• facebook
  • twitter
  • YouTube
  • Newsletter
  • rss
  • Puzzle metafizyczne

    Wojciech Wencel, poeta, publicysta

    |

    GN 14/2009

    dodane 05.04.2009 17:05

    Symbole pozbawione ducha stają się bezużyteczne

    Puzzle można układać godzinami pod warunkiem, że robi się to z głową, a nie na siłę. Wie o tym każdy tatuś, który choć jeden weekend spędził na dywanie w towarzystwie swoich pociech. Perspektywa prawidłowego ułożenia „pustyni” albo „nieba nocą” powoduje, że jesteśmy w stanie zapomnieć nawet o telewizyjnej relacji z meczu reprezentacji Polski, co – nawiasem mówiąc – z reguły wychodzi nam na zdrowie.

    Okazuje się jednak, że sprawa nie dla wszystkich jest oczywista. Twórcy popkultury próbują łączyć tylko te elementy puzzli, które już na pierwszy rzut oka do siebie nie pasują. Feministce doprawiają na przykład dłonie ze stygmatami, gejowi wkładają na głowę kowbojski kapelusz, a Jezusa Chrystusa pakują w małżeństwo z Marią Magdaleną. Powstałe w ten sposób obrazy pełne są szczelin, irytują kontrastami barw i nie mają najmniejszego sensu, ale ich autorzy wcale nie czują z tego powodu dyskomfortu. Przeciwnie: cieszą się, że udało im się wywołać skandal.

    Reżyserów takich filmów, jak „Stygmaty”, „Tajemnica Brokeback Mountain” czy „Kod da Vinci” łączy fakt, że układając swoje puzzle, zapominają o Bożym świecie. Dosłownie, bo rzeczywistość nie ma dla nich najmniejszego znaczenia. Podobnie jak Umberto Eco w literaturze, tworzą puste labirynty, całkowicie wyizolowane z kontekstu etyki i metafizyki. Przypominają cierpiącego na amnezję bohatera powieści „Tajemniczy płomień królowej Loany”, który porusza się po rodzinnej posiadłości jak postać z komputerowej gry strategicznej. Zaopatrzony w pęk kluczy otwiera kolejne pokoje, odkrywa tajemne przejścia, plądruje zawartość strychu. Ale nie znajduje niczego, co pomogłoby mu dotrzeć do prawdy o własnej przeszłości.

    Wbrew pozorom, wizja kosmosu jako gigantycznej układanki nie jest wymysłem postmodernistów. Jak pisze Dorothea Forstner OSB we wstępie do „Świata symboliki chrześcijańskiej”, „symbolem nazywano pierwotnie odłamany kawałek kości do gry lub jakiegoś innego przedmiotu, którego brzeg pasował do brzegu pozostałej części tak, że można je było ze sobą złożyć”. Wraz z symbolem dana jest nam zatem „owa połowa, która odpowiada drugiej i tworzy z nią całość”, a właściwe odczytanie symbolu to „złączenie z sobą dwóch części jednego przedmiotu”.

    «« | « | 1 | 2 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    Reklama

    Reklama

    Zachowane na później

    Pobieranie listy

    Reklama

    przewiń w dół