• facebook
  • twitter
  • YouTube
  • Newsletter
  • rss
  • Zakochanie przez klikanie?

    Agata Puścikowska

    |

    GN 01/2007

    dodane 08.01.2007 09:06

    Anka30 i Krzysiek74 klikają do siebie już szósty miesiąc. Planują randkę w „realu”, bo „coś między nimi zaiskrzyło”. Szukających miłości w Internecie jest więcej. Miłości na całe życie?

    Minęły czasy, gdy telewizja, jak największy news, pokazywała ślub zakochanych, którzy poznali się przez Internet. Nikogo nie dziwi, że sieć jest swoistym wielkim biurem matrymonialnym. Tu wejść może każdy: biedny, bogaty, brzydki i piękny, stary i młody, dobry i… zły. A prawdę o sobie powie tylko ten, kto chce. Pokolenie współczesnych trzydziestolatków, „dorobionych”, wykształconych „singli”, w czatach, forach, komunikatorach internetowych czy internetowych biurach matrymonialnych widzi sposób na pustkę uczuciową i szansę na love story w „realu”. No i wielu się zawodzi.

    Samotna, nieśmiała szuka księcia
    To kobiety, według specjalistów, chętniej szukają w sieci „prawdziwej miłości” (kobiety też częściej od mężczyzn uzależniają się od sieci). I to one częściej doznają zawodu… – Wróciłam po studiach do rodziców, do domu – opowiada 28-letnia Marta, historyk sztuki. – I byłam samotna. Gdy zaczynałam internetową znajomość z moim późniejszym narzeczonym, było to niezobowiązujące.

    Marta nie chce podawać nazwiska. Mówi, że teraz jej wstyd: osoba inteligentna, która zna mechanizmy działające w Internecie, dała się ponieść… fantazji. – Kreowałam jego postać, tak jak i on zapewne moją – mówi. – Ale gdy już spotykaliśmy się w „realu”, okazało się, że szczerze potrafiliśmy rozmawiać tylko przez komunikator internetowy. Nie umieliśmy inaczej przekazywać uczuć.

    Po roku znajomości zerwali zaręczyny. – Nie wytrzymaliśmy prawdziwych emocji. Nie umieliśmy sobie z nimi radzić. Nie obarczam „wi- ną” Internetu, bo winni jesteśmy my sami – wchodzimy z nadzieją i nierealnymi oczekiwaniami w wirtualny świat, a rzeczywistość wygląda zupełnie inaczej – wyznaje.
    Katarzyna ma 29 lat, jest romanistką. Również nie chce ujawniać swoich danych: – Trochę obciach, że dałam się w to wciągnąć jak kompletnie zielona licealistka – uśmiecha się. – Ale prawda jest taka, że Internet był lekiem na nieśmiałość i kłopoty w relacjach damsko-męskich. Internet jest anonimowy, więc daje poczucie nieskrępowania. Nie trzeba się od razu ujawniać. Gdy poznałam moją „miłość”, czułam się wybrana, rozentuzjazmowana – miałam namiastkę normalnego uczucia.

    Mężczyźni, tak jak Marcin, handlowiec po trzydziestce, w Internecie szukają najczęściej zabawy, flirtu, sposobu na zabicie nudy. – Gdy poznałem Marzenę, nie chciałem się wiązać na stałe. W „realu” okazało się, że ona tak… Skrzywdziłem ją chyba, choć naprawdę nie chciałem – przyznaje.

    «« | « | 1 | 2 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    Reklama

    Zachowane na później

    Pobieranie listy

    Reklama

    przewiń w dół