• facebook
  • twitter
  • YouTube
  • Newsletter
  • rss
  • Rada starców

    Maciej Sablik, matematyk, dziekan Wydziału Matematyki, Fizyki i Chemii na Uniwersytecie Śląskim

    |

    GN 01/2010

    dodane 10.01.2010 18:18

    Coraz więcej instytucji wprowadza limity wieku do pełnienia różnych funkcji. I tylko świat polityki jest urządzony inaczej

    Znowu jesteśmy o rok starsi. Rok w sensie kalendarzowym, ale to jest główna miara wieku. Nikt nie zwraca uwagi na takie niuanse, że ktoś się urodził w styczniu, więc jest niemal o rok starszy od urodzonego w grudniu. To się liczy w przedszkolu, w chwili pójścia do szkoły, ale im dłużej żyjemy, tym częściej musimy się godzić z faktem, że „rówieśnicy” to grupa w wieku od 45 lat wzwyż. Ponad wiek temu Bismarck wymyślił system ubezpieczeń społecznych i zaproponował 65 lat jako wiek emerytalny. Było to bardzo postępowe i bardzo nieżyciowe: niewielu dożywało bowiem wieku emerytalnego i mogło się cieszyć owocami swojej długoletniej pracy, a właściwie owocami wnoszonych przez długie lata składek.

    Jednak dzięki tej „nierealności” system działał przez wiele lat. W drugiej połowie XX w. okazało się wszakże, że ludzie żyją coraz dłużej i dłużej. Chciałoby się napisać „i zdrowiej”, ale to by było pobożne życzenie. Statystycznie lata „po sześćdziesiątce” są dużo bardziej kosztowne i uciążliwe niż wcześniejsze. Dlatego, mimo że zasadniczo nie ma ograniczeń wieku do pełnienia różnych funkcji, coraz więcej instytucji wprowadza limity. W Kościele nie można pełnić funkcji biskupa po 75. roku życia, kardynałem – członkiem konklawe można być tylko do 80. roku życia.

    Oczywiście Kościół rozumnie dopuszcza wyjątki i papież niekiedy przedłuża posługę biskupią. Uniwersytety posyłają na emeryturę profesorów po siedemdziesiątce, chociaż nie tracą oni praw do uczestnictwa w życiu akademickim (w tym sensie profesorem jest się do końca życia, co zresztą budzi pewne wątpliwości). I tylko świat polityki jest urządzony inaczej: trzeba mieć pewien wiek minimalny, żeby stać się posłem lub senatorem, ale potem już można służyć narodowi do końca swoich dni albo nawet dłużej (w USA wybrano do senatu kandydata, który zmarł kilka dni wcześniej).

    Gdy zewsząd słychać głosy o reformie wyborczej, to może najpierw zacząć od wprowadzenia górnego ograniczenia wieku naszych ukochanych przywódców? Zmniejszyłoby się w ten sposób ryzyko nieposłuszeństwa wobec przełożonych. Dawniej, jak twierdził o. Piotr Rostworowski, benedyktyn, a później kameduła, gdy przełożony mówił: „zamknij drzwi”, to podwładny szedł i zamykał. Teraz trzeba mu powiedzieć dlaczego, np.: „zamknij drzwi, bo wieje”. Może się jednak zdarzyć, że podwładny podejdzie do drzwi i stwierdzi: „przecież nie wieje…”. Takie jest dzisiejsze posłuszeństwo, oparte na braku zaufania do starszych – o czym mówił abp Damian Zimoń podczas opłatkowego spotkania w redakcji GN, a ja powtarzam, bo jestem posłuszny.

    «« | « | 1 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    Reklama

    Zachowane na później

    Pobieranie listy

    Reklama

    przewiń w dół