• facebook
  • twitter
  • YouTube
  • Newsletter
  • rss
  • Zapraszam do lektury Gościa

    Leszek Śliwa, redaktor prowadzący

    |

    GN 11/2006

    dodane 08.03.2006 09:13

    Tam, na Zachodzie, prawie w ogóle nie ma księży, zwłaszcza młodych – opowiada większość osób wracających z wakacyjnych wojaży. Chyba każdy słyszał takie opinie.

    Przypomniałem je sobie teraz, kiedy przeczytałem wywiad Przemysława Kucharczaka z ks. Andrzejem Halembą (s. 20–21). To, co mówi ten pracujący na misjach w Afryce kapłan, bardzo mnie zaskoczyło. Okazuje się, że Polska, gdzie w porównaniu z Europą Zachodnią na brak powołań kapłańskich na szczęście nie możemy narzekać, w ilości misjonarzy ustępuje wielu państwom. Hiszpanie i Włosi wysyłają na misje kilka razy więcej osób niż my. Mało tego. Wyprzedzają nas nawet Francuzi i Belgowie, którzy podobno są bardzo zeświecczeni. Jak to możliwe?

    „My, niestety, zamknęliśmy chrześcijaństwo za wysokim murem. I tak sobie na niego patrzymy, polerujemy go, cieszymy się nim” – mówi ks. Halemba. Te gorzkie słowa dotyczą nas wszystkich, nie tylko księży. Włoscy i hiszpańscy misjonarze mają w swych krajach grupy wsparcia modlitewnego, konkretnych ludzi modlących się za konkretnego, wybranego kapłana.

    Ze swoją grupą wsparcia misjonarz utrzymuje stały kontakt. Może warto by było czasem skorzystać z obcych, dobrych wzorów. Tak jak kiedyś wszyscy misjonarze z bardzo dobrym skutkiem wzorowali się na nowatorskich pomysłach hiszpańskiego jezuity, św. Franciszka Ksawerego (pisze o tym Sebastian Musioł na s. 18–19).

    «« | « | 1 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    Reklama

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Reklama

      Zachowane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół