• facebook
  • twitter
  • YouTube
  • Newsletter
  • rss
  • Zapraszam do lektury nowego numeru Gościa

    ks. Marek Gancarczyk, redaktor naczelny

    |

    GN 24/2006

    dodane 08.06.2006 09:22

    Czy wśród duchownych byli agenci? Byli. Ilu ich było? Specjaliści mówią, że około 10 procent. Dużo to, czy mało? Oczywiście, że dużo! O 10 procent za dużo.

    Najlepiej, gdyby żaden duchowny nie pozwolił złamać się peerelowskiej Służbie Bezpieczeństwa. Ale jeżeli powyższe dane są prawdziwe, to jednocześnie wynika z nich, że 90 procent księży wyszło obronną ręką ze starcia z komunistycznym systemem. A każdy ksiądz, bez jednego wyjątku, znajdował się w kręgu zainteresowań oficerów SB. Już na pierwszym roku każdy kleryk miał swoją teczkę.

    Kościół w tamtych czasach był najbardziej atakowaną instytucją. Trzeba o tym ciągle przypominać, by nie doszło do zafałszowania historii. A może tak się stać w natłoku informacji o prawdziwych czy rzekomych księżach-agentach. Dlatego każdą publiczną rozmowę, każdy prasowy artykuł poświęcony lustracji warto zaczynać od przypomnienia tych faktów.

    By u nikogo nie pojawił się nawet cień wątpliwości, że generalnie to Kościół był ofiarą. Mając przed oczami niezliczone jasne karty Kościoła, łatwiej rozmawiać o tych ciemnych. Choć i tak ta rozmowa jest i będzie trudna. Grzech zawsze sprawia ból. Ks. Artur Stopka, komentując wydarzenia związane z osobą ks. Tadeusza Isakowicza-Zaleskiego, bardzo trafnie zatytułował swój artykuł „Między heroizmem a bestialstwem”.

    «« | « | 1 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    Reklama

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Reklama

      Zachowane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół