• facebook
  • twitter
  • YouTube
  • Newsletter
  • rss
  • Przeor na armatach

    Franciszek Kucharczak

    |

    GN 32/2005

    dodane 04.08.2005 12:01

    Gdy 350 lat temu losy Polski zawisły na włosku, włosek wytrzymał. Stało się toza sprawą nieba, które posłużyło się człowiekiem w białym, paulińskim habicie.

    Był poranek 20 marca 1673 roku. Wśród paulinów w Wieruszowie panowało poruszenie. W ich klasztorze umierał prowincjał zakonu w Polsce, Augustyn Kordecki. Bohater obrony Jasnej Góry wiedział, że tego dnia odejdzie. Ubrał się w habit, w którym chciał być pochowany. Gdy przyszedł kapłan z olejami, modlił się razem z nim, a potem ze łzami w oczach całował podany mu krucyfiks. Po południu zaczęła się agonia – Jezus, Maryja – powtarzał chory. Potem zebrani usłyszeli urywane fragmenty zdań. – Uciekajcie, nieprzyjaciele… Powstań, Boże, rozprosz ich! – dyszał ciężko. Nie wiadomo, czy cytował Psalmy, czy też w gorączce zdawało mu się, że jest znowu na Jasnej Górze tamtej pamiętnej jesieni 1655 roku.

    Ginie Rzeczpospolita
    O czwartej po południu ojciec Kordecki wyzionął ducha. Wszyscy wiedzieli, że umarł bohater. To on, jako przeor jasnogórskiej twierdzy, dowodził jej obroną w dniach „potopu”. Jego decyzja o stawieniu czoła najeźdźcom nie była ani łatwa, ani oczywista. Nawet silne fortece poddawały się, gdy nie było nadziei na nadejście w rozsądnym terminie odsieczy.

    A dla Jasnej Góry wielkiej nadziei nie było. Wojska szwedzkie opanowały już nieomal całą Rzeczpospolitą. Na drodze króla Karola Gustawa kapitulowała nie tylko zbieranina niekarnej szlachty, ale nawet regularne wojska. We wrześniu 1655 roku najeźdźcy wkroczyli do bezbronnej Warszawy. Polski król, przegrywając kolejne starcia, przekroczył południową granicę. Schronił się w Głogówku na Śląsku. Kraków, mimo zaciętej obrony, wobec braku szans na odsiecz, honorowo skapitulował.

    Do przeora Kordeckiego dochodziły jednak coraz gorsze wieści. Oto hetman litewski Janusz Radziwiłł poddał Litwę „pod protekcję Karolusa”. Do ataku na Rzeczpospolitą sposobił się też węgierski książę Siedmiogrodu, Rakoczy. Na Wschodzie groziła Polsce Moskwa, burzył się też Chmielnicki z Kozakami. Nic, tylko rwać włosy z głowy.

    «« | « | 1 | 2 | 3 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    Reklama

    Zachowane na później

    Pobieranie listy

    Reklama

    przewiń w dół