Nowy Numer 07/2018 Archiwum

Krajobraz po tragedii

Szok, przerażenie, łzy. Czternastoletnia gimnazjalistka nie żyje. Kto jest winien tej śmierci? Podczas pogrzebu panowała cisza, tylko wiatr mocno owiewał trumnę, jakby chciał coś głośno wykrzyczeć.

Piątek, 20 października. Gimnazjum nr 2 w Gdańsku. Dzień jak każdy inny. W szkole rozpoczynają się lekcje. Podczas jednej z nich z sali wychodzi nauczycielka. Została oddelegowana przez dyrektora szkoły do przygotowania apelu.

Przez dwadzieścia minut pięciu kolegów z klasy znęca się nad Anią. Rozbierają ją, udają, że ją gwałcą. Jeden z nich nagrywa film kamerą w telefonie komórkowym. Zdarzeniu przyglądają się pozostali uczniowie. Nie reagują. Gdy nauczycielka wraca do klasy, Ani już tam nie ma. Uciekła. Jedna z dziewczyn płacze. Pozostali nic nie mówią. Polonistka dowiaduje się w końcu, że koledzy „dokuczali Ani” i dlatego poszła do domu. Nauczycielka dzwoni do domu Ani i rozmawia z bratem.

Po powrocie do domu Ania pomaga mamie sprzątać dom babci, która następnego dnia, w sobotę, ma obchodzić urodziny. Ania na urodziny nie doszła. Wcześniej odebrała sobie życie.

Dlaczego?
Media szybko ustalają przebieg zdarzeń i próbują dochodzić przyczyn. Jedna z gazet pisze, że chłopiec, który poniżył Anię, kochał się w dziewczynie, ale ona nie chciała z nim rozmawiać. Dlatego postanowił ją upokorzyć? Inna przytacza słowa ojca dziewczynki: „Ania była szczególnie wrażliwym dzieckiem. To, co się wydarzyło, było dla niej tak straszne, że jej świat runął”.

Jestem pod szkołą. Lekcje trwają w niej normalnie. W pokoju dyrektora od rana trwa narada. W tym czasie sąd przesłuchuje zatrzymanych chłopców. Wokół szkoły patrole policji, dziennikarze i telewizyjne maszty. Próbuję przyłączyć się do rozmowy. Podchodzę do jednej grupki. – Nie rozmawiamy z nim. To hieny – słyszę głosy uczniów. – Następny, k…, dziennikarz szukający sensacji. Wy tylko żerujecie na czyimś nieszczęściu. Wam, k…, w ogóle nie zależy na prawdzie. Nie gadajcie z nim.

Przeraża mnie głupi śmiech niektórych uczniów. W takim momencie? I kolejny dzwonek na przerwę. Z zamkniętej wciąż dla dziennikarzy szkoły wychodzą kolejni uczniowie. Tym razem nie przez główne drzwi, ale bokiem. Próbuję z nimi rozmawiać. Nie chcą, nie zatrzymują się.

« 1 2 »
oceń artykuł

Zobacz także

Reklama

Reklama

Reklama

Zapisane na później

Pobieranie listy