• facebook
  • twitter
  • YouTube
  • Newsletter
  • rss
  • Smok spod Lublińca

    Przemysław Kucharczak

    |

    GN 32/2008

    dodane 06.08.2008 09:34

    Pierwszy dinozaur w Polsce odkryty! W cegielni w Lisowicach na Górnym Śląsku palenotolodzy odkryli kości gada długiego na 5 metrów, z półmetrową czaszką i strasznymi zębami długości 7 centymetrów. Roboczo nazwali go smokiem z Lisowic.

    Według polskich naukowców, smok jest praprzodkiem słynnego tyranozaura rexa. Uważają, że to najstarszy na świecie z dotąd odnalezionych dinozaurów z grupy teropodów. – Smok szybko biegał na tylnych kończynach – ocenia dr Tomasz Sulej z Instytutu Paleobiologii PAN w Warszawie. – Miał bardzo wąską miednicę i dzięki temu w czasie biegu nie kołysał się zbytnio na boki. Był drapieżnikiem. Przednimi kończynami prawdopodobnie chwytał i przyciągał do siebie ofiarę – wyjaśnia.

    Dziobaty kontra smok
    Pierwsze w Polsce kości dinozaura – to brzmi dumnie. Po filmie „Park Jurajski” to dinozaury, spośród wszystkich wymar-łych zwierząt, najbardziej zawładnęły wyobraźnią ludzi. Ale choć to ważne odkrycie, dla światowej nauki jeszcze większą wartość może mieć znalezienie obok szczątków smoka kości innego zwierzęcia. Stworzenia, które miało w kłębie 2 metry wysokości, a roślinne pożywienie rozcierało masywnym dziobem. I które jest z nami, ludźmi, o wiele bliżej spokrewnione niż dinozaury. Tym stworzeniem jest gad ssakokształtny – dicynodont. Naukowcy znajdowali dotąd kości dicynodontów tylko w Ameryce. – A tu nagle okazuje się, że one żyły sobie też na tere-nie Europy. W dodatku nasz dicynodont to największy gad ssakokształtny, jakiego kiedykolwiek na świecie znaleziono – mówi dr Tomasz Sulej. Masywną budową ciała śląski dicynodont przypominał dzisiejszego hipopotama – ale był od niego większy. W triasowym lesie, wśród skrzypów, widłaków i płożących się paproci, młode albo chore dicynodonty mogły padać ofiarą potwornego smoka z Lisowic. Ale dorosłe, ze względu na swoje rozmiary, być może umiały się obronić – podobnie jak dzisiaj lew nie potrafi upolować słonia. Paleontolodzy po odkryciu kości dicynodonta w Lisowicach osłupieli. A to dlatego, że według panującego do dziś w nauce przekonania, takie zwierzę w tym czasie w ogóle nie miało prawa istnieć.

    Wstrzymał się z wymieraniem
    Powinno nie istnieć, bo duże gady ssakokształtne miały przecież nagle wyginąć w czasie wielkiego wymierania w triasie, około 215 mln lat temu. Naukowcy podejrzewali dotąd, że to wymieranie zostało wywołane przez jakąś gigantyczną katastrofę, na przykład uderzenie w Ziemię potężnego meteorytu. Zwolennicy tej teorii zdążyli już nawet znaleźć krater po tym meteorycie... Przekonywali, że wielkie zwierzęta padły jak muchy w momencie kataklizmu. Albo najdalej w ciągu następnych miesięcy, gdy nie umiały znaleźć jedzenia w spalonych lasach, pod niebem przesłoniętym zasłoną z dymu. Wielkie gady ssakokształtne, które wtedy zniknęły, padły ofiarą tamtej katastrofy – głosili zwolennicy teorii katastrof. W ten sposób tłumaczyli fakt, że w następnej epoce dominację zdobyły na Ziemi dinozaury. Tymczasem polscy paleontolodzy znaleźli największego z gadów ssakokształtnych, który żył dobre 10 mln lat po tej domniemanej katastrofie! – Znalezione przez nas kości pochodzą sprzed około 205 mln lat. To odkrycie obala hipotezę wielkiego wymierania – twierdzi dr Tomasz Sulej. Polacy przedstawiają dowody, że żadnego nagłego „wielkiego wymierania” wcale w triasie nie było. Zagłada części królujących dotąd gatunków musiała być bardzo rozciągnięta w czasie. Trwało to, jak się okazuje, całe miliony lat.

    «« | « | 1 | 2 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    Reklama

    Reklama

    Zachowane na później

    Pobieranie listy

    Reklama

    przewiń w dół