jeszcze za życia swego założyciela, który pochodził z Barbastro, wybudowało obok pustelni ogromne sanktuarium. Dziś przyjeżdża tam rocznie około pół miliona osób z całego świata. – W Torreciudad nie było żadnych objawień prywatnych, które przyciągnęłyby pielgrzymów tak, jak chociażby do położonego po drugiej stronie Pirenejów Lourdes. Organizujemy jednak wiele spotkań formacyjnych, zwłaszcza dla rodzin. I pielgrzymek z roku na rok jest coraz więcej – opowiada José Alfonso Arregui García, członek zespołu kierującego sanktuarium.

    W Torreciudad próżno byłoby szukać czegoś, co mogłoby zakłócić modlitewną atmosferę. Nie ma ani barów, ani hoteli, ani nawet sklepów czy straganów z dewocjonaliami. Można kupić tylko książki religijne i bezpłatnie obejrzeć film o historii tego miejsca. Oprócz kościoła są wydzielone kaplice z konfesjonałami, osobne miejsca do modlitwy różańcowej, galeria rzeźby religijnej, Droga Krzyżowa i dróżki św. Józefa sprzyjające medytacji. – Rezygnacja ze straganów i kawiarń to nasza świadoma decyzja. Oczywiście wynajmując ziemię handlarzom czy restauratorom, można dobrze zarobić, ale przy okazji zagubić gdzieś to, co najważniejsze. Tu w Torreciudad samo piękno przyrody zbliża człowieka do Boga. Naszym zadaniem jest robić wszystko, by w tym nie przeszkadzać – wyjaśnia José Alfonso. Przy sanktuarium działa Instytut Mariologiczny, wydawane jest czasopismo, organizowane są koncerty muzyki sakralnej.

    Opus Dei największy nacisk kładzie jednak na Jornadas Marianas de la Familia – coroczne spotkania rodzin, na które przyjeżdża kilkanaście tysięcy osób z całej Hiszpanii. – Rodzina jest najważniejsza. Dróżki św. Józefa ze scenami z życia Świętej Rodziny, które urządziliśmy niedaleko Drogi Krzyżowej, też mają o tym przypominać – dodaje José Alfonso. – U nas Opus Dei otacza czarna legenda tajności i elitarności. Czy wszyscy w Hiszpanii są życzliwie nastawieni do Torreciudad? – pytam. – W Hiszpanii jest to legenda czarna w odcieniu ciemnym – śmieje się José Alfonso. – Gdy powstawało sanktuarium, niektórzy na serio mówili, że Opus Dei buduje bazę łodzi podwodnych. Dlatego stawiamy na pełną przejrzystość. Co roku publikujemy rozliczenie finansowe, w którym pokazujemy, skąd wzięły się wszystkie wpływy i na co zostały wydane pieniądze. Unikamy też imprez elitarnych. Wszystko, co organizujemy, jest dostępne dla zwykłych pielgrzymów.

    «« | « | 1 | 2 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    Reklama

    Reklama

    Zachowane na później

    Pobieranie listy

    Reklama

    przewiń w dół