Nowy numer 20/2018 Archiwum

Kabrio w kosmosie

Nie wiem, czy żyje dzisiaj na Ziemi ktoś, kto bardziej rozumie sztukę autopromocji. Nie wiem, czy istnieje ktoś, kto jest w stanie porwać setki milionów ludzi. Nie wiem, czy żyje ktoś, kto jest bliżej zdobycia Marsa niż on.

Tym człowiekiem jest Elon Musk. Miliarder, wizjoner, przedsiębiorca i ekspert w dziedzinie autopromocji. Musk ma powody do dumy i ma argumenty za tym, by być dzisiaj bodaj najbardziej znanym na świecie wizjonerem. Ma ogromne wyczucie, szczęście, no i pieniądze. Ma ich na tyle dużo, że jest w stanie realizować projekty, które rozerwałyby na strzępy budżet niejednego państwa. Gdy wymyślił kilka lat temu, że chce budować doskonałe samochody elektryczne, wybudował fabrykę i tworzy teslę. Samochód – legendę. Najnowszy model właśnie wysłał w kierunku Marsa.

Musk nie odziedziczył pieniędzy po sławnym i bogatym przodku. On je zarobił na aplikacjach internetowych. Gdy te zaczęły mu się nudzić – w tej dziedzinie osiągnął to, co chciał osiągnąć – sprzedał je i zajął się czymś innym. Teraz inwestuje swoje pieniądze głównie w dwa przedsięwzięcia. W kosmos i w nowy sposób magazynowania energii elektrycznej. Obydwa zmienią nasz świat. I to nie w perspektywie dziesiątków lat, ale najwyżej kilku. Jak to Musk – od razu poszedł szeroko. Jego firma zaprojektowała rakietę. Niektóre jej części składowe po zużyciu same wracają na powierzchnię Ziemi. A to zasadniczo obniża koszty lotów na orbitę. Jeśli chodzi o nowy typ akumulatorów, Musk stworzył prawdopodobnie największą na świecie fabrykę, która ma je budować i integrować np. z dachówkami. Duża rzecz. Jak wszystko, co robi.

Samochód w kosmosie

W ostatnich dniach imię Elon było na ustach milionów ludzi nie z powodu bogactwa czy akumulatorów, ale z powodu rakiety Falcon Heavy, której pierwsza próba odbyła się publicznie. Rakieta gigant wystartowała, a ładunkiem był… kabriolet Tesli – marki, która należy do Muska. Aby testować nowe rakiety, trzeba je czymś obciążyć (w końcu chcemy sprawdzić, jaki ładunek jesteśmy w stanie wynieść na orbitę). Tym ładunkiem może być np. betonowy blok. Musk do ładowni wsadził jednak samochód. Swój własny. Czerwony elektryczny kabriolet (a w zasadzie roadster), prawdziwe cudo technologii. To była wisienka na torcie (nawet kolor się zgadzał), która zachwyciła wszystkich. Czy można sobie wyobrazić lepszą reklamę niż wysłanie samochodu w kosmos? Teraz leci w kierunku Marsa… czyli Czerwonej Planety. Wszystko idealnie pasuje.

Zachwyty nad tym dokonaniem są jak najbardziej uzasadnione. Prywatny przedsiębiorca wybudował największą rakietę, jaką udało się dotychczas stworzyć człowiekowi. Falcon Heavy jest w stanie na niską orbitę Ziemi wynieść 68 ton ładunku. Dotychczas koszt startu rakiety porównywalnej wielkości wynosił kilkaset milionów dolarów. Start Falcon Heavy kosztował niecałe 100 mln dolarów. Wszystko dzięki ponownemu wykorzystaniu elementów, które w zwykłej rakiecie były niszczone, a w przypadku rakiety Elona Muska wracają na Ziemię.

Świat się zmienia

Tę technologię w mniejszych rakietach Musk testował od lat. Kilka dni temu dech większości widzów zapierała wielkość i moc Falcon Heavy. Podziw powodował ładunek rakiety. Ale prawdziwą euforię spowodowało równoczesne lądowanie dwóch tzw. boosterów, czyli rakiet bocznych. Środkowa część rakiety też miała wrócić, ale jej lądowanie nie powiodło się. Nie miało to jednak większego znaczenia, bo wypadki w przemyśle kosmicznym zawsze się zdarzały, a technologia odzyskiwania niektórych elementów rakiet została zaprezentowana w całej krasie.

Musk, prezentując Falcon Heavy, pokazał technologię lotu na Marsa. Dzisiaj tylko jego firma ma w ręku rakietę, która jest w stanie dolecieć na Czerwoną Planetę. Firma Muska – SpaceX – jest prywatna. Czy jeszcze 10 lat temu ktokolwiek mógł przypuszczać, że prywaciarz wybuduje rakietę potężniejszą niż jakakolwiek rakieta na Ziemi, przegoni wszystkie duże agencje kosmiczne (w tym NASA) i wysunie się na prowadzenie w wyścigu na Marsa? Świat zmienia się szybciej, niż możemy to sobie wyobrazić.

Co dalej? Kolejne testy i udoskonalenia. Równocześnie dokładna analiza danych, których dostarczyło pierwsze wystrzelenie Falcon Heavy. Musk twierdzi, że w 2024 r. na Marsie będą mogli stanąć pierwsi ludzie. Jeszcze parę miesięcy temu ta zapowiedź wydawała się mrzonką. Dzisiaj nikt tego już tak traktować nie może. Widać światło w tunelu. •

„Sonda 2”, niedziela 18 lutego, godz. 9.45.

« 1 »
oceń artykuł