• facebook
  • twitter
  • YouTube
  • Newsletter
  • rss
  • Z normalnej rodziny

    Andrzej Urbański

    |

    GN 36/2006

    dodane 04.09.2006 13:57

    Pokonał Chińczyków, Koreańczyków i Rosjan. Filip Wolski z Gdyni został zwycięzcą XVIII Międzynarodowej Olimpiady Informatycznej.

    To była jego czwarta Międzynarodowa Olimpiada Informatyczna. Z trzech poprzednich, które odbyły się w USA, Grecji i w Polsce, wracał ze złotymi medalami. Trzykrotnie zwyciężał w Ogólnopolskich Olimpiadach Informatycznych i zdobywał puchar Prezydenta Rzeczypospolitej Polskiej dla najlepszego polskiego informatyka. W tym samym okresie wywalczył również 5 złotych i 2 srebrne medale na Olimpiadach Informatycznych Środkowej Europy oraz Bałtyckich Olimpiadach Informatycznych. Sukces w Meksyku ma dla Filipa Wolskiego znaczenie szczególne. Była to jego ostatnia olimpiada i chciał podkreślić swoją pozycję w świecie. Pokonał 351 rywali z 88 krajów, w tym dwóch rewelacyjnych informatyków Jae Hyuna z Korei i Fan Longa z Chin. Teraz jest najlepszym informatykiem na świecie.

    Pierwszy składak
    Gdy w przedszkolu skierowano go na badania psychologiczne, okazało się, że ma ponadprzeciętne zdolności matematyczne. Pierwsze konkursy matematyczne wygrywał już w podstawówce. Wówczas jednak nikt nie zainteresował się jego talentem. Odkrył go dopiero w gimnazjum wyjątkowy nauczyciel informatyki, Ryszard Szubartowski, prezes Stowarzyszenia „Talent”. – Wszystko, co Filip zdobył, osiągnął dzięki swojej pracy – mówi Szubartowski. Pierwszy komputer Filip otrzymał od rodziców w II klasie szkoły podstawowej. – To był taki zwykły składak. Nieco zdezelowany. Wtedy komputery nie były jeszcze tak powszechne jak dzisiaj – opowiada mama Filipa, Iwona Wolska. – Były problemy z uruchomieniem programów. Wówczas syn po raz pierwszy zajrzał do wnętrza i poznał urządzenie od środka – wspomina. – Odkąd pamiętam, Filip zawsze interesował się matematyką. Był bardzo precyzyjny. Gdy podawał godzinę, mówił dokładnie, która jest godzina i minuta. Z sekundami były już problemy, bo za szybko zmieniały się na zegarku – uśmiecha się Iwona Wolska.

    Filip chodził do dużej szkoły podstawowej na gdyńskiej Morenie. Jednej z tych, które nazywa się molochami. Takie szkoły raczej nie są dobrym środowiskiem dla rozwoju wyjątkowo uzdolnionych uczniów. Rodzice wozili go więc na dodatkowe zajęcia z informatyki i matematyki. Filip brał udział w Odysei Umysłu. Wraz z drużyną na jednej z olimpiad zdobył brązowy medal. Później rodzice dowiedzieli się o kółku matematycznym przy III LO w Gdyni. Tam spotkał prof. Kowalczyka. Potem Szubartowskiego. Gdyby nie pedagodzy, którzy potrafili mądrze i z wielkim rozsądkiem prowadzić tego młodego człowieka, kto wie, jak potoczyłaby się jego szkolna kariera.

    Szczęśliwy Meksyk
    Z Filipem rozmawiałem telefonicznie. – Właśnie leżałem na hamaku i odpoczywałem – usłyszałem nieco zaspany głos w słuchawce. Najlepszy na świecie maturzysta informatyk odpoczywa w Meksyku po olimpijskich zmaganiach. – Jestem jeszcze nieco oszołomiony tym zwycięstwem. Bardzo chciałem osiągnąć najlepszy wynik, ale różnie przecież bywa. Oprócz ciężkiej pracy potrzeba jeszcze odrobiny szczęścia. Tym razem uśmiechnęło się ono do mnie – mówi skromnie Filip Wolski. Żartuje, że jeszcze nie otrzymał propozycji pracy od żadnej firmy informatycznej. Za kilka tygodni rozpocznie studia na Uniwersytecie Warszawskim pod opieką jednego z najwybitniejszych polskich informatyków, profesora Krzysztofa Diksa. Studia w Polsce są jego świadomym wyborem. Najlepszy informatyk twierdzi, że w żadnym innym kraju nie znajdzie lepszego wykształcenia w swojej dziedzinie. Zapewnia, że sytuacja w kraju nie zmusi go do emigracji.

    «« | « | 1 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    Reklama

    Zachowane na później

    Pobieranie listy

    Reklama

    przewiń w dół