• facebook
  • twitter
  • YouTube
  • Newsletter
  • rss
  • Jak syn do Matki

    Szymon Babuchowski

    |

    GN 23/2009

    dodane 07.06.2009 19:54

    - Ślązacy mają to we krwi, tę cześć dla Maryi - zapewniają pielgrzymi.

    Jadąc od strony Katowic, najpierw mijaliśmy pojedynczych mężczyzn na rowerach, potem małe grupki pieszych maszerujące w deszczu, potem coraz większe, potem całkiem duże, aż wreszcie w Piekarach zlały się one w trudne do policzenia morze pielgrzymów. Skąd taka siła w śląskim ludzie, by co roku, niezależnie od pogody, przemierzać kilometry w stronę piekarskiego wzgórza? Gdzie tkwi tajemnica tego mocnego, trzykrotnego „Szczęść Boże!”, które rozlega się w odpowiedzi na pozdrowienie biskupa?

    Śląska Gospodyni
    – Kiedy upadł komunizm, niektórzy niemieccy księża mówili mi: te pielgrzymki się teraz rozmyją – uśmiecha się arcybiskup Damian Zimoń, metropolita katowicki. – A to wszystko trwa i jeszcze się rozwija. – Chodziłem z ojcem jako dziecko, teraz przyprowadzam syna – mówi Grzegorz Hampel z Rudy Śląskiej. – To taka śląska tradycja. Mężczyźni zawsze tu ciężko pracowali. A w Piekarach mogli być razem, zjednoczyć się. I zawsze jakąś mądrą wskazówkę życiową usłyszeć. Jacek Węgrzynowski z Siemianowic Śląskich z synem Jakubem chodzą tu co roku. Za każdym razem z inną intencją. W tym roku proszą o zdrowie dla rodziny. – Modlę się za mamę, która jest po operacji, i o stałą pracę dla taty – zwierza się Jakub. – Trzeba prosić Matkę Bożą, to nasza śląska Gospodyni. – Skąd ten fenomen męskich pielgrzymek? – zastanawia się pan Jacek. – Może przez ciężką pracę górników? Jak człowiek wyszedł zdrowy z kopalni, to musiał Bogu podziękować.

    Rodzina jest Boża i nasza
    W tym roku mija 350 lat kultu Matki Boskiej Piekarskiej. Obraz, pod którym modlił się Jan III Sobieski w drodze pod Wiedeń, w PRL-u stał się wręcz symbolem oporu przeciwko totalitarnemu zniewoleniu. A wizerunek Maryi zyskał wówczas nowy tytuł: „Matka Sprawiedliwości i Miłości Społecznej”. To do Piekar co roku, jeszcze jako metropolita krakowski, jeździł kardynał Karol Wojtyła, by głosić słowo Boże. To właśnie na piekarskim wzgórzu ówczesny biskup katowicki Herbert Bednorz walczył o poszanowanie dnia Pańskiego, wołając: „Niedziela jest Boża i nasza!”. Zmieniły się czasy, ale problemy ludzi pracy okazują się dziwnie podobne. Tyle że zapracowanym ojcom brakuje już nie tylko niedzieli, lecz jakiegokolwiek czasu, który mogliby spędzać ze swoimi rodzinami. Dlatego kaznodzieja, biskup bielsko-żywiecki Tadeusz Rakoczy, podkreślał w tym roku, że obok kryzysu ekonomicznego wielkie zagrożenie niesie ze sobą kryzys rodziny. A witający pielgrzymów arcybiskup Damian Zimoń apelował: – W obliczu niektórych propozycji bioetycznych, wobec prób podważenia istoty małżeństwa i rodziny, które z prawa i nadania samego Stwórcy są oparte na związku mężczyzny i kobiety, trzeba z nową mocą głosić prawdę o rodzinie i małżeństwie. Rodzina to jedyna wspólnota pomyślana przez Boga Stwórcę. Nie wolno nią manipulować. Rodzina jest Boża i nasza! – te słowa, nawiązujące do słynnego zawołania biskupa Bednorza, zabrzmiały szczególnie mocno.

    W ścisku radość
    Na piekarskim wzgórzu mężczyźni słuchali ich w dużym skupieniu. – Dobrze mówi ten biskup – szepnął tuż przede mną swojemu ojcu do ucha dorosły już syn. Deszcz stopniowo przestawał padać. Po Mszy niektórzy poszli na rajski plac koło bazyliki, by na kolanach modlić się pod krzyżem. Ciągle trwała tam spowiedź. Ze wzgórza dobiegały śpiewy – to zespół „Śląsk” występował z programem „Santo subito!”. W tym czasie inni krążyli między straganami, szukając smakołyków dla swoich wnuków, dzieci i żon. Już nie tylko górnicy czy hutnicy, ale mężczyźni wszystkich zawodów, starzy i młodzi. Więc co ich tu sprowadziło? – Ślązacy mają to we krwi, tę cześć dla Maryi – twierdzi Aleksander Bogdański z Katowic. – Dlatego zawsze tu przychodzą. Sam byłem tu chyba z piętnaście razy. Dzisiaj przyjechałem autobusem, bo mam problemy z nogą. Ścisk był straszny, ale w tym też była radość. My przychodzimy do Niej zwyczajnie, jak syn do matki. Mnie tego nie trzeba tłumaczyć: jak chcę czegoś od taty, to proszę mamę, żeby się wstawiła. Teraz z żoną modlimy się o dziecko. Wierzę, że Maryja pomoże.

    «« | « | 1 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    Reklama

    Reklama

    Zachowane na później

    Pobieranie listy

    Reklama

    przewiń w dół