Nowy numer 20/2018 Archiwum

Gorzka rocznica

W 7. rocznicę obalenia dyktatora Zina Ben Alego Tunezyjczycy masowo wyszli na ulice. Znowu z powodu gniewu i frustracji, gdyż w nowej rzeczywistości nie żyje im się lepiej.

Choć na tunezyjskie plaże wracają turyści, także z Polski, a demokracja ma się lepiej niż w jakimkolwiek innym arabskim kraju, wśród Tunezyjczyków wrze gniew. Oburzenie narastało przez kilka lat naznaczonych bezrobociem i przyspieszającą inflacją. Czara goryczy przelała się 7 stycznia, kiedy rząd ogłosił program cięć bud- żetowych, mających na celu zmniejszenie ogromnego deficytu i sprostanie wymaganiom Międzynarodowego Funduszu Walutowego, którego kredyt jest niezbędny dla zachowania równowagi finansowej państwa. Premier Youssef Chahed obiecał, że 2018 to „ostatni trudny rok”, lecz Tunezyjczycy mu nie wierzą i masowo wyszli na ulicę. Kulminacja demonstracji nastąpiła 14 stycznia, w symbolicznym dniu, ponieważ dokładnie 7 lat wcześniej zmuszono do ustąpienia prezydenta Ben Alego. W wielu miejscach protesty przybrały bardzo gwałtowny przebieg – podpalano sklepy, atakowano budynki rządowej administracji. Aresztowano około 800 osób, jedna zginęła. Nastroje trochę się uspokoiły po obietnicach nowych programów pomocowych dla ćwierć miliona najuboższych Tunezyjczyków. Nie ulega wątpliwości, że napięcia wkrótce wrócą, bo ich przyczyny są bardzo głębokie. Panuje powszechne przekonanie, że zmiany po tzw. jaśminowej rewolucji z 2011 r. okazały się powierzchowne, a spośród trzech postulatów – wolność, praca, godność – spełniono zaledwie jeden.

Chlubny wyjątek

Demokratyczny świat okazywał dużo podziwu i sympatii dla wytrwałości oraz politycznych osiągnięć Tunezyjczyków. Choć już dwa miesiące po obaleniu Ben Alego zaprzysiężony został nowy rząd, a 7 miesięcy później zorganizowano wolne wybory, Tunezja przez prawie 3 lata zmagała się z ogromnymi problemami: gwałtownymi antyrządowymi rozruchami, atakami terrorystycznymi oraz niepokojącymi tendencjami religijnego radykalizowania się społeczeństwa. W 2014 r. kraj wyszedł na prostą – uchwalono najbardziej liberalną w tej części świata konstytucję. Rok później Tunezja przetrwała potężny cios, jakim były dwa ataki terrorystyczne na obcokrajowców skutkujące załamaniem się sektora turystycznego. Mimo to w 2017 r. weszły w życie kolejne zmiany, potwierdzające miano najbardziej liberalnego i tolerancyjnego kraju Afryki Północnej i Bliskiego Wschodu. Usunięto przepis, który umożliwiał sprawcom gwałtu uniknięcie kary, gdyby ożenili się ze swoją ofiarą, ze skutkiem natychmiastowym zniesiono prawo niepozwalające Tunezyjkom wychodzić za mąż za niemuzułmanina (mężczyzna może żenić się z niemuzułmanką bez żadnych przeszkód). Prezydent Bedżi Essebsi deklaruje też chęć zmiany dyskryminującego kobiety prawa do dziedziczenia. Kolejne wybory parlamentarne są uznawane za wolne i sprawiedliwe, a w obliczu wyzwań stojących przed krajem dwie największe partie (świecka Nidaa oraz muzułmańska Ennahda) powołały wspólny rząd jedności narodowej.

Osiągnięcia Tunezji okazują się jeszcze bardziej imponujące, gdy zestawi się je z sytuacją innych krajów 7 lat po arabskiej wiośnie: Syria, Libia i Jemen pogrążyły się w wojnach domowych, a w Egipcie po kilku latach niestabilności powróciły równie opresyjne rządy.

tylko na pokaz

Jednakże zdaniem protestujących „tunezyjska wyjątkowość” to obecnie pusty slogan, na który władze są jeszcze w stanie nabierać inne kraje, ale już nie własnych obywateli. Demokracja nie zastąpi im pieniędzy, a tych z roku na rok jest coraz mniej. Brak reform i nieudolna polityka ekonomiczna znajdują potwierdzenie w statystykach. Bezrobocie wynosi ponad 15 proc., a wśród młodych aż 35 proc. To właśnie rzesze sfrustrowanych absolwentów wyższych uczelni stanowiły ważną siłę ostatnich protestów. Inflacja na koniec roku 2017 osiągnęła poziom 6,4 proc., a w obecnym prognozowana jest na 9–12 proc. Od upadku dyktatury Ben Alego ceny żywności szybują w górę średnio o 8 proc. rocznie. W sondażu tunezyjskiej pracowni ELKA Consulting aż 68 proc. respondentów określiło sytuację gospodarczą jako „bardzo złą”.

W 2015 r. z pomocą przyszedł Międzynarodowy Fundusz Walutowy, udzielając pożyczki w wysokości 2,9 mld dolarów. Organizacja jest na razie niezadowolona z prób redukcji deficytu budżetowego przez rząd. W grudniu zeszłego roku MFW wezwał do „pilnych i zdecydowanych działań”. Tunezyjskie władze są w potrzasku, gdyż nie chcą stracić dostępu do kredytów, ale zarazem zdają sobie sprawę z ogromnych kosztów społecznych polityki oszczędności. Premier robi dobrą minę do złej gry, obiecując koniec wyrzeczeń, ale prezydent Essebsi podczas niedawnej wizyty w Ettadhamen (ubogie przedmieście Tunisu) powiedział bez ogródek do protestujących: „Bądźcie umiarkowani, bo nasz kraj nie ma za dużo środków”.

Jak za dawnych lat

Władze tłumaczą kryzys atakami terrorystów w strategiczną branżę turystyczną, destabilizującym wpływem Libii i trudnymi do spełnienia wymaganiami Międzynarodowego Funduszu Walutowego. Natomiast Tunezyjczycy wiedzą swoje: największymi problemami są korupcja i kosmetyczne zmiany na szczytach władzy po jaśminowej rewolucji. We wrześniu 2017 r. w sondażu Międzynarodowego Instytutu Republikańskiego 8 proc. badanych uznało, że korupcja jest większa niż przed 2011 r. Kolejne kontrowersyjne posunięcia rządu jeszcze bardziej utwierdzają w tym przekonaniu. W październiku 2017 r. parlament podjął trudną do obrony decyzję. Na mocy tzw. ustawy pojednania wszyscy oskarżeni o łapówkarstwo urzędnicy prezydenta Ben Alego zostali objęci amnestią. Dla Tunezyjczyków to kolejny dowód na to, że jaśminowa rewolucja, przedstawiana na świecie jako wielki sukces, w rzeczywistości okazała się powierzchowną zmianą. Na niższych szczeblach administracji rządowej i w największych państwowych spółkach wciąż rządzą ludzie wygnanego dyktatora.

Coraz więcej rys ma także wychwalana na świecie tunezyjska demokracja. Choć wybory są wolne i transparentne, rządy pozostają bardzo niestabilne (od 2011 r. urzędowało pięciu premierów). Kierunek zmian w Tunezji krytycznie ocenia organizacja Freedom House w swym corocznym raporcie „Freedom in the world”: „Wybory lokalne zostały kolejny raz odłożone i po siedmiu latach od rewolucji rady miejskie są wciąż nieobsadzone, postaci powiązane ze starym reżimem zwiększają swój wpływ na niestabilny system polityczny (…) przedłużenie o dwa lata stanu wyjątkowego także sygnalizuje erozję demokratycznego porządku”.

Organizacje praw człowieka krytykują z kolei fale aresztowań uczestników styczniowych protestów. Wiele osób zostało zatrzymanych prewencyjnie jeszcze przed marszami, a brutalność policji w tłumieniu demonstracji potwierdziła tylko, że siły porządkowe pozostały bez zmian od czasów Zina Ben Alego.

Nadzieja w turystach

Gdzie Tunezyjczycy mogą wypatrywać nadziei na lepszą przyszłość? Na pewno w ożywieniu sektora turystycznego. Po załamaniu z 2015 r. nie ma już śladu. Wtedy przyleciało tylko 4,2 mln turystów, w 2017 r. już 6,5 mln. Nowy rok zapowiada się jeszcze lepiej. Doceniono wzmożone wysiłki władz w Tunisie na rzecz zapewnienia maksymalnego bezpieczeństwa podróżującym oraz bezwzględne zwalczanie przez wojsko islamskich terrorystów. W pierwszej połowie 2017 r. największe kraje zniosły ostrzeżenia przed podróżą do Tunezji i największe zachodnie biura podróży (m.in. TUI, Thomas Cook) przywróciły do swojej oferty wakacje w tym kraju.

Przez ostatnie 12 miesięcy tunezyjscy dyplomaci wielokrotnie odwiedzali Polskę, usilnie zabiegając, aby nasze władze także złagodziły stanowisko. Ostatecznie dopiero w sierpniu 2017 r., jako ostatni kraj w Europie, ministerstwo Spraw Zagranicznych zmieniło na stronie internetowej status Tunezji z „nie podróżuj” na „ostrzeżenie przed podróżą”. W nowym roku przedstawiciele polskiego rynku turystycznego informują, że wycieczki do północnoafrykańskiego kraju znowu cieszą się dużą popularnością.

Tunezję czekają trudne miesiące, a rząd będzie musiał lawirować między wymaganiami międzynarodowych instytucji a oczekiwaniami sfrustrowanych obywateli. Nie powinno to jednak wpłynąć na sektor turystyczny, który pełni strategiczną funkcję dla kraju i w opinii wszystkich sił politycznych oraz grup społecznych musi być pod szczególną ochroną.•

« 1 »
oceń artykuł