• facebook
  • twitter
  • YouTube
  • Newsletter
  • rss
  • Nie ma drogi na skróty

    Tomasz Rożek

    |

    GN 49/2010

    dodane 13.12.2010 08:11

    Z prof. dr. hab. n. med. Wiesławem Jędrzejczakiem, kierownikiem Katedry i Kliniki Hematologii, Onkologii i Chorób Wewnętrznych Warszawskiego Uniwersytetu Medycznego, konsultantem krajowym w dziedzinie hematologii, rozmawia Tomasz Rożek.

    Tomasz Rożek: W Marsylii zakończył się właśnie Światowy Kongres Krwi Pępowinowej. Znalazłem ulotkę tej konferencji, a w niej informację, że krew pępowinowa jest skuteczną terapią w leczeniu chorób hematologicznych, onkologicznych, metabolicznych i immunologicznych. Wygląda to tak, jakby dało się dzięki niej wyleczyć wszystko.
    Prof. Wiesław Jędrzejczak: – Trzeba rozróżnić dwie rzeczy. Krew pępowinowa jest wykorzystywana jako zamiennik szpiku i komórek krwiotwórczych uzyskanych z krwi obwodowej dorosłych dawców. Jest wykorzystywana w leczeniu tych chorób, które są leczone komórkami ze szpiku. Natomiast zupełnie inną rzeczą jest rozpowszechnione komercyjnie bankowanie własnej krwi jako tzw. polisy na życie, jako źródła komórek macierzystych, które być może kiedyś w przyszłości będą wykorzystywane do celów regeneracyjnych. Dzisiaj nie ma to żadnego praktycznego znaczenia.

    Ktoś, kto zachorował na białaczkę, zamiast mieć przeszczep szpiku kostnego, może otrzymać krew pępowinową?
    – Tak, oczywiście nie swoją, lub bardzo rzadko swoją. Jeżeli ktoś nie ma rodzinnego dawcy szpiku, możemy dla niego znaleźć dawcę niespokrewnionego albo poszukać w którymś z publicznych banków odpowiednią krew pępowinową.

    Tylko że to potwornie niepraktyczne... Przecież krew pępowinową można pobrać tylko przy porodzie, a szpik przez całe życie.
    – To ma wady i zalety. Wprawdzie krew pępowinową można pobrać tylko raz w życiu przy porodzie, ale jeśli się ją pobierze, spoczywa w banku i w każdym momencie jest dostępna. Natomiast jeśli zrekrutujemy dawcę, nie pobieramy jego szpiku, tylko umieszczamy o nim informację w bazie. Ten dawca prowadzi własne normalne życie. Może zachorować, może ulec wypadkowi, może zajść w ciążę, a to wszystko może spowodować, że może nie móc być już dawcą wtedy, kiedy znajdzie się odpowiedni dla niego biorca. W przypadku krwi pępowinowej tego problemu nie ma. Są za to inne. Jej dawcą jest maleńki człowiek, który zostawia po porodzie w sznurze pępowinowym i łożysku przeciętnie tylko 100 ml krwi. To mało, gdyż potrzeba około 3 ml na kilogram biorcy.

    Czyli krew pępowinowa to jest ta sama krew, która krąży w żyłach noworodka?
    – Tak.

    «« | « | 1 | 2 | 3 | 4 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    Reklama

    Reklama

    Zachowane na później

    Pobieranie listy

    Reklama

    przewiń w dół