• facebook
  • twitter
  • YouTube
  • Newsletter
  • rss
  • Którzy się do Ciebie uciekamy…

    Tomasz Gołąb

    |

    GN 45/2008

    dodane 10.11.2008 10:06

    Metalowa owalna płytka, z wygrawerowaną maryjną modlitwą niezliczone razy przewija się w historii naszej niepodległości. To nie może być przypadek.

    Cztery i pół miesiąca później, niebo nad Holandią. Jeszcze 20 minut lotu. Z 10 tysięcy stóp samolot z amerykańskim pilotem obniża się tak, że można już rozpoznać szachownicę pól, a potem wyraźnie wstęgi rzek i szos. Ks. Franciszek Misiuda sprawdza klamrę spadochronu i przypina do nóg woreczek z polową kapliczką, podstawowym wyposażeniem kapelana czasu wojny. Za chwilę będą nad Arnhem. Każdemu żołnierzowi wsuwa więc do kieszonki munduru cudowny medalik. Czerwone światło: cztery minuty i skok. Samolot rzuca na boki: idziemy, cześć… Kapelan skacze jako ósmy. Matko Boża, prowadź!

    Pięć medalików i nieśmiertelnik
    Patriotyzm, jak mówi, wyssał z mlekiem matki. Ojciec jako czternastolatek trafił do Szkoły Piechoty Podoficerskiej dla Małoletnich w Nisku. Tu zetknął się z ruchem sokolim. A potem już w Ludowym Wojsku Polskim jako jedyny z godnością nosił odznakę sokolstwa. Tradycje krechowiaków kultywowali także dziadkowie. Babcia długie lata „płaciła” wnukowi za pomoc w gospodarstwie austriackimi srebrnymi monetami i kosztownościami, które ocalili z przesiedlenia z rodzinnego Tiutkowa pod Trembowlą.
    Kiedy kult patriotyków stał się kolekcjonerską fascynacją Ireneusza Chmurzyńskiego? Nawet trudno powiedzieć. Może wtedy, gdy z Klubem Motorowym „Rzemieślnik” pojechał pierwszy raz do Grecji, a potem, w 45. rocznicę bitwy o Monte Cassino, do Terma Veroniane. Na koszt klubu przyjechało z nimi 27 kombatantów w mundurach. Tu spotkał o. Studzińskiego, gen. Rudnickiego, Irenę Anders i sierżanta Stefana Łódzkiego. Ten ostatni po śmierci przekazał kolekcjonerowi modlitewnik, który miał w chwili szturmu na Monte Cassino, i cudowny medalik. – Patrząc na ruiny klasztoru, każdy z nas zachodził w głowę, jak można było przejść przez tę gehennę. Pytałem ich, jak można było to przeżyć. Łódzki opowiadał, jak leżeli w okopach. Mówił, że jedyną chwilą oddechu była modlitwa. Więc modlili się często, ściskając w rękach cudowne medaliki. Kiedy żołnierz umierał, odłamywano z jego szyi nieśmiertelnik i zdejmowano medalik. Żeby nie szły do ziemi. Bywało, że wśród kolejnych rannych znajdowano żołnierzy, którzy na jednym łańcuszku mieli 5–6 medalików.

    Kupiłem ich całą garść
    Potem w Narwiku, w 50. rocznicę kampanii norweskiej, strzelcy górscy opowiadali, że w swoim obozie mieli z szyszek ułożony wizerunek Najświętszej Maryi Panny. Pierwsze medaliki dostał od marynarzy płynących do Murmańska na okręcie Garland. W 2004 r. był na audiencji u Ojca Świętego. Gdy czekał z ks. wizytatorem polskiej prowincji Zgromadzenia Misjonarzy ks. Arkadiuszem Zakrętą CM i proboszczem Świętego Krzyża ks. Markiem Białkowskim CM w kolejce do papieskiego tronu, by przedstawić projekt rekonstrukcji bocznego ołtarza z kościoła Świętego Krzyża, o. Hejmo podarował mu figurkę. „Znowu Najświętsza Panienka. Skoro nie mogłem zabrać nikogo z rodziny, Ty będziesz moim świadkiem” – pomyślał Chmurzyński, chowając ją do kieszeni. Po południu telefon z sekretariatu Ojca Świętego. – Papież życzy sobie, żeby odbudowywany ołtarz Najświętszego Sakramentu pełnił rolę Ołtarza Ojczyzny – zakomunikował papieski sekretarz. Z radości Ireneusz Chmurzyński pobiegł na ulicę i kupił w sklepie z dewocjonaliami garść medalików. Dopiero teraz zaczął się im przyglądać. Nie mogła opuścić go myśl, że Ojciec Święty nie wydał tego polecenia tylko dlatego, że tak chciał. Może sprawiła to Najświętsza Maryja Panna z tej figurki, ta sama co na cudownych medalikach kupionych pod murami Watykanu? – Nie cierpię nosić zegarka, nie noszę obrączki, nie wkładam garnituru, w mundurze chodziłem tylko w szkole oficerskiej i na praktykach dowódczych – zarzeka się Chmurzyński.

    Medalik uratował Polskę?
    Ale medalik założył. Fakt, że późno jak na kogoś, kto całe życie wychowywał się w jego obecności – w domu rodzinnym, u dziadków, w kresowych pamiątkach. Dopiero teraz zaczął się nim interesować. Niemal spadł z krzesła, gdy usłyszał, że 12 gwiazd wokół Maryi Panny to te same gwiazdy, które widać na fladze Unii Europejskiej. Sam projektował niejeden znak graficzny (poznańską ASP kończył na wydziale grafiki), więc historia Arsena Hertza, który wpadł na pomysł symbolu Europy, patrząc na cudowny medalik, wciągnęła go na całego. Europa ma na swojej fladze koronę maryjną! W dodatku projekt zatwierdzono „przez pomyłkę” w jedno z najważniejszych maryjnych świąt – Niepokalanego Poczęcia, 8 grudnia.

    Zaczął szukać informacji o Katarzynie Labouré, której późnym popołudniem 27 listopada 1830 r. Maryja objawiła wzór medalika, mówiąc do niej, wówczas nowicjuszki w paryskim klasztorze przy Rue du Bac: Promienie, które widzisz, spływające z mych dłoni, są symbolem łask, jakie zlewam na tych, którzy mnie o nie proszą. Potem św. Katarzyna usłyszała proszący głos Maryi: Postaraj się o wybicie medalika według tego wzoru: wszyscy, którzy go będą nosili, dostąpią wielkich łask, szczególnie jeśli go będą nosili na szyi. Tych, którzy we mnie ufają, obdarzę wieloma łaskami. W pierwszych latach wybito 80 milionów takich medalików. Stały się bardzo popularne także w Polsce. Po upadku powstania styczniowego wielu nosiło medalik razem z czarną wstążką, jako znak żałoby. Ireneusz Chmurzyński zaczął więc szukać związków medalika z odzyskaniem niepodległości.

    Sanktuarium naszej historii
    – To stało się trochę formą modlitwy. Jakby mnie Maryja wzięła „za kudły” i powiedziała: „będziesz to chłopie dla mnie robił”. Nie potrafię się temu oprzeć – mówi były wojskowy, który mimo stopnia pułkownika, nie oddał nawet jednego strzału ze służbowej broni. Za to, jako szef studia plastycznego WP, zajmował się oprawą wizualną jubileuszy i rocznic narodowych. Był też autorem 100-metrowego ołtarza podczas spotkania Ojca Świętego z wojskiem w Zegrzu Pomorskim. Powoli kolekcja rośnie. Dziś Ireneusz Chmurzyński ma ok. 2,5 tys. cudownych medalików. z różnych okresów. Każdy ma swoją historię, choć większość nie tak spektakularną jak medalik księcia Lubomirskiego i jeden z najnowszych nabytków – medalik jego żony, Marii z Branickich Lubomirskiej, która założyła go, gdy mąż został wybrany 23. prezydentem Warszawy.

    8 grudnia kard. Stanisław Dziwisz ogłosi kościół na Olczy w Zakopanem sanktuarium maryjnym Matki Bożej Objawiającej Cudowny Medalik. Chmurzyński marzy, by w przyszłości jego kolekcja mogła być udostępniona w tej świątyni. I żeby przez historię cudownego medalika młodzież mogła uczyć się tu historii polskiej niepodległości. Część marzenia spełni się 8 grudnia. Chmurzyński kończy szykować już pierwsze eksponaty.

    «« | « | 1 | 2 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    Reklama

    Reklama

    Zachowane na później

    Pobieranie listy

    Reklama

    przewiń w dół