• facebook
  • twitter
  • YouTube
  • Newsletter
  • rss
  • Lekcja religii na Kazimierzu

    ks. Tomasz Jaklewicz, zdjęcia Józef Wolny

    |

    GN 50/2006

    dodane 06.12.2006 14:04

    Synagogi, zwoje Tory, świeczniki, tałesy, cmentarz z macewami, Mur Płaczu… jednym słowem: Kazimierz. Nie ma w Polsce lepszego miejsca, w którym można poznać świat wiary naszych starszych braci. Wie o tym dobrze katechetka z pobliskiego liceum.

    Czy są już wszyscy? – woła energicznie siostra Halina Mol, służebniczka, od 13 lat katechetka w XIII Liceum im. Bohaterów Westerplatte w Krakowie. Schodzą się uczniowie klasy 2 i – profil humanistyczny. Za chwilę lekcja religii. Inna niż zwykle. Idą na pobliski Kazimierz. Temat: judaizm. – Kto trzyma kasę na wstępy? Dobra, idziemy, ja prowadzę, pani Asia idzie na końcu – komenderuje siostra.

    Po 15 minutach dochodzimy do żydowskiego cmentarza przy ul. Miodowej. To tzw. nowy cmentarz. Wciśnięty między tory kolejowe, bloki, magazyny i budynek pogrzebowy. Prawie niewidoczny. O judaizmie na Kazimierzu mówią już tylko kamienie i przedmioty. Żyjących wyznawców pozostało niewielu.

    Jarmułka na żelu
    Ulica Szeroka. To serce dawnego żydowskiego miasta. – Żydzi mieszkali w Krakowie już od X wieku w okolicach dzisiejszego rynku – zaczyna swoją opowieść siostra Halina. – Początek żydowskiej wspólnoty tu, na Kazimierzu, wiąże się z królem Kazimierzem Wielkim. Król zakochał się w pięknej córce krawca, Esterce. Żydowska kochanka dała mu dwie córki i dwóch synów. Córki wychowywała matka, a król hojnie uposażył i zadbał o wychowanie synów.

    To za jego panowania Żydzi zaczęli się osiedlać w nowym mieście noszącym imię króla. Mieszkali tu nieprzerwanie od połowy XVI wieku aż do II wojny światowej. Tuż przed wojną w całym Krakowie żyło 64 tysiące Żydów, czyli około jedna czwarta ogółu ludności. Na Kazimierzu było centrum życia religijnego. Siedem synagog tak blisko siebie, tego nie ma nigdzie na świecie poza Jerozolimą! W budynku, przy którym stoimy, mieściła się kiedyś żydowska łaźnia, tzw. mykwa. W judaizmie rytualne obmycia były bardzo ważne. Wędrówkę po żydowskich bożnicach zaczynamy od Synagogi Remu. To jedyna czynna synagoga.

    Wciąż modlą się tu nieliczni Żydzi. Przy wejściu chłopaki zakładają nakrycia głowy: jedni naciągają dresowe kaptury, inni dostają jarmułki. Na postawionych pionowo sztywnych czuprynach jarmułki nie chcą się trzymać. Siostra wchodzi na podwyższenie dla rabina. Objaśnia wszystko posługując się laserowym wskaźnikiem. Czerwony punkcik wędruje po ścianach, sprzętach, religijnych symbolach. – Główna ściana synagogi, to ściana wschodnia, zwrócona ku Jerozolimie. W tym miejscu zawsze znajduje się święta szafa, arka służąca do przechowywania zwojów Tory. Arkę zakrywa pięknie haftowana zasłona. Płonące światło to znak, że jest tutaj Tora. Miejsce odgrodzone ozdobną kratą na środku to tzw. bima. Stąd czytana jest święta Księga, wygłaszane są kazania, tu dokonuje się obrzezania.

    Skupienie uczniów przerywa hałaśliwe wejście rówieśników z Izraela.

    «« | « | 1 | 2 | 3 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    Reklama

    Reklama

    Zachowane na później

    Pobieranie listy

    Reklama

    przewiń w dół