Nowy numer 21/2018 Archiwum

W polityce jest miejsce na sumienie

O realizacji przez rząd Zjednoczonej Prawicy katolickiej nauki społecznej oraz roli Kościoła w historii Polski mówi wicepremier, minister nauki i szkolnictwa wyższego Jarosław Gowin.

Bogumił Łoziński: Jaki jest cel projektu „Polonia Restituta. Dekalog dla Polski w 100-lecie niepo­dległości”, który realizuje Ministerstwo Nauki i Szkolnictwa Wyższego wraz z Radą ds. Społecznych Konferencji Episkopatu Polski?

Jarosław Gowin: Rząd zdecydował, że każde ministerstwo uczci setną rocznicę odzyskania niepodległości przez nasz kraj w sposób, który uważa za właściwy. Długo zastanawialiśmy się, jak ma to zrobić resort nauki, i doszliśmy do wniosku, że w obchodach tego wydarzenia najważniejsze jest spojrzenie w przyszłość; namysł nad tym, jaka powinna być Polska. W gronie moich współpracowników pojawiła się propozycja, aby na przeszłość, teraźniejszość i przyszłość Polski spojrzeć z perspektywy katolickiej nauki społecznej (KNS).

Dlaczego akurat spojrzeć z tej perspektywy?

Bardzo w Polsce potrzebujemy – my, politycy, i ogół społeczeństwa – pogłębionej refle­ksji nad tym, dokąd i po co zmierzamy, jakie wartości powinny towarzyszyć naszemu życiu zbiorowemu, na podstawie jakich wartości przebudowywać nasze państwo. Ze względu na niepowtarzalną rolę, nieporównywalną z jakąkolwiek instytucją w naszych dziejach, którą odgrywa od przeszło tysiąca lat Kościół katolicki, uznaliśmy, że Polsce tu i teraz przyjrzymy się przez pryzmat tego nauczania, którym kierowały się pokolenia naszych przodków.

Jakie elementy Katolickiej Nauki Społecznej realizuje rząd Zjednoczonej Prawicy?

Na pewno są obszary, w których lepiej niż poprzednikom udało się zbliżyć do wskazówek, które formułuje KNS. Przykładem jest polityka wspierania rodziny. Zarówno rodziny w ogóle, jak i konkretnych rodzin, i to nie tylko znajdujących się w trudnym położeniu materialnym. Dotychczas nikt w Polsce nie działał na taką skalę, żeby wesprzeć tych, którzy po prostu wychowują dzieci.

Praktyka polityczna naszego rządu bardzo mocno zorientowana jest na solidarność społeczną. PiS-owi zarzuca się (nawet ja sam czasami mam to za złe moim przyjaciołom z tego ugrupowania), że uprawia politykę socjalną. Można się z nią zgadzać lub ją krytykować, ale według mnie czerpie ona inspirację wprost z KNS.

Nasz obóz polityczny jest też bliski wizji integracji europejskiej, która wyłania się z nauczania Kościoła. Mam na myśli koncepcję Europy ojczyzn, jedności w różnorodności, a nie zunifikowanego superpaństwa, które lekceważy różnice narodowe, niszczy pluralizm kultur i wartości, przymusowo narzucając jeden słuszny model.

Które elementy KNS powinien podjąć rząd?

Nawet o krok nie posunęliśmy się w zmniejszaniu głębokich podziałów w naszym społeczeństwie. KNS wzywa do jedności, do budowania pomostów, szukania porozumienia i kompromisów. Tego typu postawa należy niestety do rzadkości, i to po wszystkich stronach sceny politycznej.

Zjednoczonej Prawicy zarzuca się, że ma problem z realizacją innej fundamentalnej zasady KNS – pomocniczości, czyli nieingerowania władzy wyższego szczebla w pracę niższego. Niektórzy twierdzą, że Prawo i Sprawiedliwość, budując silne, scentralizowane państwo, ingeruje w takie obszary, które powinny być autonomiczne, np. w działalność organizacji pozarządowych.

Nie bagatelizuję tych zarzutów. Dla mnie zasada pomocniczości to fundament polityki. Państwo, które ją narusza, zbyt głęboko ingerując w życie jednostek, rodziny czy lokalnych wspólnot, zagraża wolności. Dlatego też w działaniach obozu rządowego potrzebujemy refleksji nad optymalnym dla Polski modelem państwa. Według mnie powinno być ono silne, bo słabe do niczego nie jest obywatelom potrzebne, ale równocześnie ograniczone tam, gdzie inicjatywę mogą i powinni przejąć obywatele czy samorządy.

Natomiast zupełnie nie zgadzam się z zarzutem dotyczącym ingerowania w działalność organizacji pozarządowych. Blisko współpracuję z wicepremierem Piotrem Glińskim, który nie tylko jako polityk, ale również jako naukowiec jest zafascynowany tematem społeczeństwa obywatelskiego. Nieprzypadkowo powołał on Narodowy Instytut Wolności – Centrum Rozwoju Społeczeństwa Obywatelskiego, którego celem jest wspieranie organizacji pozarządowych, a nie narzucanie im jakiejś sztancy czy tworzenie grupy uprzywilejowanych podmiotów.

Zarzut preferowania organizacji konserwatywnych bierze się stąd, że nasz rząd stara się wprowadzić równowagę, która została poważnie naruszona w poprzednich latach. Organizacje o światopoglądzie lewicowym czy liberalnym miały łatwiejszy dostęp (niż np. organizacje pro life) zarówno do funduszy unijnych, jak i do środków budżetowych. My staramy się nie popadać w drugą skrajność, ale jesteśmy zdeterminowani, aby te proporcje wyrównywać.

Poruszył Pan sprawę ochrony życia. W Sejmie procedowany jest projekt komitetu Zatrzymać Aborcję, który przewiduje likwidację prawa do aborcji z powodów eugenicznych. Zagłosuje Pan za tą propozycją?

W tej sprawie w obozie Zjednoczonej Prawicy nie wprowadzimy dyscypliny. Rozstrzygać będzie indywidualnie każdy polityk w swoim sumieniu. Ja opowiem się za zakazem aborcji eugenicznej.

Resort nauki i szkolnictwa wyższego podejmuje refleksje nad realizacją KNS w naszym życiu społecznym i politycznym, a w Polsce są nurty lewicowe, które domagają się, aby Kościół ze swoim nauczaniem nie był obecny w życiu publicznym. Spodziewa się Pan z ich strony protestów?

Demokracja i pluralizm mają swoje prawa. Dlatego również obywatele, którzy uważają Kościół i chrześcijaństwo za coś szkodliwego, cieszą się swobodą artykułowania swoich poglądów. Ja się z nimi głęboko nie zgadzam i zamierzam się im przeciwstawiać, ale nigdy nie przyszłoby mi do głowy, aby ograniczać ich prawo do wyrażania opinii. Tyle że takim samym prawem dysponują ci, którzy inspirują się katolicką nauką społeczną. I proszę to uszanować. Przypominam też, że bez ludzi o chrześcijańskim światopoglądzie, zainspirowanych Ewangelią i nauczaniem Kościoła, nie powstałaby Unia Europejska ani nie doszłoby do rewolucji Solidarności w sierpniu 1980 r. czy upadku komunizmu. Poza tym nasz projekt w żadnym razie nie jest upartyjniony ani nie narusza zasady autonomii państwa i Kościoła. Pozwala po prostu na wspólną refleksję wielu kręgów, ze środowiskiem akademickim na czele, którym bliska jest chrześcijańska tożsamość i troska o dobro wspólne. Troska o wszystkich obywateli, nie tylko wierzących.

Notabene w moim przekonaniu współczesna myśl lewicowa jest kompletnie jałowa, obsesyjnie koncentruje się na seksualności. Nawet wychodząc czasem z trafnej diagnozy, że we współczesnym świecie sytuacja kobiet jest trudniejsza, lewica operuje niezwykle spłyconą koncepcją relacji kobieta–mężczyzna. A rodzinę pojmuje w sposób głęboko zdehumanizowany. Ideologię gender uważam wprost za szkodliwą, podobnie jak większość elementów związanych z tzw. polityczną poprawnością.

Krytykuje Pan ideologię gender, ale rząd nie wypowiada konwencji antyprzemocowej, która na tej ideologii jest oparta. Ten dokument mężczyznę traktuje jako oprawcę kobiet, a rodzinę, tradycję czy Kościół – jako źródło przemocy.

Uznaliśmy, że w tej kadencji skoncentrujemy się na pozytywnych działaniach promujących rodzinę i nie będziemy wchodzić w spory o charakterze ideologicznym. Dotyczy to nie tylko konwencji antyprzemocowej, ale także ustawy o in vitro, którą uważam za równie dewastującą. Pozostawienie w mocy tych dwóch aktów prawnych jest trudnym kompromisem, ale wierzę, że w następnej kadencji do tych spraw powrócimy.

Projekt „Polonia Restituta…” ma również analizować przeszłość. Jak określiłby Pan rolę Kościoła w 1918 r., a także w późniejszych trudnych momentach naszej historii?

Wyróżnikiem roli Kościoła w historii Polski jest bardzo bliski związek z narodem, bez popadania w apologię nacjonalizmu. Owszem, w okresie międzywojennym, po traumie rozbiorów, wątki nacjonalistyczne w polskim katolicyzmie zaczęły pobrzmiewać, ale nawet wtedy, w przedsoborowym Kościele, jeszcze nie akceptującym zasady autonomii państwa i Kościoła, nie był to nurt dominujący. Według mnie polski katolicyzm, zwłaszcza od czasu pontyfikatu św. Jana Pawła II, ma rys naprawdę uniwersalistyczny. Słysząc głosy krytyki pod adresem Kościoła ze strony środowisk lewicowych, mam często wrażenie, jakby polemizowały one z jakimś wytworem swojej zranionej wyobraźni. Dobrą ilustracją tego zjawiska są zarzuty, że Kościół popiera nasz rząd w kwestii imigrantów. Tymczasem muszę powiedzieć, że nigdy w życiu nie dostawałem bury od biskupów tak często jak za politykę, którą rząd prowadzi na tym polu.

To dlatego, że pomoc uchodźcom jest bezpośrednią realizacją nakazu Chrystusa o przyjmowaniu przybyszów.

KNS przeniknięty jest duchem realistycznej wizji natury ludzkiej i polityki. Ludzie rządzący państwem mają obowiązek troszczyć się o własną wspólnotę, naród. Naszą politykę w sprawie imigrantów uważam za słuszną i w rozmowach z biskupami z pełnym przekonaniem jej bronię.

W jaki sposób korytarze humanitarne dla ofiar wojny w Syrii, których stworzenie postuluje nasz episkopat, mogą zagrozić bezpieczeństwu Polaków?

Korytarze to inna kwestia. Nie ukrywam, że tu doświadczam głębokiej rozterki, gdyż osobiście opowiadam się za ich uruchomieniem. Wyrażam tę opinię nie jako przedstawiciel rządu, ale jako człowiek i obywatel Jarosław Gowin, gdyż jako członek Rady Ministrów poczuwam się do lojalności wobec decyzji całego gremium. Wielokrotnie na te tematy dyskutowaliśmy i ciągle jeszcze przeważa opinia, że należy przede wszystkim kierować się kwestiami bezpieczeństwa. Nasze służby obawiają się, że uruchomienie korytarzy mogłoby otworzyć puszkę Pandory. Z bólem przyjmuję to stanowisko do wiadomości, ale nie tracę nadziei.

W ramach projektu „Polonia Restituta…” odbędzie się 10 ogólnopolskich konferencji naukowych, a na zakończenie – międzynarodowy kongres na temat sumienia i odpowiedzialności w życiu publicznym. Pan mówi, że zajmuje inne stanowisko w sprawie imigrantów jako człowiek, a inne jako członek rządu – i to drugie musi zaakceptować. Czy w takim razie jest miejsce na sumienie w dzisiejszej polityce?

To rozdarcie wpisane jest w naturę polityki. Max Weber w swoich rozważaniach o etyce politycznej tłumaczy, że inna jest odpowiedzialność człowieka, który odpowiada tylko za siebie – w związku z tym powinien kierować się, mówiąc właśnie językiem weberowskim, etyką przekonań, być absolutnie wierny swoim poglądom. Natomiast inna jest odpowiedzialność polityka, który musi przede wszystkim zwracać uwagę na ogólnospołeczne skutki swoich decyzji – kierować się nie tyle etyką przekonań, ile etyką odpowiedzialności. Oczywiście tych dwóch imperatywów moralnych nie należy przeciwstawiać, trzeba szukać jakiegoś punktu równowagi między nimi. W tym poszukiwaniu, zgodnie zresztą z KNS, busolą ma być sumienie, które jest głosem Boga w naszej duszy.

W związku z dyskusją o ustawie chroniącej dobre imię Polski przed przypisywaniem naszemu państwu i narodowi udziału w zbrodniach dokonanych przez nazistowskie Niemcy pojawiły się oskarżenia, że Polacy są antysemitami, rasistami itp. Te zarzuty są uzasadnione?

Uważam je za głęboko niesprawiedliwe. Jednoznacznie popieram wszystkie działania obozu rządowego, które służą obronie polskiego narodu i państwa przed haniebnymi zarzutami o współodpowiedzialność za Holokaust. Co do ustawy – będziemy przyglądać się temu, jak funkcjonuje w praktyce, i jeśli zajdzie taka potrzeba, jesteśmy gotowi na pewne modyfikacje.

Nieugięcie broniąc dobrego imienia Polski, nie możemy jednak przymykać oczu na ekscesy antysemickie, które przy okazji tego sporu doszły do głosu. Z taką samą determinacją powinniśmy zarówno przeciwstawiać się antypolonizmowi, który występuje w różnych krajach Europy i świata, także w środowiskach żydowskich, jak i wypleniać wszelkie zarazki antysemityzmu u siebie. Jak każda forma rasizmu, z punktu widzenia chrześcijanina antysemityzm jest grzechem, a biorąc pod uwagę niewyobrażalną tragedię Żydów w czasie Holokaustu – skandalem moralnym.

Ministerstwo nauki otwiera debatę na temat realizacji społecznego nauczania Kościoła w życiu publicznym. Jakimi elementami KNS chce w sposób szczególny kierować się resort, którym Pan zarządza?

Podam konkretny przykład: reformę całego systemu nauki i szkolnictwa wyższego, zwaną Konstytucją dla Nauki, przygotowaliśmy w ramach dialogu społecznego, tak ważnego z punktu widzenia Kościoła, i to dialogu na skalę dotychczas w Polsce niespotykaną, respektującego też zasadę pomocniczości. Samo środowisko akademickie opracowało trzy alternatywne scenariusze zmian, o których przez niemal dwa lata dyskutowaliśmy m.in. podczas serii konferencji z udziałem kilku tysięcy ludzi. W efekcie nawet Komisja Europejska postawiła nas za wzór dla innych, jak przeprowadzać wielkie reformy. Bardzo chciałbym, aby model uczciwego i otwartego dialogu na stałe przyjął się w naszym kraju. Mimo różnic Polacy powinni ze sobą rozmawiać. Nieustanna wojna to droga donikąd. •

Jarosław Gowin

jest wiceprezesem Rady Ministrów, ministrem nauki i szkolnictwa wyższego, prezesem Porozumienia. Twórca Wyższej Szkoły Europejskiej im. ks. Józefa Tischnera w Krakowie, doktor filozofii, publicysta. Ma 57 lat, żonę i troje dzieci.

« 1 »
oceń artykuł