• facebook
  • twitter
  • YouTube
  • Newsletter
  • rss
  • Ropne zapalenie

    Sebastian Musioł

    |

    GN 36/2005

    dodane 01.09.2005 22:32

    Więcej niż połowa ceny benzyny to podatki. Zamiast płacić niespełna 2 złote za litr, lejemy do baków paliwo za 4,25 zł. A może być jeszcze drożej.

    Przed tygodniem kraj obiegła sensacyjna wiadomość, że na stacji w podkarpackim Jarosławiu sprzedawana jest benzyna po 1,89 zł za litr. Właściciel stacji umieścił przy dystrybutorze informację, że cenę paliwa „pomniejszono o kwotę, którą normalnie zabiera państwo”. Ta demonstracja, choć niezgodna z prawem, uzmysławia kierowcom, jak bardzo przepłacają za – i tak drożejące – paliwo.

    Dlaczego drożeje?
    Ceny ropy w ostatnich tygodniach poszybowały w historyczne przestworza. Padały bariery 65, 66, a wreszcie 68 dolarów. Kwestią dni wydaje się osiągnięcie poziomu 70 dolarów za baryłkę. Co zresztą zapowiedział przed miesiącem wiceminister ropy Iranu. Obecnie najbardziej pożądany surowiec świata na giełdzie nowojorskiej jest o 42 proc. droższy niż na początku roku. Niektórzy analitycy wieszczą wręcz, że ceny – skoro nie mają żadnego związku z faktyczną sytuacją na rynkach – mogą zwyżkować aż ku 80, a nawet 120 dolarów za baryłkę!

    Dla kierowców w Polsce wyznacza to mroczną perspektywę tankowania paliwa kosztującego ponad 5 złotych za litr. Pierwszy powód drożyzny paliwowej jest oczywisty: napięta sytuacja w Zatoce Perskiej, gdzie znajdują się najbogatsze złoża ropy. Nie ma co liczyć, że Organizacja Krajów Eksportujących Ropę Naftową OPEC zwiększy wydobycie, ograniczając w ten sposób własne zyski. A kraje nienależące do OPEC, takie jak Norwegia, Rosja czy Wielka Brytania, nie są w stanie zwiększyć produkcji, bo osiągnęły próg technologicznych możliwości.

    Do tego w szybkim tempie kurczą się zapasy. Wystarczy awaria rafinerii w Teksasie czy Wenezueli, albo huragan w Zatoce Meksykańskiej, aby giełda wariowała. Bo – i to jest drugi powód – globalny popyt na energię i surowce również osiągnął szczyty. Mało kto spodziewał się, że głównym konsumentem paliw staną się Chiny i Indie. Azjatyckie giganty potrzebują ich coraz więcej z powodu ogromnych inwestycji, ale także dlatego, że błyskawicznie rośnie tam liczba samochodów. Według danych Banku Światowego, obecnie liczba obywateli Chin, których można uznać za aktywnych konsumentów sięgnęła 100 milionów. Są to osoby, które na zakupy wyjeżdżają do europejskich stolic, stać ich także na zakup nowych samochodów, co zwiększa popyt na produkty ropopochodne.

    «« | « | 1 | 2 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    Reklama

    Zachowane na później

    Pobieranie listy

    Reklama

    przewiń w dół