• facebook
  • twitter
  • YouTube
  • Newsletter
  • rss
  • Dwaj spośród wielu

    Władysław Bartoszewski

    |

    GN 28/2005

    dodane 11.07.2005 10:01

    Koniecznie musimy pamiętać o licznych prześladowanych duchownych, którzy odmówili paktowania z diabłem.

    Błogosławiony ks. Władysław Findysz, nazywany już „pierwszym polskim męczennikiem komunizmu”, został wyniesiony na ołtarze 41 lat po śmierci. Nastąpiło to za życia wielu parafian, którzy o nim nigdy nie zapomnieli. Ks. Findysz należy równocześnie do długiego szeregu duchownych katolickich, prześladowanych za służbę Bogu i Ojczyźnie, z różnych diecezji, a także różnych zgromadzeń zakonnych, którzy – zwłaszcza w pierwszych dziesięcioleciach PRL – podlegali dotkliwym prześladowaniom SB i komunistycznego „wymiaru sprawiedliwości”.

    Cela nr 11
    Na mojej sześcioipółrocznej więziennej drodze dane mi było poznać bliżej kilku księży, których jako współtowarzyszy niedoli dobrze do dziś pamiętam (mimo że działo się to ponad 50 lat temu). Nigdy nie zapomnę spotkania z nimi. Odczuwam wewnętrzną potrzebę przypomnienia dziś co najmniej dwóch z nich: zakonników, współwięźniów z lat stalinizmu. Warunki były dość szczególne nawet jak na owe czasy. Przez półtora roku (od 14 grudnia 1949 do 12 maja 1951 r.) osadzony byłem nieprzerwanie w piwnicach pod ówczesnym Ministerstwem Bezpieczeństwa Publicznego w Warszawie, w celi nr 11. Należeliśmy do grupy więźniów znacznie bardziej izolowanych od otoczenia niż lokatorzy normalnych budynków więziennych: nie mieli do nas dostępu adwokaci ani rodziny, nie mieliśmy gazet ani książek, nie chodziliśmy na spacery, zabiegi higieniczne ograniczone były do mycia się zimną wodą raz dziennie, potrzeby naturalne załatwialiśmy do kubła ustawionego w celi. Oświetlenie pomieszczenia stanowiła, dzień i noc, 15-watowa żarówka.

    Współwięzień w habicie
    W tych warunkach zetknąłem się z o. Stanisławem Forysiem ze Zgromadzenia Misjonarzy Ducha Świętego w Bydgoszczy. Stosunkowo młody wtedy zakonnik (miał nieco ponad 30 lat) pełnił już funkcję prowincjała wiceprowincji polskiej swego zgromadzenia. Studiował we Francji, znał doskonale francuski, włącznie z dialektami. Zapewne dlatego został oskarżony o szpiegostwo. Zachowywał się z wielką godnością i spokojem. Wiele modlił się w skupieniu. Był dla kilku z nas, wspólnie z nim przebywających, czynnikiem dobra i ufności w wolę Bożą. Gdy po pewnym czasie zabrano go z „naszego” aresztu do więzienia, straciliśmy go z oczu. Dużo później dowiedziałem się od innych więźniów, że przebywał w ciężkich więzieniach w Rawiczu i Wronkach, skąd dopiero po latach wrócił do zakonnego życia. Jak przeczytałem w z jego biografii, opublikowanej w „Leksykonie duchowieństwa represjonowanego w PRL w latach 1945–1989”, o. Foryś dożył lat osiemdziesięciu i w nowej Polsce odznaczony został (1992 roku.) Krzyżem Kawalerskim Orderu Odrodzenia Polski. Dobrze sobie na ten wyraz wdzięczności Ojczyzny zasłużył.

    «« | « | 1 | 2 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    Reklama

    Reklama

    Zachowane na później

    Pobieranie listy

    Reklama

    przewiń w dół