Gość Niedzielny. Tygodnik Katolicki

Gość Niedzielny

pogoda Katowice 25°C
$ USD 3,3928 EUR 4,3322 Fr CHF 3,6070 £ GBP 5,3656 waluty

Klątwa pod choinkę

dodane 2006-01-11 14:34

Marcin Jakimowicz

GN 03/2006 |

Dlaczego tarot, który dołączany jest dziś do kolorowych pism dla pań, zwany był przez wieki „Biblią szatana”? Czy jest rzeczywiście niebezpieczny? Zagrajmy w otwarte karty.

Klątwa pod choinkę   Henryk Przondziono

Karty chodziły za mną krok w krok
Rozkładałem karty, ale nie były one dla mnie abstrakcją. Szukałem w nich konkretnych odpowiedzi. Działo się to wszystko przed moim nawróceniem, w momencie gdy kompletnie nie wiedziałem, dokąd zmierza moje życie. Szukałem rozwiązania w kabale.

Wszyscy mistrzowie tarota mówią, że nie można go rozkładać zbyt często. Ja nie przejmowałem się tym. Gdy nie uzyskałem odpowiedzi, której oczekiwałem, rozkładałem karty po raz drugi, trzeci, czwarty. W pewnym momencie doszedłem do tego, że chciałem zrobić swoje karty. By to uczynić, musiałem mieć przemedytowane arkana mniejsze i większe. Taka medytacja polega na tym, że ma się przed oczami jedną kartę, wizualizuje się ją. Pierwszy alarm zaczął się wtedy, gdy zacząłem medytować nad pewną kartą. Była to dziewiątka, postać eremity. Doznałem takiego przerażającego stanu, że wszędzie, gdzie przychodziłem, widziałem symbole z tej karty. Medytowałem postać eremity w niebieskim stroju, a później przychodziłem do miejsc, gdzie wszystko przypominało mi tę kartę, spotykałem ciągle ludzi w niebieskich koszulach. Nie widziałem już rzeczywistości, wszędzie widziałem kartę tarota. Zaczęło mnie to prześladować. Eremita nie był już papierową kartą, stawał się całym moim światem. Widziałem go wszędzie.

Zacząłem się bać
Bo tarot nie jest niewinny. Zaczyna dotykać całego twojego życia, wszystkich twoich wyborów. Same rozłożenie kart powoduje, że człowiek przestaje myśleć samodzielnie. Zaczyna szukać na zewnątrz tego, co ujrzał w kartach. Zatraca się, nie podejmuje już żadnej decyzji sam.

W pewnym momencie karty zaczęły pojawiać się w moich snach. Rozkładałem je kilka razy dziennie, a potem tylko szukałem tego, co w nich ujrzałem. Próbując rysować karty, tworzyłem jakieś obrazy, a później spotykałem na przykład tak samo ubrane osoby. W końcu zacząłem w domu wyczuwać jakiś konkretny byt. Czułem bardzo intensywnie obecność osoby, którą narysowałem. Wiem, że wydaje się to nieprawdopodobne, ale takie miałem doświadczenie. Nigdy dotąd nie bałem się, ale wtedy odczułem potworny lęk. Nie chciałem mieszkać sam. Uciekłem do mamy. Dostałem obłędu, dosłownie. Łączyłem wtedy tarota z medytacjami nad szlachetnymi kamieniami. Na szczęście w pewnym momencie poznałem kogoś, kto ostro powiedział mi, że powinienem z tym wszystkim skończyć. Pamiętam świetnie dzień, gdy pojechałem do lasu, spaliłem i głęboko zakopałem wszystkie karty, książki i zapisane przeze mnie kabały. Poczułem ogromną ulgę.

«« | « | 1 | 2 | 3 | » | »»

Wykop

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Znajdź info z dnia

N P W Ś C P S
29 30 1 2 3 4 5
6 7 8 9 10 11 12
13 14 15 16 17 18 19
20 21 22 23 24 25 26
27 28 29 30 31 1 2
3 4 5 6 7 8 9
Pobieranie...

Dodatki specjalne