Nowy Numer 8/2018 Archiwum

W Krakowie nie będę sam

Przed ponad 26 laty wyjechał z kard. Karolem Wojtyłą do Rzymu. Ale nigdy nie opuścił swojej diecezji. Teraz wraca jako jej pasterz. Jak być metropolitą krakowskim, uczył się od samego Papieża.

Dziennikarzom często powtarzał: „Pa-miętajcie, że mnie nie ma”. Zawsze pozostawał w cieniu. Ale był. Zawsze tam, gdzie Jan Paweł II go potrzebował. Oddany, lojalny, dyskretny. Nawet po śmierci otrzymał od Papieża polecenie. W testamencie Jana Pawła II czytamy: „Rzeczy codziennego użytku, którymi się posługiwałem, proszę rozdać wedle uznania. Notatki osobiste spalić. Proszę, ażeby nad tymi sprawami czuwał Ks. Stanisław, któremu dziękuję za tyloletnią wyrozumiałą współpracę i pomoc”.

Ta „wyrozumiała współpraca i pomoc” trwała prawie czterdzieści lat. „Przełomowym momentem w życiu ks. Dziwisza było powołanie go w roku 1966 na kapelana ówczesnego arcybiskupa metropolity Karola Wojtyły – twierdzi kard. Stanisław Nagy. – Z dnia na dzień z troszczącego się o marginesowe sprawy życia i działalności ks. arcybiskupa Wojtyły stawał się towarzyszem jego drogi, prowadzącej błyskawicznie w górę. Zaczyna się ocierać o sprawy coraz to donioślejsze, stykać z ludźmi o coraz to większych wymiarach w życiu Kościoła, Narodu. Jako wierny i zatroskany Syn Wielkiego Ojca, gotów jest zawsze robić wszystko, ażeby oszczędzić mu drogocennego czasu, niepotrzebnych kłopotów, pojawiających się na horyzoncie zagrożeń”. A co było wcześniej, zanim stanął u boku późniejszego następcy świętego Piotra?

Ratunek na krzyżu
Ktoś powiedział, że jego dotychczasowy życiorys zmieściłby się na bilecie tramwajowym. To przesada.
Abp Stanisław Dziwisz urodził się 27 kwietnia 1939 roku w Rabie Wyżnej. Jego ojciec był kolejarzem. W 1957 roku Stanisław zdał maturę w Liceum Ogólnokształcącym w Nowym Targu i wstąpił do Wyższego Seminarium Duchownego w Krakowie. Święcenia kapłańskie przyjął 23 czerwca 1963 roku. Udzielił mu ich arcybiskup Karol Wojtyła.

W latach 1963–1965 pracował jako wikariusz w parafii Maków Podhalański – jak powiedział kard. Nagy – „wzorcowej parafii”. Już jako papieski sekretarz w 1999 roku został honorowym obywatelem miasta. Z tej okazji Józef Jurek, wieloletni kościelny w parafii w Makowie, przypomniał, że z ks. Dziwiszem niegdyś często razem żartowali. Zdementował jednak legendę, że w dzieciństwie ks. Dziwisza napadły psy. – Psy napadły ks. Dziwisza wtedy, gdy był już u nas wikarym – opowiadał. – Stało się to w ten sposób, że dwa białe owczarki uciekły przez ogrodzenie z terenu plebanii i zaczęły gonić księdza. Ks. Dziwisz nie miał gdzie uciec. Wbiegł na pobliski cmentarz i wskoczył na krzyż, który był bardzo spróchniały i ledwo go utrzymał.

Zdaniem Jana Białończyka, parafianina z Makowa, młody wikary był ujmujący i zawsze serdeczny. – Do wszystkich miał odpowiednie podejście – wspominał Jan Białończyk. – Tylu księży przeszło przez makowską parafię, a jego się najlepiej pamięta.

« 1 2 3 4 »
oceń artykuł

Zobacz także

Reklama

Reklama

Reklama

Zapisane na później

Pobieranie listy