• facebook
  • twitter
  • YouTube
  • Newsletter
  • rss
  • Zacząć od siebie

    mówi Wojciech Wencel

    |

    GN 52/2007

    dodane 03.01.2008 11:18

    Poeta, publicysta, redaktor pisma „44”, żonaty, ojciec dwóch synów

    Diagnoza: Kryzys rodziny jest skutkiem ideologii obecnej w pracach nowoczesnych psychologów, systemie edukacji, kulturze (film, modna literatura) i – przede wszystkim – w mediach. Dawniej ludzie nie zastanawiali się, czy są zdolni/chętni do założenia rodziny, bo uważali ją za naturalną drogę do szczęścia. Ponieważ respektowali porządek społeczny, oparty na prawach natury, już przed 25. rokiem życia dążyli do zawarcia małżeństwa i urodzenia dzieci. Ideolodzy naszych czasów nauczyli ich jednak dzielić włos na czworo pod pozorem odpowiedzialności. W efekcie człowiek stał się nadwrażliwym melancholikiem.

    Zamiast realizować powołanie rodzinne, nieustannie rozmyśla nad tym, czy jest wystarczająco dojrzały, czy zdążył spełnić prywatne ambicje (wykształcenie, praca), czy ma dość pieniędzy i odpowiednie mieszkanie, czy nie jest przypadkiem z natury „singlem”, socjopatą itd. Poza tym dzisiejszy prymat estetyki nad etyką każe ludziom fałszywie postrzegać rodzinę jako rzeczywistość bajkową: bez kłótni, wzajemnego znudzenia, problemów finansowych itd. Stąd tyle rozwodów uzasadnianych błahostkami. Młodzi często powołują się na „niezgodność charakterów”, wierząc, że następnym razem trafią na ideał. Tyle że ideałów nie ma. Jest za to miłość, która pomaga nieść codzienny, małżeński krzyż. Niestety, tę ostatnią media sprowadzają wyłącznie do romantycznych uniesień.

    Lek: Gdy Bóg jest na pierwszym miejscu, wszystko jest na swoim miejscu. Recepta na zażegnanie kryzysu rodziny wiąże się więc z formacją duchową. Niestety, instytucje Kościoła również ulegają duchowi tego świata, coraz częściej orzekając tzw. unieważnienia małżeństwa. Niemniej Kościół wciąż jest w stanie docierać do młodych ludzi, zwłaszcza poprzez nowe wspólnoty ewangeliczne, przywracając im świadomość, że rodzina jest ich naturalnym powołaniem. To najmniejsza wspólnota, w której celebruje się miłość, ale istnieją też nieporozumienia, osądy, upadki.

    Każdy z nas jest przecież grzesznikiem i nawet najpiękniejsze walentynki tego nie zmienią. Ważne, by trwać w tej rodzinnej wspólnocie, dzieląc się z małżonkiem prawdą i otwierając się na nowe życie. W dzisiejszym świecie takie chrześcijańskie rodziny są szczególnie powołane do dawania świadectwa bliźnim. Nie warto zaczynać od prób prostowania bzdur wygadywanych przez nowoczesnych psychologów, bo to walka z wiatrakami. Lepiej zacząć od siebie.

    «« | « | 1 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    Reklama

    Zachowane na później

    Pobieranie listy

    Reklama

    przewiń w dół