• facebook
  • twitter
  • YouTube
  • Newsletter
  • rss
  • Akcja błyskawiczna

    Marcin Jakimowicz

    |

    GN 07/2006

    dodane 08.02.2006 09:26

    Karetka przyjechała na miejsce już po czterech minutach. Po chwili nadjechały pozostałe wozy, a dwanaście szpitali przygotowało sale operacyjne. Jeden z nich mógł przyjąć aż 140 osób. To mogło zdarzyć się jedynie na Śląsku. Dlaczego?

    Lekarz Przemysław Guła, jeden z koordynatorów chorzowskiej akcji ratowniczej, widział w życiu niejedno: ratował ofiary zamachów w Izraelu, po trzęsieniach ziemi i powodziach w Turcji, Iranie i Indiach. A jednak to, co zobaczył w Katowicach, zaskoczyło go. - Tak sprawna akcja ratownicza mogła się zdarzyć jedynie na Śląsku - opowiada. Od kilku lat działa tu jedyne w Polsce Centrum Koordynacji Ratownictwa Medycznego na szczeblu wojewódzkim.

    - W każdym momencie akcji wiedzieliśmy, w którym szpitalu są wolne łóżka, stoły operacyjne, stanowiska do intensywnej terapii - zachwalali lekarze pracujący przy katowickiej akcji. Jak wyglądałaby akcja ratunkowa w innym dużym polskim mieście? - Prawdopodobnie wszystkich rannych karetki zwiozłyby do najbliższego szpitala i tym samym przenieśli tam całą katastrofę - rozkładali bezradnie ręce.

    Fenomenem śląskiego systemu jest to, że lokalne władze zorganizowały działania ratownicze, mimo że nie było ustawy, która to reguluje. - To, co zrobiono na Śląsku, jest unikatową rzeczą w Polsce. Nikt nie czekał na dyrektywy z Warszawy - podkreślał minister zdrowia Zbigniew Religa.

    45 tysięcy akcji na rok
    Od 2002 roku w Katowicach działa Wojewódzkie Centrum Koordynacji Ratownictwa Medycznego. W jego siedzibie w Komendzie Wojewódzkiej Państwowej Straży Pożarnej non stop dyżuruje kilka osób.
    Mają ręce pełne roboty. W ubiegłym roku interweniowali 398 razy. - Nie są to jednak tak spektakularne akcje jak przy zawaleniu się hali wystawowej. Taka sytuacja zdarza się raz w życiu - opowiada lekarz koordynator Wojciech Brachaczek. - Na co dzień służymy pomocą pogotowiu ratunkowemu, policji, Centrum Zarządzania Kryzysowego, szpitalom. Bo do nas nie dzwonią ludzie z ulicy, ale jedynie te jednostki, które już podjęły działania, ale mają zbyt mały zasób sił i środków. Na przykład gdy jakiegoś pacjenta trzeba umieścić na oddziale intensywnej terapii, my pomagamy załatwić to miejsce. Mamy bazę danych szpitali i przekazujemy pogotowiu, gdzie jest wolne łóżko.

    Sporo pracy mają również strażacy. Co roku w województwie śląskim interweniują około 45 tysięcy razy. W ogromnej większości, bo w 97 proc., są to zdarzenia, w których zagrożenia likwidowane są siłami ratowniczymi jednego powiatu. Co trzydziesta interwencja wymaga jednak zaangażowania szczebla wojewódzkiego. Oznacza to, że taka sytuacja zdarza się czasami kilka razy dziennie.

    «« | « | 1 | 2 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    Reklama

    Zachowane na później

    Pobieranie listy

    Reklama

    przewiń w dół