Nowy Numer 07/2018 Archiwum

Znikające leki

Z Polski na Zachód wywożone są nielegalnie tony leków refundowanych, których brakuje pacjentom w kraju. Dlaczego od dekady państwo jest bezradne w starciu z oszustami, których zysk szacowany jest na 2 mld zł rocznie?

Każda złotówka zainwestowana w zdrowie musi oznaczać poprawę jakości życia Polaków – mówił w exposé premier Morawiecki. Jeśli tak ma się stać, powinien zostać zlikwidowany proceder, nazywany odwróconym łańcuchem dystrybucji leków. Złotówki inwestowane w leki refundowane dla Polaków wcale nie wychodzą nam na zdrowie, ale wzbogacają grupę nieuczciwych „przedsiębiorców”, od lat wykorzystujących luki w prawie, a być może i polityczny parasol ochronny.

W czym rzecz? Odwrócony łańcuch dystrybucji leków – tak Państwowa Inspekcja Farmaceutyczna opisuje proceder niezgodnego z prawem pozyskiwania leków refundowanych, a następnie ich nielegalnego wywozu za granicę. Prawidłowy łańcuch dystrybucji wygląda następująco: producent–hurtownia–apteka–pacjent. Odwrócony sprowadza się do tego, że leki po dotarciu do aptek nie trafiają do pacjentów, ale za pomocą różnych sztuczek i przekrętów wracają do hurtowni, skąd sprzedawane są na Zachód. Większość to leki produkowane przez znane marki, które z zyskiem można sprzedać na Zachodzie. Według szacunków pełniącego obowiązki głównego inspektora farmaceutycznego (GIF) Zbigniewa Niewójta, wartość nielegalnie wywiezionych za granicę leków można szacować na ok. 2 mld zł rocznie. Ich brak na polskim rynku powoduje zagrożenie dla zdrowia i życia pacjentów.

Sprawa ma początek w roku 2008, kiedy powstała lista leków refundowanych. Dzięki temu nawet drogie leki produkowane przez zachodnie koncerny stały się dostępne dla przeciętnego krajowego pacjenta. Jednak po jakimś czasie okazało się, że mimo zwiększonego poziomu dostaw tych leków na rynku są one niedostępne. W przypadku insuliny zagrażało to życiu pacjentów, rozpaczliwie, ale bezskutecznie poszukujących leku w aptekach. GIF zaczął sprawdzać, co dzieje się z tymi lekami, i ustalił, że w odpowiedniej ilości są one dostarczane do aptek, ale nie trafiają do pacjentów. Leki z aptek wracały do hurtowni i były wywożone na Zachód. Czasem były tam przepakowywane, ale często sprzedawano je w opakowaniach, w których wywiezione zostały z Polski. Przebicie na takich transakcjach jest co najmniej czterokrotne, ocenia Zbigniew Niewójt. Jeśli lek refundowany hurtownia kupuje od producenta za 20 zł, to na Zachód sprzedaje za co najmniej 100 zł. Zachodni odbiorcy także na tym korzystają, gdyż nawet z tym przebiciem leki sprowadzane z Polski są tańsze od kupionych od własnych producentów. Większość tego nielegalnego eksportu trafia do Niemiec, ale sporym odbiorcą są także kraje skandynawskie oraz Wielka Brytania.

Pomysłowość bez granic

Aby ominąć prawo, nieuczciwi hurtownicy – a według szacunków GIF jest ich w kraju nawet kilkudziesięciu – stosują różne sztuczki, by ponownie pozyskać leki refundowane sprzedane aptekom. Najprostszym pomysłem jest organizowanie fikcyjnego skupu leków. Do aptek przychodzą więc podstawieni pacjenci, dysponujący receptami na określone leki refundowane, które zakupują najczęściej w większych ilościach. Oczywiście lekarze wydający recepty pacjentom, którzy tych leków nie potrzebują, także biorą udział w przestępczym procederze. Sprzedaż leków refundowanych jest monitorowana, ale obchodzi się to przez zapisanie leku ze 100-procentową odpłatnością. Hurtownik, jeśli sprzeda go na Zachód, i tak na tym zarobi. Pozyskiwane w ten sposób leki są dostarczane do lokalnej hurtowni, która wysyła je do hurtowni „wywozowej”, skąd są ekspediowane za granicę. Słyszałem, że w niektórych miastach na tzw. ścianie wschodniej na tym procederze korzystali także taksówkarze, każdego dnia rozwożąc pseudopacjentów po kilku aptekach, aby mogli nabyć leki, które później dostarczali do hurtowni. To jednak drobnica w porównaniu ze skalą nadużyć organizowanych przez „prawdziwych fachowców”.

Jednym z mechanizmów pozyskiwania były pozorowane utylizacje rzekomo przeterminowanych leków. Ten prosty zabieg w dokumentacji umożliwiał zdobywanie ich w większych ilościach. Częstym zabiegiem pozwalającym ukryć odwrócony łańcuch są pozorowane ruchy między magazynami i aptekami. Dochodzi do tego pomiędzy aptekami należącymi do tej samej spółki, choć często położonymi w różnych województwach. Istotą tych działań jest ukrycie rzeczywistego pochodzenia leków, które po podróży przez kilka magazynów trafiają do punktu końcowego, czyli hurtowni wywozowej, gdzie zbierane są leki z całego kraju, przeznaczone do nielegalnej sprzedaży na Zachodzie.

Wyjątkowo wyrafinowanym oszustwem jest tworzenie przez nieuczciwych hurtowników fikcyjnych placówek niepublicznej służby zdrowia. Taki podmiot leczniczy zamawia w aptekach leki refundowane, oczywiście płaci za nie, ale nikt nie jest nimi leczony, gdyż placówka jest tylko atrapą mającą przykryć nielegalny obieg leków. Pacjentów tam nigdy nie było, ale lekarstwa zużywano w dużych ilościach. Nikt nie kontrolował ich dystrybucji po tym, jak opuściły hurtownię, aby później okrężną drogą do niej wrócić.

Zwykle „przedsiębiorcy” działający w tej branży mają sieć hurtowni rozrzuconych w całej Polsce. Skupują leki w danym regionie, a następnie przerzucają je do większej hurtowni, najczęściej umieszczonej w zachodnich województwach. Szczególnie dużo takich podmiotów istnieje w województwie lubuskim czy wielkopolskim. Bywa, że w tych hurtowniach w ogóle nie ma pracowników, a zatrudniany jest jedynie kierownik farmaceuta, gdyż tego wymaga prawo.

Trudno z tym walczyć

Odwrócony łańcuch leków jest przedsięwzięciem nie tylko dochodowym, ale także stosunkowo bezpiecznym dla nieuczciwych. „Przedsiębiorcy” zajmujący się tym biznesem wiedzą, że za takie działania do niedawna nie groziły im sankcje karne, a jedynie postępowanie administracyjne. Zarabiają zaś na tym tyle, że stać ich na zapłacenie grzywny, jeśli po długim i przewlekłym postępowaniu zostaną w końcu do tego zmuszeni prawomocnym wyrokiem sądu administracyjnego. Trzeba dodać, że wymiar sprawiedliwości przez wiele lat lekceważył zagrożenia wynikające z procederu odwróconego łańcucha dystrybucji leków. Głośna była sprawa, kiedy w grudniu 2014 r. Prokuratura Apelacyjna w Lublinie umorzyła postępowanie w sprawie stosowania przez lokalne apteki mechanizmu handlu w odwróconym łańcuchu, nie dopatrując się w tym procederze „znamion czynu zabronionego”. Dwuznacznie w tej sprawie zachował się także prokurator generalny Andrzej Seremet, chociaż poprzednia szefowa GIF Zofia Ulz w piśmie z 30 października 2015 r. wskazywała na konsekwencje nieścigania tego rodzaju przestępstw. Prokurator Seremet 18 stycznia 2016 r. odpowiedział, że nie widzi żadnych zagrożeń. Na szereg uchybień w obrocie lekami wskazywała natomiast NIK w raporcie z 2016 roku.

Zdaniem Zbigniewa Niewójta, aby skutecznie przeciwdziałać temu procederowi, konieczne są zarówno zmiany w organizacji, jak i w przepisach. Jednym z problemów jest dwupoziomowość inspekcji farmaceutycznej. W GIF zatrudnionych jest obecnie zaledwie 8 inspektorów ds. obrotu hurtowego kontrolujących ponad 500 hurtowni farmaceutycznych. To za mało w porównaniu ze skalą wyzwań, z jakimi muszą się uporać. Tym bardziej że GIF zajmuje się przede wszystkim nadzorem nad wytwarzaniem leków i hurtowniami, a nie nadzorem nad aptekami. Kontrolowanie aptek jest zadaniem wojewódzkich inspektoratów farmaceutycznych, które jednak nie wchodzą w strukturę GIF. Są jednostkami składowymi administracji wojewódzkiej, zajmując się również innymi sprawami. Ich obsada kadrowa jest także niewielka – 140 inspektorów nadzoruje 17 tys. aptek.

Z jednej strony mamy więc zorganizowane mafie przestępcze, z drugiej nielicznych inspektorów, którzy próbują przeciwdziałać wywozowi leków refundowanych za granicę. Kluczowym elementem w tej walce jest koordynacja działań, gdyż hurtownie i apteki uczestniczące w odwróconym łańcuchu dystrybucji leków rozrzucone są po całym kraju. Tymczasem państwo nie koordynuje działań między różnymi województwami i służbami. Brakuje też wspólnej bazy informacyjnej na ten temat. Jeszcze do niedawna urzędy skarbowe odmawiały inspektorom GIF udzielania jakichkolwiek informacji na temat transakcji, zasłaniając się tajemnicą handlową bądź skarbową i podatkową. A tylko badając przepływy finansowe, pochodzące z fikcyjnych operacji lekami, można wytypować hurtownie gromadzące leki w celu ich wywiezienia z kraju.

Możliwe są różne warianty zwalczania tej przestępczości. W Wielkiej Brytanii czy Irlandii istnieje odrębna policja farmaceutyczna, dysponująca szerokimi uprawnieniami dochodzeniowo-śledczymi. Powołanie podobnej formacji w Polsce wymagałoby czasu i pociągałoby za sobą bardzo wysokie koszty. Lepszym rozwiązaniem byłoby, twierdzi Zbigniew Niewójt, wykorzystanie istniejących struktur państwowych, które współpracując ze sobą, mogłyby skutecznie zwalczać nielegalny wywóz leków z Polski. Konieczne do tego są zarówno zmiany organizacyjne, jak i prawne, m.in. powrót do struktury GIF obowiązującej do 1998 r., a więc urzędu centralnego dysponującego spionizowanymi przedstawicielstwami w terenie.

Z pewnością czynnikiem warunkującym większą skuteczność w zwalczaniu tego procederu jest poprawa koordynacji i wymiany informacji między organami ścigania a poszczególnymi służbami i urzędami skarbowymi. Współpraca taka została nawiązana z inicjatywy GIF, Krajowej Administracji Skarbowej, Policji i Prokuratury Krajowej, i zaczyna przynosić pierwsze efekty. Istotne będą także zmiany w prawie. Stosowane obecnie kary administracyjne nie są skutecznym narzędziem zwalczania tego rodzaju przestępczości. Wymierzanie kary trwa długo, jeśli uwzględnimy tryb odwoławczy nawet do 3–4 lat. Na dodatek postępowania dotyczą spółek bądź przedsiębiorstw, a nie konkretnych ludzi. Jeśli więc zamykana jest jedna „wywozowa” hurtownia, prowadzący ją przedsiębiorca otwiera drugą. Zresztą najczęściej ma ich kilka, licząc się z tym, że część z nich musi spisać na straty.

Są także propozycje rozwiązań prawnych, które opracował prof. Robert Zawłocki z Poznania. W obszernej analizie udowadnia, że odwrócony łańcuch dystrybucji produktów leczniczych stanowi złamanie prawa farmaceutycznego, a więc osoby uczestniczące w tym procederze powinny być ścigane karnie, a nie jako sprawcy wykroczeń administracyjnych. Sam fakt pozyskania produktów leczniczych z aptek ogólnodostępnych do hurtowni farmaceutycznych bądź zorganizowania stałego łańcucha odwróconej dystrybucji, dla zaopatrywania hurtowni lekami pochodzącymi z aptek ogólnodostępnych, powinien być traktowany jako czyn zabroniony i osoby w tym uczestniczące powinny z tego tytułu ponieść odpowiedzialność karną. Jak pisze w swojej ekspertyzie prof. Zawłocki, jeśli odwrócony łańcuch dystrybucji przybiera formę stałej współpracy osób prowadzących apteki ogólnodostępne i hurtownie farmaceutyczne, należy to potraktować jako podżeganie do czynu zabronionego, względnie jako współsprawstwo lub sprawstwo kierownicze, co powinno stanowić podstawę do zastosowania wobec takich osób odpowiedzialności karnej.

Są więc różne możliwości przeciwdziałania patologii, jaką jest odwrócony łańcuch dystrybucji leków. Ten proceder nie tylko zagraża bezpieczeństwu i zdrowiu wielu pacjentów, gdyż nie mogą otrzymać koniecznych leków, ale stanowi jawną kpinę z praworządności. Najważniejsza jednak jest wola polityczna, aby z tym skończyć, i mam nadzieję, że obecny rząd wykaże się w tej kwestii determinacją i konsekwencją. 

« 1 »
oceń artykuł

Reklama

  • TomaszL
    16.02.2018 10:35
    Ale znane są oczywiste w XXIw metody walki z oszustwami. Systemy informatyczne wyposażone w analizę danych potrafią wychwytywać anomalie zachowań i potrafią wspomóc trafność kontroli.

    Pytanie co jest z system P1 w tym z e-receptami?
    doceń 0
  • dominikognisty
    17.02.2018 11:50
    akurat zaczynam projekt, który ten proceder może w znacznym stopniu ukrócić. Robię to tylko dla siebie aby rozwinąć umiejętności programistyczne. Mogę napisać tyle że mniej więcej dwa lata temu pojawiły się technologie umożliwiające dokładne śledzenie dowolnych produktów, ich rejestrację i analizę "logistyczną". Chińczycy, Hindusi, Amerykanie, Anglicy i Niemcy rozwijają te narzędzia i wdrażają do produkcji. U nas zapewne za rok, dwa pojawią się gotowe rozwiązania z zachodu. A szkoda bo można je budować już dziś.
    doceń 0