Nowy Numer 07/2018 Archiwum

Braveheart idzie na księdza

Skąd nagły wzrost liczby powołań kapłańskich w kraju, w którym odsetek praktykujących katolików znajduje się głęboko poniżej poziomu morza? Od dna można się tylko odbić. I najwyraźniej coś się ruszyło w Kościele katolickim w Szkocji.

W 2008 roku zamknięto w Szkocji ostatnie seminarium duchowne w Bearsden na przedmieściach Glasgow. Brak powołań i wysokie koszty utrzymania wymusiły taki ruch. Podobnie było w innych regionach. Nieliczni kończący edukację klerycy i jeszcze mniej liczni nowi kandydaci kształcą się głównie w Scotus College w Rzymie, biskupi wysyłają też kleryków do angielskiego Birmingham.

I oto w tym mało ożywczym krajobrazie okazuje się, że w 2017 roku aż 20 diakonów przyjęło święcenia kapłańskie (12 diecezjalnych, pozostali to zakonnicy). W skali całej Wielkiej Brytanii, a Szkocji w szczególności, to prawdziwy ewenement, który wszyscy postrzegają w kategoriach cudu: liczba ta jest najwyższa od co najmniej dwóch dekad. Dodatkowo w Scotus College w Rzymie kształci się obecnie 17 kleryków. Jednocześnie w bieżącym roku akademickim 14 mężczyzn rozpoczęło tzw. rok propedeutyczny (przygotowawczy) w Salamance w Hiszpanii.

Jeśli jeszcze kilkanaście lat temu Kościół szkocki cieszył się z jednego czy dwóch kleryków, to można sobie wyobrazić, jaką sensacją są aktualne liczby. Zrozumiemy to jeszcze lepiej, jeśli porównamy sytuację z Irlandią: tam żyje ok. 5 mln katolików, w Szkocji 850 tys., tyle że w Irlandii w tym roku do seminarium wstąpiło tylko sześciu kandydatów. Skąd zatem wzięło się tylu nowych duchownych w Szkocji, kraju, w którym odsetek praktykujących jest trudny do zaznaczenia na wykresie w sposób czytelny, gdzie koloratka nie oznacza ani prestiżu, ani pozycji społecznej, a miesięczne „zarobki” księdza oscylują w okolicy… 170 funtów?

Dostępne jest 16% treści. Chcesz więcej? Kup wydanie papierowe lub e-wydanie.

« 1 »
oceń artykuł

Reklama