• facebook
  • twitter
  • YouTube
  • Newsletter
  • rss
  • Nie bój się liberała

    Eliza Michalik, dziennikarka ekonomiczna i polityczna

    |

    GN 41/2006

    dodane 06.10.2006 07:56

    „Liberał” brzmi w Polsce gorzej niż przekleństwo. Od lat wmawia się nam, że liberałowie to nieczułe na ludzką biedę sknery, bezwzględni oszuści i zdemoralizowani złodzieje. Czas rozprawić się z kłamstwami, jakie politycy opowiadają o liberałach.

    Liberał to nie złodziej
    Dla wielu Polaków „liberał” oznacza to samo co „złodziej”. Pewnie dlatego, że jeden z premierów, Jan Krzysztof Bielecki, powiedział kiedyś w wywiadzie, że pierwszy milion trzeba ukraść. Bielecki był pierwszym z długiego łańcuszka polityków, którzy wmawiali ludziom, że bogaty równa się niemoralny.
    Liberałowie często są zamożni, dlatego, zgodnie z przekonaniem wielu Polaków, zapewne musieli kraść.

    W Ameryce i krajach liberalnych, takich jak Irlandia, Wielka Brytania, Kanada, Estonia czy Chile, bogactwo jest synonimem ciężkiej pracy, przedsiębiorczości, odpowiedzialności, rozumu i społecznego prestiżu. U nas ciągle jeszcze powodem do wstydu. Statystyki pokazują, że aż 80 proc. Polaków uważa, iż drogą do zdobycia fortuny jest wygrana w toto-lotka, układy polityczne oraz oszustwo i kradzież.

    Tylko co piąty z nas rozumie, że majątek to najczęściej konsekwencja harówki i wielu bolesnych wyrzeczeń. Czy oznacza to, że nie ma ludzi, którzy dorobili się nieuczciwie? Oczywiście, że są, ale za to nie należy winić liberałów, tylko państwo, które nie potrafi zapewnić obywatelom równego startu i warunków do uczciwej konkurencji, a dzieli obywateli na lepszych i gorszych, tworząc grupy mniej i bardziej uprzywilejowane.

    Hollywoodzki mit milionera: bezwzględnego, pozbawionego ludzkich uczuć oszusta, oddającego się rozpuście i szastającego pieniędzmi, które najczęściej ukradł, obala znana książka „Sekrety amerykańskich milionerów”. Autorzy opisują w niej codzienne zwyczaje i życie najbogatszych Amerykanów.

    Pomijając fakt, że aż 83 proc. milionerów w USA zawdzięcza majątki wyłącznie własnej pomysłowości i ciężkiej pracy, okazuje się, że typowy milioner to człowiek bogobojny, pracujący po 80–100 godzin tygodniowo właściciel firmy betoniarskiej, transportowej czy agencji ubezpieczeniowej, żyjący skromnie, jeżdżący używanym autem, łożący hojnie na dobroczynność, wzorowy mąż i rodzic. Niestety, dowie się o tym niewielu ludzi, bo książka, mimo że szeroko reklamowana, dobrze napisana, podparta danymi oraz anegdotami z życia najbogatszych, cieszy się umiarkowanym zainteresowaniem czytelników, którzy, jak ujął to jeden z krytyków, wolą swoje fałszywe przekonania od „uciążliwej i niewygodnej” prawdy.


    «« | « | 1 | 2 | 3 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    Reklama

    Reklama

    Zachowane na później

    Pobieranie listy

    Reklama

    przewiń w dół