Reklama

    Nowy numer 20/2018 Archiwum

Pod drzewem krzyża

Mojżesz umieścił na palu miedzianego węża, gdy Izraelici ginęli na pustyni z powodu ukąszeń tych gadów.

«Jak Mojżesz wywyższył węża na pustyni, tak trzeba, by wywyższono Syna Człowieczego, aby każdy, kto w Niego wierzy, miał życie wieczne. Tak bowiem Bóg umiłował świat, że Syna swego Jednorodzonego dał, aby każdy, kto w Niego wierzy, nie zginął, ale miał życie wieczne. Albowiem Bóg nie posłał swego Syna na świat po to, aby świat potępił, ale po to, by świat został przez Niego zbawiony. Kto wierzy w Niego, nie podlega potępieniu; a kto nie wierzy, już został potępiony, bo nie uwierzył w imię Jednorodzonego Syna Bożego.

A sąd polega na tym, że światło przyszło na świat, lecz ludzie bardziej umiłowali ciemność aniżeli światło: bo złe były ich uczynki. Każdy bowiem, kto źle czyni, nienawidzi światła i nie zbliża się do światła, aby jego uczynki nie zostały ujawnione. Kto spełnia wymagania prawdy, zbliża się do światła, aby się okazało, że jego uczynki zostały dokonane w Bogu».


1. Mojżesz umieścił na palu miedzianego węża, gdy Izraelici ginęli na pustyni z powodu ukąszeń tych gadów. Spojrzenie na węża ratowało od śmierci. Nie chodziło o magię, ale o wiarę w Boga, który kazał Mojżeszowi wywyższyć tego symbolicznego węża. Jednak nie w miedzianym wężu leżała moc uzdrowienia, lecz w Bogu. Wąż jest w Biblii symbolem diabła i grzechu. Człowiek upadł w raju kuszony przez węża (diabła), stojąc przed drzewem poznania dobra i zła, w ten sposób ściągnął na siebie przekleństwo. Jezus na drzewie krzyża staje się „wężem”, czyli grzechem i przekleństwem (tak mocno mówi św. Paweł), po to, by nas, pokąsanych przez „starodawnego węża”, wyzwolić od przekleństwa śmierci i sprowadzić na nas błogosławieństwo życia.

2. „Każdy, kto w Niego wierzy”. Bóg stworzył nas sam, ale nie zbawi nas bez naszego udziału. Na Jezusa wywyższonego na krzyżu trzeba spojrzeć z wiarą. Rzecz w tym, by zobaczyć w Nim nie tylko cierpiącego niewinnego człowieka, ale Boga, który daje siebie z miłości do końca. „Tak Bóg umiłował świat...”. Jak? Tak, że dał swego Syna. Słowo „dał” oznacza wydanie siebie z miłości. Bóg istnieje na sposób daru, On daje siebie, ofiaruje. Wiara jest przyjęciem tego daru. Wiara przeprowadza nas od rajskiego drzewa upadku pod drzewo zbawienia, czyli pod krzyż Chrystusa. Od drzewa pychy do drzewa miłości i pokory. Wielki Post jest po to, by stanąć przed Ukrzyżowanym. Patrzeć z wiarą, kochać, uczyć się, że tylko miłość wywyższa.

3. Ostatnia część dzisiejszej Ewangelii zawiera paradoks. Dopiero co słyszeliśmy o miłości Boga, która daje siebie. O krzyżu jako „miejscu” naszego ocalenia. A teraz mowa o sądzie i o możliwości potępienia. Jak to zrozumieć? Jezus jest porównany do światła, które rozjaśnia nasze życie, daje miłość, prawdę, przebaczenie. Czy można to światło odrzucić? Można. Można bardziej kochać ciemności niż światło. „Tajemnica nieprawości” – powie św. Paweł. Czy człowiek pokąsany przez węża może nie chcieć skorzystać z odtrutki na śmiertelny jad, bo np. nie wierzy, że to lekarstwo działa? Może. Taki wybór, który ma w sobie coś z samobójstwa. A jednak wydaje się, że są ludzie, którzy tak właśnie wybierają. Odrzucają największą miłość.

4. „Kto spełnia wymagania prawdy (dosłownie: czyniący prawdę), zbliża się do światła, aby się okazało, że jego uczynki zostały dokonane w Bogu”. W raju Adam i Ewa nie czuli wstydu. Ich uczynki były dokonywane w Bogu, czyli w świetle. Grzech spowodował, że zaczęliśmy uciekać w ciemność. Odkryliśmy naszą nagość, ubóstwo, słabość. Nie chcemy, by ludzie, nawet Bóg, znali całą prawdę o nas, bo wiele w nas cienia, pychy, egoizmu, narcyzmu, pożądania. Ukrywamy tę mroczną stronę pod maską dobrego wychowania, pod pozorami uprzejmości, a czasem i pobożności. Pod drzewem krzyża, patrząc na nagiego Jezusa, muszę stanąć przed Nim „nagi”, czyli w całej prawdzie. Jego miłość pochłania mój wstyd, moje ciemności zostają prześwietlone Jego światłem. Jego miłość uwalnia mnie od trwogi o siebie. Oczyszcza z fałszu, z podwójności. Akceptuję moje ubóstwo. Żyję prawdziwie.

« 1 »
oceń artykuł
  • mee...
    11.03.2018 10:49
    Jakze swiat kasa niczym zmija...swiatu sie wydaje, ze znalazl lekarstwa na karzdy dzien. Dlaczego Mojzesz wywzszyl weza na pustyni, ktory kasal smiertelni lud jego, poklon miedzianemu wezowi ratowal zycie, waz byl niepokonany. Dlatego Bog poslal Syna, ktory weza zwyciezyl, Ktory byl kasany przez weza, bo poklonu wezowi nie oddal - przez co stracil zycie na krzyzu. Zmartwywstal. Swiatlosc przyszla, ktora jest zyciem wiecznym nie zyciem doraznym i zludnym...nie ma wyboru poza Chrystusem. Czlowiekowi zostal dany wybor, kto chce zachowac zycie, oddaje poklon swiatu, zwany dzis poklonem - postepem czasu...natomiast, kto oddaje poklon Chrystusowi, oddaje poklon Bogu Zywemu zycie traci by sie narodzic na nowo i zyc wiecznie...
    doceń 1
  • mee...
    11.03.2018 11:17
    Poklon ratuje zycie...swiat dzis mowi: niech rzadzi nawet diabel byle bylo dobrze...i swiat w tym kierunku zdaza...ale jest tez On, Ktory jest, Kory za poklon daje zycie wieczne, zycie na wieki wiekow gdzie nie ma czasu, gdzie radosc, gdzie wypelnienie, ktore obejmuje milosc, milosc nie na miare ludzka, ktora ma swoj kres...ale na miare nieskonczonosci. Badzcie wiec komu oddajecie poklon...bo wiele jest imion weza.
    doceń 1
  • Gabriela
    12.03.2018 11:11
    Bóg zbawił nas sam. Bez nas. Nam wystarczy to zbawienie przyjąć. "Kto w sercu uwierzy i ustami wyzna ...". Nie, nie sugerowane, bardziej lub mniej wydumane, mające go ogołocić "grzechy". Wyzna wiarę w pewnego Żyda sprzed dwóch tysięcy lat, który okazał się być Pańskim Mesjaszem. Ten dostąpi zbawienia.
    doceń 0